3

RIM ma problem? Nic z tych rzeczy – firma świetnie sobie radzi. O co tu chodzi?

Korporacja RIM to bardzo wdzięczny temat – zarówno w okresie swojej świetności, jak i teraz, gdy biznes znalazł się w poważnych tarapatach. Obserwuję tę firmę od kilku lat i staram się raz na jakiś czas odświeżyć temat tego producenta. Ostatnio teksty te dotyczą głównie problemów i wpadek, ale może zadziała w tym przypadku zasada, iż […]

Korporacja RIM to bardzo wdzięczny temat – zarówno w okresie swojej świetności, jak i teraz, gdy biznes znalazł się w poważnych tarapatach. Obserwuję tę firmę od kilku lat i staram się raz na jakiś czas odświeżyć temat tego producenta. Ostatnio teksty te dotyczą głównie problemów i wpadek, ale może zadziała w tym przypadku zasada, iż nie ważne jak się o firmie mówi, ważne, że w ogóle się mówi. Raczej nie przysłużę się Kanadyjczykom, ale właściwie nie ma to większego znaczenia – przecież wszystko jest pod kontrolą.

Grzegorz Ułan, śledzący poczynania RIM z zapartym tchem, podesłał mi kilka dni temu tekst, w którym Autor polemizuje z tezą (podobno bardzo ostatnio popularną), iż kanadyjski producent powtórzy historię firmy Palm (swoją drogą, nie przyszło mi to jeszcze do głowy). Nie zgadzam się ze wszystkimi argumentami, które można znaleźć w tym tekście, ale nie będę teraz się na nich skupiał – chodzi mi o zupełnie inną kwestię. Autor broni korporacji i przekonuje, iż nie zbankrutuje ona w najbliższym czasie, ale jednocześnie przyznaje on, że RIM popełniło błędy i nie można powiedzieć, by korporacja mogła się pochwalić doskonałą formą. Innego zdania jest jednak CEO producenta smartfonów BlackBerry.

Thorsten Heins przekonuje, iż z firmą nie dzieje się nic złego. Bo chyba w ten sposób należy rozumieć słowa “There’s nothing wrong with the company as it exists right now” (obecnie z firmą jest wszystko w porządku). Heins podkreśla, iż nie mówi o firmie, w której przejął stery pół roku temu, lecz o dzisiejszej korporacji. Zaapelował (przyłączam się do tego wezwania), by nie spisywać tej marki na straty, gdyż to nie jest jej koniec. Podobno to dopiero początek okresu przejściowego i firma po raz kolejny będzie miała szansę zmienić realia ludzkiej komunikacji. Na tym zapewnienia Heinsa się nie kończą i ogólnie rzecz ujmując, można odnieść wrażenie, że już sama obecność nowego CEO uzdrowiła firmę. Tymczasem warto rzucić okiem na fakty, a te nie świadczą na korzyść RIM.

Producent smartfonów zanotował w ostatnim kwartale spore straty (po raz pierwszy od 8 lat), szykowane są masowe zwolnienia (z pracą pożegna się 5 tys. osób), termin realizacji platformy BlackBerry OS 10 kolejny raz przełożono w czasie, a kapitalizacja firmy spadła do dramatycznie niskiego poziomu. Nikt nie ma wątpliwości, iż jest to pokłosie decyzji podjętych (lub nie) w ostatnich latach przez dwóch byłych CEO i nie można wiązać kryzysu z osobą Heinsa, ale chyba zbytnio wczuł się on w rolę magicznego antidotum, które nagle uratuje firmę. Jasne, że jego zadanie polega m.in. na podtrzymywaniu dobrej atmosfery w i wokół RIM, ale przekonywanie świata, iż producent najgorszy czas ma już za sobą i teraz będzie lepiej jest dość niebezpiecznym pomysłem. Zwłaszcza dla samej firmy, która przez przypadek może uwierzyć, że to prawda.

Foto: 1,2