słuchawki
40

Dziś każdy zakup elektroniki to loteria. Podziękujmy… sami sobie.

Dziś zanim dany produkt na dobre okrzepnie na rynku, już jest z niego zdejmowany by zrobić miejsce dla kolejnej generacji sprzętu. Kto by się przejmował tym, że praktycznie nie różnią się od siebie.

Jakieś 4 lata temu wszedłem w posiadanie słuchawek SONY MDR-ZX660AP. Tak, jest to jedna z tych świetnych, łatwych do zapamiętania nazw. W każdym razie – tak się jakoś złożyło, że kiedy rozmawiałem o tym ze znajomymi, ci pytali mnie, czy bym im je polecił. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: „Nie wiem, poużywam to się wypowiem”. Obawiałem się bowiem, że jako, iż nie są to flagowy produkt japończyków, to może on cierpieć na najczęstszą chorobę nie-topowych sprzętów, czyli niską trwałość. Co więc komu po dobrej jakości dźwięku, jeżeli słuchawki rozlecą się w rękach po pół roku? Odpowiedzi na to pytanie nigdy jednak nie udzieliłem i przypomniałem sobie o nim niedawno, kiedy… zamawiałem nowy zestaw nauszników, bo oryginalne zwyczajnie się przetarły. 4 lata codziennego zakładania i zdejmowania nie sprawiły jednak, by słuchawki w jakikolwiek inny sposób się zużyły. U mnie takei sprzęty nie mają łatwego życia, więc uznałem, że pod tym kątem spokojnie mógłbym je polecić. Problem polega na tym, że (co nie zaskoczyło mnie ani trochę)… praktycznie nie ma ich już na rynku, a już na pewno nie w sklepach, które na swojej stronie wskazuje SONY.

Jesteśmy zalewani sprzętami z bardzo krótkim okresem życia. Nie tylko w przypadku smartfonów

Zacząłem się zastanawiać, czy „technologia słuchawkowa” aż tak pędzi do przodu, że jeden model musi tak szybko wypierać kolejny. Drażni mnie to szczególnie, ponieważ ze wszystkich aspektów w tym jednym chciałbym wiedzieć, że to co kupuję dostarczy mi odpowiedni poziom doświadczenia. A nie oszukujmy się, kupno słuchawek, szczególnie dokanałowych, to generalnie loteria. Wiele z nich bowiem ujawnia swoje wady konstrukcyjne dopiero po jakimś czasie, przy czym przy dokanałówkach/słuchawkach dousznych dochodzi do tego jeszcze problem z tym, że praktycznie nigdy nie mamy możliwości przetestować ich brzmienia przed zakupem.

słuchawki

W przypadku smartfonów zmiany generacyjne można jeszcze jakoś wytłumaczyć. Jeżeli spojrzymy na współczesny telefon i np. na Samsunga Galaxy A3 2016, zobaczymy przynajmniej kilka znaczących różnic. Natomiast w przypadku słuchawek nie widzę ani jednego miejsca w którym te dzisiejsze różnią się od tych produkowanych np. 10 lat temu. Jestem zdania że wszystkie moje poprzednie dokanałówki (m.in. Phillips SHE9000, Sennheiser CX 200) mogłyby być normalnie dziś produkowane i nikt nie miałby do nich żadnych pretensji. Okej, jakimś tam wyjaśnieniem jest, że obecnie mamy taki okres historii, w którym produkowanie słuchawek przewodowych jest już passe, ale zjawisko o którym mówię zaczęło mieć miejsce na długo przed tym, jak zapanowała moda na bluetooth.

Jacy konsumenci, taki produkt

Obracając się w środowisku osób związanych z technologiami łatwo nabyć przeświadczenie, że żyjemy w społeczeństwie, które jest bardzo świadome i ma dużą wiedzę na temat produktu, który kupuje. Tymczasem jest zupełnie na odwrót, co też potwierdzają badania. Ludzie, zawaleni modelami i technicznymi aspektami praktycznie nie interesują się tym, co siedzi pod maską tego, co kupują. A dziś taka ignorancja jest bardzo prosta. Nie wiemy jakie słuchawki/telefon/myszkę/laptopa czy głośniki kupić? Wystarczy pójść do dowolnego elektromarketu, gdzie doradca bądź sprzedawca wybierze go za nas. Dla takiego konsumenta bardzo łatwo trafić stwierdzeniem, że to co kupuje to „rynkowa nowość” i ukryć fakt, że tak naprawdę nie różni się to niczym od poprzedniego modelu, który właśnie został zdjęty z półki.

słuchawki

Tak, przed zakupem można przeczytać recenzje, ale obecnie produktów wychodzi tyle, że nie ma szans przetestować nawet ułamka z nich, nie mówiąc już o tym, że takie testy rzadko trwają dłużej niż miesiąc. Pomimo najszczerszych chęci recenzenta, nie dowiemy się z nich, jak telefon będzie się sprawował pod kolejną wersją Androida, bądź czy wielokrotne ładowanie bezprzewodowe jest w stanie kompletnie zniszczyć jego baterię. Fakt można przeprowadzać długofalowe testy, ale tu dochodzimy do problemu, od którego zaczęliśmy cały wywód – istnieje duża szansa, że po ich zakończeniu, danego produktu (tak jak moich słuchawek) nie będzie już na rynku.

Zazwyczaj staram się zakończyć wpis jakąś konkluzją bądź przewidywaniem na przyszłość. W tym wypadku jest mi bardzo ciężko, ponieważ naprawdę nie wiem, co musiałoby się stać, by ta jakby nie patrzeć zbędna dla nas – konsumentów – karuzela nic nie wnoszących premier nieco zwolniła. Zarówno producentom, jak i większości konsumentów taka sytuacja wydaje się być bowiem, niestety, na rękę. :(