31

Chrome wskaże najbardziej zasobożerne rozszerzenia. Czy tylko one są tu winne?

O nadwadze przeglądarki Chrome i idących za tym konsekwencjach pisaliśmy już niejednokrotnie. Google jednak zamiast wprowadzić dietę szuka przyczyn gdzie indziej – m.in. w rozszerzeniach. Niebawem doczekamy się mechanizmu, który będzie walczył z najbardziej zasobożernymi z nich. Czy to sprawi, że przeglądarki oraz Chromebooki nagle przyśpieszą? Twórcy Chrome chcą w ten sposób okiełznać najbardziej wpływające […]

O nadwadze przeglądarki Chrome i idących za tym konsekwencjach pisaliśmy już niejednokrotnie. Google jednak zamiast wprowadzić dietę szuka przyczyn gdzie indziej – m.in. w rozszerzeniach. Niebawem doczekamy się mechanizmu, który będzie walczył z najbardziej zasobożernymi z nich. Czy to sprawi, że przeglądarki oraz Chromebooki nagle przyśpieszą?

Twórcy Chrome chcą w ten sposób okiełznać najbardziej wpływające na wydajność przeglądarki rozszerzenia, ale też uświadamiać użytkowników. Niektórzy mogą bowiem ciągle nie zdawać sobie sprawy ze zgubnych skutków hurtowego instalowania dodatków, a potem mamy zaskoczenie, że przy Chrome przy dwóch otwartych kartach dostaje zadyszki. Może na mocnym desktopie tego się nie odczuje, ale na Chromebooku z pewnością.

Rozszerzenia potrafią nieźle dać popalić. Ich obecność nie tylko wpływa na czas uruchamiania się przeglądarki, ale też pożera pamięć, którą można by wykorzystać na przykład, na otwarcie dodatkowej karty. W Chrome OS, gdzie przeglądarka jest właściwie cały czas uruchomiona, to szczególnie dokuczliwe, bo konsekwencje te są odczuwalne właściwie cały czas. Trudno zatem obwiniać o to deweloperów, bo tak po prostu jest skonstruowany system działania dodatków w Chrome. Nie ma żadnej możliwości, by nieaktywne były usypiane i przechowywane gdzieś w cache. Tak długo jak działa przeglądarka, zainstalowany dodatek siedzi w RAM-ie razem z nią.

2014-12-10_122951

Google już wcześniej walczył z rozszerzeniami, czego rezultatem było zablokowanie możliwości instalowania dodatków spoza sklepu Chrome Web Store. Na celowniku są też wtyczki pisane w starym formacie NPAPI, których obsługa w przyszłym roku ma całkowicie zostać usunięta z przeglądarki. Zapowiedziano również walkę z dodatkami-kombajnami, które nie spełniają jednej określonej roli. Tylko czy to wszystko naprawdę ma sens? Odnoszę wrażenie, że działania Google’a są niczym szukanie drzazg w oczach innych, kiedy nie widzi się całej belki w swoim.

Chrome nie jest chuderlakiem i już od jakiegoś czasu mówi się głośno o tym, że potrafi mocno uaktywnić wentylatory w laptopie. Tajemnicą nie jest również niezbyt efektywna praca na OS X, gdzie zarządzanie pamięcią położono po całości. Może zatem wypadałoby się skupić właśnie na tym aspekcie? Nie sądzę, aby na dłuższą metę walka z rozszerzeniami przyniosła szczególnie duże korzyści. No chyba, że Google usilnie szuka winnego i chce przekonać świat, że to właśnie tutaj leży przyczyna wszystkich problemów przeglądarki.