Chrome

Chrome OS ze zdalnym blokowaniem komputera i aż sześcioma nowymi aplikacjami z Androida

9

Odkąd Chrome OS jest oficjalnie dostępny w Polsce nie doczekał się jakiś rewolucyjnych nowości. Prawdę mówiąc, opisywane dziś również nie wywracają tej platformy do góry nogami, ale zdecydowanie robią różnicę. Od teraz będziemy mogli zlokalizować oraz zdalnie zablokować zgubionego lub skradzionego C...

Odkąd Chrome OS jest oficjalnie dostępny w Polsce nie doczekał się jakiś rewolucyjnych nowości. Prawdę mówiąc, opisywane dziś również nie wywracają tej platformy do góry nogami, ale zdecydowanie robią różnicę. Od teraz będziemy mogli zlokalizować oraz zdalnie zablokować zgubionego lub skradzionego Chromebooka. Otrzymaliśmy również dostęp do aż sześciu nowych aplikacji z Androida.

Zapewne każdy kto zgubił lub padł ofiarą kradzieży jakiegoś sprzętu elektronicznego doskonale wie co to znaczy. Poza samym faktem utraty wartościowego przedmiotu mamy jeszcze ogrom stresu wynikającego z informacji, plików, a nawet haseł do serwisów i usług, jakie trafiły w niepowołane ręce. Można sobie radzić z tym na wiele sposobów - począwszy od zabezpieczenia urządzenia hasłem, a na stosowaniu modułów pozwalających na zdalne blokowanie systemu. W ten ostatni właśnie został wyposażony Chrome OS.

Google już od jakiegoś czasu rozwija tego typu rozwiązania. Początkowo skupiano się na smartfonach, bo to one są przede wszystkim narażone na kradzież i zgubienie. Teraz jednak podobny mechanizm znajduje zastosowanie w Chrome OS, ale nie będzie on niestety dostępny dla zwykłych użytkowników, a jedynie dla administratorów Chromebooków działających w placówkach edukacyjnych lub firmach. Google chce w ten sposób usprawnić zarządzanie kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma urządzeniami. W razie zniknięcia któregoś z nich, możliwe będzie zdalne dokonanie blokady. Wówczas na ekranie pojawi się taki komunikat, jak na zrzucie powyżej, a tuż pod nim dane kontaktowe firmy lub organizacji, do której urządzenie należy.

Prawdopodobnie mechanizm działa niezależnie od skonfigurowanego profilu i bazuje na numerze seryjnym komputera, co czyni go uniwersalnym i niepodanym na "przywracanie ustawień fabrycznych". Praktyczne, szczególnie biorąc pod uwagę, że Chromebooki są cały czas podłączone do sieci.

Dla zwykłych użytkowników znacznie bardziej wartościową informacją pewnie będzie sześć nowych aplikacji w Chrome Web Store, które przywędrowały tutaj z Androida. Fanów buszowania po forach dyskusyjnych pewnie ucieszy Tapatalk (nowa wersja jest koszmarna, ale da się przeżyć), a twórców prezentacji mobilny klient SlideShare. Do tego dochodzi komunikator Yo, aplikacja do monitorowania dzieci Dormi, tuner Waves oraz zakupowy raj Slice (nie przejmujcie się zrzutami ekranu - robiłem je na Windowsie).

Nie są to żadne hity. Prawdę mówiąc poza Tapatalkiem i SlideShare nie widzę tutaj nic dla siebie. Dobrze jednak widzieć, że lista aplikacji dostępnych na obu platformach rośnie. Równie istotny jest fakt, że działają one bardzo stabilnie i sprawnie - bez większych komplikacji. Nie wiem tylko, czy Google nie wyszedłby na tym lepiej, gdyby przygotował deweloperom bardziej sprzyjające warunki i zdynamizował ten proces. Przenosząc na Chrome OS tak po kilka aplikacji co miesiąc-dwa, nie ma co liczyć na jakieś spektakularne postępy. A może to jednak część jakiegoś większego planu, o którym jeszcze nie wiemy?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu