42

Zuckerberg i jego żona uwolnią nas od chorób. Jakoś trudno mi skakać z radości

Czytam od wczoraj, jak Mark Zuckerberg i jego żona, Priscilla Chan, zamierzają zbawić świat. Przeznaczą miliardy dolarów na walkę z chorobami, takie ich poznanie, które umożliwi eliminację zagrożeń, sprawi, że będzie je można kontrolować. Szczytny cel - nawet, jeśli poważnie oddalony w czasie. Zastanawiam się nad tym gestem, kręcę wąsa pod nosem i sam już nie wiem, czy więcej w tym rzeczywistej chęci działania czy też PR...

Chan Zuckerberg Initiative to podmiot, który powołano do życia kilka kwartałów temu, świat powtarzał wtedy, że twórca Facebooka i jego zona oddadzą 99% swojego majątku. Kiedy? Kiedyś. Komu? Komuś. Nam, wszystkim, ludzkości. Ot, taki kaprys z okazji narodzin dziecka. Gest może i mało konkretny, ale piękny. No chyba, że ktoś uwierzy ludziom doszukującym się tu dodatkowych celów związanych z giełdą, podatkami itd. Ja chcę wierzyć, że młoda para rzeczywiście chce oddać swoje pieniądze potrzebującym. I mam nadzieję, że te miliardy dolarów zmienią świat na lepsze. Jak?

Pierwszym przykładem jest Chan Zuckerberg Science, czyli projekt, który ma doprowadzić do wybawienia ludzkości od chorób. Nie za rok czy dwa, nie za dziesięć lat – to potrwa długie dekady. Nie chodzi też o to, by kolejno zwalczać schorzenia. Mają być raczej opracowywane rozwiązania, które pozwolą unikać chorób, niwelować zagrożenia we wczesnym stadium, uodparniać człowieka na te bolączki. Aby to osiągnąć, planuje się organizowanie pracy specjalistów z różnych dziedzin: naukowców, lekarzy, inżynierów. Wspomina się o tworzeniu nowych rozwiązań, narzędzi (także oprogramowania) i technologii oraz o zwiększaniu uwagi szeroko pojętego świata na zagadnieniu przeciwdziałania chorobom, a nie ich leczenia. Zuckerberg podkreślał podczas konferencji prasowej, że znacznie więcej środków idzie na ten drugi cel i tu tkwi błąd.

Pierwszym krokiem do realizacji planu duetu Chan-Zuckerberg jest stworzenie ośrodka badawczego w San Francisco. Biohub ma otrzymać wsparcie kilku dobrze znanych uczelni, na start projektu pójdzie 600 mln dolarów. Pozostałe pieniądze (łącznie 3 mld dolarów) małżeństwo zamierza wpompować w projekt w ciągu dekady.

Ciekawe, prawda? Słuszne są porównania do małżeństwa Gates, które też finansuje „naprawianie świata”. Obu parom kibicuję, jestem wdzięczny, że przeznaczają swój majątek na takie cele. Co więcej, to może zachęcić innych krezusów do dzielenia się pieniędzmi, finansowania badań naukowych – tego nigdy dość. Na świecie są pewnie tysiące naukowców, którzy prowadzą ciekawe badania lub mogliby je prowadzić, ale są hamowani przez brak środków. Kto wie, gdzie moglibyśmy dojść, gdyby np. podwojono środki przeznaczane na badania i rozwój w perspektywie najbliższych dziesięciu lat?

Jedna rzecz w tym wszystkim nie daje mi spokoju: ile jest w tym wszystkim PR? Na ile to rzeczywiste pragnienie młodej pary (któremu poświęcili ponoć sporo czasu), a na ile chęć zrobienia reklamy: sobie, firmie, jej działaniom. Zuckerberg był krytykowany za dostarczanie ubogim „protezy Internetu”, jak w przypadku wielu dużych korporacji pojawiają się pytania dotyczące podatków płaconych przez Facebooka, a na domiar złego, w czasie, gdy mówi się o wielkim geście duetu Chan-Zuckerberg, rodzi się afera dotycząca podkręcania danych dotyczących wideo w niebieskim serwisie:

Facebook przez dwa lata przedstawiał reklamodawcom zawyżone dane dotyczące średniego czasu, jak spędzają jego użytkownicy oglądając reklamy wideo.[źródło]

Ot, przypadek. Albo i nie… Gdy świat skupi się na tym, jak Mark Zuckerberg będzie go leczył swoimi miliardami (suma może i dużą, ale w skali całej kasy, jaka idzie na badania medyczne w ciągu dekady, to kropla w oceanie), pewnie w jeszcze mniejszym stopniu będzie zwracał uwagę na to, jakie dane Facebook wyciąga od użytkowników, co z nimi robi i jak to przebiega.

Powtórzę: piękny gest, doceniam i szanuję. Prosiłbym o więcej. Odnoszę jednak wrażenie, że Mark szybko sobie odbije te 3 mld i nie zajmie mu to 10 lat. Powiadają jednak, że darowanemu koniowi…

PS Przypomniało mi się właśnie, że Google dało kiedyś milion dolarów na walkę z wirusem Zika. Wyobrażacie sobie? Milion dolarów! A ile było szumu…