0

Castle of Illusion Starring Mickey Mouse – recenzja

Castle of Illusion Starring Mickey Mouse jest remakiem gry z Segi Mega Drive i, w przeciwieństwie do np. Ducktales: Remastered, tworem kompletnie przemodelowanym. Czy taki zabieg wyszedł temu tytułowi na dobre? Wszyscy, którzy pamiętają stare Castle of Illusion (lub też sprawdzili, jak wyglądało) wiedzą, że na dzisiejsze standardy jest to produkcja mocno przestarzała. Dlatego też […]

Castle of Illusion Starring Mickey Mouse jest remakiem gry z Segi Mega Drive i, w przeciwieństwie do np. Ducktales: Remastered, tworem kompletnie przemodelowanym. Czy taki zabieg wyszedł temu tytułowi na dobre?

Wszyscy, którzy pamiętają stare Castle of Illusion (lub też sprawdzili, jak wyglądało) wiedzą, że na dzisiejsze standardy jest to produkcja mocno przestarzała. Dlatego też Sega, a konkretnie Sega Studios Australia, zdecydowała się na przerobienie tej pozycji pod niemal każdym względem. Ideą było jednak zachowanie ducha oryginału.

Castle of Illusion Starring Mickey Mouse zawiera wprawdzie znane z Mega Drive’a poziomy, ale zostały one poddane gruntownemu przebudowaniu. Tu dołożono przeciwników, tam dodano platformy do skakania, a jeszcze gdzie indziej wzbogacono etap o nowe „przeszkadzajki”.

Nie tylko jednak gameplay doczekał się zmian. Gra zyskała też kompletnie nową oprawę. W remake’u pojawiły się choćby przerywniki filmowe (jak i statyczne plansze), postaciom głosu użyczyli aktorzy, a historia jest teraz opowiadana przez dobrze wkomponowanego lektora. Fabuła Castle of Illusion jest prosta – Mickey wyrusza na ratunek swojej ukochanej, która została porwana przez złą wiedźmę i jest przetrzymywana w zamku iluzji.

Castle-of-Illusion-E3-1-696x381

Na tle powyższego, rozpatrywanie całości przez pryzmat oryginału mija się moim zdaniem z celem. Ogrywanie nowej wersji, to zupełnie inne doświadczenie. Mnie osobiście najbardziej zaskoczył fakt nagłych przeskoków między rozgrywką opartą na poruszaniu się w dwóch wymiarach, a zabawą w 3D. Z tego też względu, kiedy tylko gra zmieniała perspektywę, ja zmieniałem urządzenie kierujące (z krzyżaka na analog). Oczywiście większość czasu i tak poruszamy się po „płaskich” planszach (mimo, że grafika jest tu podana w pełnym trójwymiarze), ale momenty w 3D znacząco je wzbogacają. O muzyce ciężko cokolwiek powiedzieć ponad to, że jest. Nie ma tu żadnego wyróżniającego się na plus motywu, nie ma też takiego, który by przeszkadzał. Co ciekawe, w menu da się też włączyć utwory z klasycznej wersji z Mega Drive’a.

Tym, co najbardziej liczy się w przypadku takich produkcji jest zwyczajnie dobra zabawa płynąca z przechodzenia kolejnych etapów. I tutaj taką właśnie dostajemy. Poziomy absolutnie nie nużą, są różnorodne, nigdy nie możemy się do końca spodziewać, co czeka nas za rogiem. Często też totalnie odwracają przyjętą wcześniej konwencję – np. biblioteka potrafi się nagle zamienić w krainę słodyczy, a dom z zabawkami w świat kart do gry. Nie zabraknie również etapów z wodą, skakania po chmurach, czy uciekania przed pędzącymi w naszą stronę obiektami. Rozgrywka jest przy tym bardzo prosta (Mickey wykorzystuje skok, który podobnie jak w Super Mario Bros. jest też naszą bronią oraz rzuca w przeciwników zebranymi na drodze przedmiotami). W etapach poukrywano również cenne „znajdźki”, a żeby zdobyć je wszystkie trzeba się naprawdę wysilić.

Świat Castle of Illusion jest bardzo ładny. Wodotrysków graficznych może nie doświadczamy, ale naprawdę ciężko mi się do czegokolwiek w aspekcie wizualnym przyczepić. Wszystko jest tu po prostu kolorowe, rzekłbym bajkowe, a różnorodność dostępnych światów wypada naprawdę fajnie.

Co dla mnie niezwykle istotne, omawiany tytuł jest świetnie zmontowany pod względem poziomu trudności. Po pierwsze – nie frustruje, po drugie – miejscami stanowi wyzwanie. Wprawdzie najczęściej zatrzymujemy się przy walkach z bossami, ale i same etapy (a w szczególności momenty, w których musimy dane sekwencje wykonać niemal idealnie, aby zdobyć ukryty przedmiot) potrafią być wymagające. Generalnie rzecz ujmując, całość mocno relaksuje, ale zmusza też czasem do większej uwagi. Balans rozrywki z miejscami, gdzie trzeba troszkę mocniej zacisnąć zęby, wypadł po prostu super.

Ważne jest też to, że w remake’u nie skopano niczego pod względem technicznym. Detekcja kolizji działa niemal idealnie, postać nigdy nie zacięła mi się w dziwnych momentach, nigdy też nie poczułem się przez grę oszukany.

Nie ma jednak róży bez kolców. W zasadzie udało mi się znaleźć dwa argumenty świadczące na niekorzyść Castle of Illusion. Aż dziwne, że autorzy o tym nie pomyśleli, ale mamy tu często do czynienia ze scenkami przerywnikowymi, których nie da się przewinąć. Problem ten doskwiera nam w zasadzie tylko w momentach potyczek z trudniejszymi bossami, które możemy powtarzać po kilka razy, ale i tak muszę o nim wspomnieć. Całe szczęście, że wspomniane animacje nie są długie. Drugą sprawą mogącą dla niektórych być minusem, jest czas potrzebny na ukończenie całości. Grę przeszedłem w 2,5 godziny. Za kwotę 49 zł (PS Store) jest to moim zdaniem straszliwie mało.

Castle of Illusion Starring Mickey Mouse jest świetnym przykładem tego, jak powinno się robić remake’i starych tytułów. Jest to pozycja utrzymująca ducha oryginału, ale jednocześnie dostosowana do dzisiejszych realiów, odpowiednio wzbogacona i dopieszczona pod niemal każdym względem. Dla fanów platformówek rzecz naprawdę godna polecenia. Szkoda tylko, że jest tak krótka. Niemniej, nie wypada mi po prostu wystawić innej notki niż:

castleof2