20

Nazwijcie mnie dzieciakiem. Ale jak telewizja to tylko Cartoon Network

W tradycyjnej telewizji owszem, znajdują się również nieco bardziej ambitne kanały. Tyle, że ja z telewizji anologowej / cyfrowej już nie korzystam, a jeśli już to tylko "na wyjazdach". I gdybym miał wskazać jeden, jedyny kanał, który mógłbym oglądać non stop - bez żalu, byłby to z pewnością kanał z kreskówkami od Time Warner - Cartoon Network.

Cartoon Network to dla mnie również kawał osobistej historii związanej z telewizją w ogóle. Odkąd pamiętam, lokalna kablówka w miejscowości w której mieszkałem nadawała angielską wtedy jeszcze wersję kanału (przed rokiem 1999, kiedy Cartoon Network doczekał się polskiej wersji). Prawdopodobnie wtedy też zacząłem „chłonąć” język angielski, który przewijał się w emitowanych produkcjach (najczęściej Hanna-Barbera oraz Metro-Goldwyn-Mayer). W późniejszej fazie istnienia tego kanału powstał również Cartoon Network Studios, na mocy którego stworzono mnóstwo kultowych do dziś animacji: Ed, Edd i Eddy, Jam Łasica, Krowa i Kurczak, Johnny Bravo, Chojrak – Tchórzliwy Pies.

Moje „dziwne” upodobania w kontekście tego kanału telewizyjnego odkąd pamiętam, spotykały się z pewną dezaprobatą ze strony znajomych, rodziny. O ile miałem jeszcze te naście lat przed „osiemnastką”, na nikim nie robiło to większego wrażenia. Ot, lubię się odmóżdżyć i oglądam kreskówki. Gorzej było już w momencie, gdy na studiach nałogowo oglądałem kreskówki. Ja, telewizor, piwo i Cartoon Network. Niemal dwie dekady temu byłaby to butelka z mlekiem, żelki i również Cartoon Network. Zmieniły się czasy, zmieniły się atrybuty, nie zmienił się mój ulubiony kanał.

Oczywiście, lubiłem też inne: miałem swoją „fazę” na Discovery (i jego kanały tematyczne) kiedy to jeszcze było tam coś więcej niż zbieracze złomu czy magazynowi szperacze (Wojny Magazynowe dziwnym trafem lubię oglądać, chociaż doskonale wiem o tym, że są one perfidną „ustawką”). Ba, miałem nawet zakaz oglądania Brainiaca w związku z moimi dziwnymi zainteresowaniami odnośnie mikrofalówki i niekoniecznie właściwych rzeczy do niej wkładanych.

Cartoon Network

Ooo, Panie – teraz to już nie ma czasów. Kiedyś to były czasy!

Nie, nie. Wcale nie. Cartoon Network obecny, a Cartoon Network mojego dzieciństwa to rzecz jasna dwie różne stacje telewizyjne. I to jest fakt. Aczkolwiek nie powiedziałbym, że teraz jest szczególnie gorzej, a sam kanał się „kończy”. Ewoluował – w odpowiedzi na to, czego oczekuje młodsza widownia (oraz rodzice tejże). Mógłbym wymienić Wam mnóstwo produkcji (tych nowych), które są po prostu dobre. I wcale nie ograniczałbym się do takich klasyków jak Flapjack, Zwyczajny Serial, czy Samuraj Jack – nietuzinkowe, nie zawsze odpowiednie dla dzieci (szczególnie Jack…), z nierzadko wybitną kreską. Dla mnie przełomem był rok 2011, kiedy to doszło do polskiej premiery jednej z ambitniejszej według mnie kreskówki Cartoon Network: Niesamowitego Świata Gumballa. Najpierw byłem nieco sceptyczny, potem natomiast uznałem, że to świetna zabawa: nie tylko dla dzieci, ale również dorosłych. Mnóstwo nietuzinkowych gagów, świetnie wyważone postaci oraz odwołania do kultury masowej (jeżeli kojarzycie odcinek z aktualizacją oprogramowania Boberta – wiecie o czym mówię) dają mnóstwo satysfakcji widzowi. A i sama animacja udowadnia, że twórcy włożyli sporo wysiłku w stworzenie spójnego świata.

Na pewno jestem „zły” na to, że niektóre obiecujące produkcje zostały przedwcześnie „ubite” tylko dlatego, że byłby problem ze „sprzedaniem ich” poza dystrybucją samej kreskówki. Pamiętacie Tytana Symbionika? W przypadku tej kreski okazało się, że Time Warner nie będzie mógł uzyskać licencji na zabawki, gadżety – a tym samym nie zarobi na nich. Był niestety w historii CN taki okres, w którym produkcje obliczano na maksymalne zyski niskim kosztem (dziwne? niekoniecznie). Nieco wypaczało to pierwotną ideę stojącą za Cartoon Network – ten kanał słynął z doskonałych produkcji własnych, które robiły wrażenie – zarówno w warstwie fabularnej jak i wizualnej. Niekoniecznie też „wierzę” w rebooty – na przykład Atomówek. Nie ma tej iskry, która funkcjonowała w tej kreskówce za Craiga McCrackena – genialnego wręcz twórcy m. in. Domu dla zmyślonych przyjaciół Pani Foster – swoją drogą naprawdę niesamowita produkcja.

Mimo pewnych rozdźwięków między oczekiwaniami moimi a polityką Cartoon Network, kiedy tylko mam okazję – oglądam tę stację (bo kto mi teraz może zabronić?). Nie zawsze jestem zadowolony z obecnych tam produkcji, ale… zdecydowanie nie jest z tym źle. Jest na pewno inaczej, ale nie byłbym w stanie powiedzieć jednoznacznie: „teraz to nie ma czasów, kiedyś to były czasy!”.

Przeczytaj także: