7

Call of Duty: Advanced Warfare – Ewolucja nie rewolucja. Nie wiadomo tylko czy w dobra stronę

Co roku oczekujemy mocnego uderzenia i od wielu lat niestety dostajemy to samo. Pierwsze Modern Warfare wywróciło gatunek pierwszoosobowych strzelanek na drugą stronę, a później zaczęło kopiować swoje własne rozwiązania, dążąc fabularnie do coraz to większych absurdów. Po kilku latach dodatkowo zaczął doskwierać starzejący się silnik graficzny, który przestał nadążać za konkurencją. Sprawę łatano różnymi […]

Co roku oczekujemy mocnego uderzenia i od wielu lat niestety dostajemy to samo. Pierwsze Modern Warfare wywróciło gatunek pierwszoosobowych strzelanek na drugą stronę, a później zaczęło kopiować swoje własne rozwiązania, dążąc fabularnie do coraz to większych absurdów.

Po kilku latach dodatkowo zaczął doskwierać starzejący się silnik graficzny, który przestał nadążać za konkurencją. Sprawę łatano różnymi sztuczkami i w sumie zawsze Call of Duty wyglądało porządnie, jednak nie licowało to zapowiedziami twórców, że „najnowsza część gry wizualnie powali wszystkich na kolana”. Dopiero zadomowienie się konsol nowej generacji tchnęło powiew świeżości w kwestię grafiki. Mogłem się o tym przekonać podczas blisko godzinnego testowania trybów sieciowych podczas targów Gamescom 2014.

Zacznijmy od powyższej kwestii, który choć w multiplayerze nie gra pierwszych skrzypiec, to w jakimś stopniu pozwala skonfrontować zapowiedzi ze stanem faktycznym. Zamiast strzelać do przeciwników, postanowiłem obejrzeć sobie poszczególne mapy. Tekstury w wysokiej rozdzielczości robiły pozytywne wrażenie, tak samo jak efekty świetlne. Modele postaci są szczegółowe – te mogłem oglądać w oknie dopasowywania wyposażenia. Na ile te same obiekty są widoczne później w grze? Tego nie sposób mi określić. Nie miałem tyle czasu, aby dokładniej pooglądać wojaków biegających po mapach.

Ogólnie oprawę graficzną policzyć mogę na plus. Nie powaliła mnie ona na kolana, ale na tym etapie (ponoć jeszcze przed ostatnimi szlifami) robi ona pozytywne wrażenie.

Ale to już było…

No właśnie… Takie odniosłem wrażenie, kiedy rozegrałem kilka meczy w Advanced Warfare. Wiem, że w gatunku first person shooterów strasznie ciężko coś wymyślić, ale lubię konfrontować zapowiedzi z rzeczywistością.

Faktyczną nowością w serii jest egzoszkielet. Pozwala on na wykonywanie dłuższych i wyższych skoków oraz na nagłą zmianę kierunku podczas lotu. Dzięki futurystycznemu wyposażeniu możemy dostać się np. na dachy niewielkich budynków, albo przeskakiwać pomiędzy oknami. Zmusza to każdego gracza do uważnego obserwowania pola walki. To fajnie, ale… już gdzieś to było… na przykład w Titanfallu. Tam piloci bez problemu biegali po ścianach, wskakiwali na dachy i wyczyniali inne „parkourowe mumbo-jumbo”. Robili to na dodatek o wiele szybciej, niż lekko przyciężkawi żołnierze w egzoszkieletach. W kwestii osobistych preferencji oczywiście pozostaje, kto jakie tempo zabawy preferuje.

Egzoszkielet to jednak nie tylko podwójny skok. To także specjalne zdolności dające czasową przewagę na polu walki. W zależności od wybranej konfiguracji, mogliśmy roztoczyć wokół siebie tarczę, która brała na siebie większą część obrażeń, zwiększyć prędkość naszego poruszania się, albo też uruchomić niewidzialność, która robi z gracza predatora. Co ważne, ograniczone zasoby energetyczne pozwalają na czasowe wykorzystywanie przewagi. Energia nie regeneruje się z czasem, tak więc ma to znaczny wpływ na taktykę działania i gwarantuje, że nie będzie to nadużywane podczas starć. I znowu mamy swoiste deja vu. Dodatkowe możliwości szkieletu jako żywo przypominają skafander z Crysisa. Call of Duty jest chyba najlepszym przykładem tego, jak ciężko wprowadzić jakąś znaczącą innowację w gatunku.

Żołnierz niczym Sim

Sekcja dozbrajania naszego wojaka robi dobre wrażenie. Po pierwsze, możemy wybrać płeć awatara. Później zaczynamy wybierać i przebierać w najróżniejszych mundurach, hełmach, rękawiczkach, butach czy rodzajach okularów. W większości przypadków ma to zerowe znaczenie dla efektywności na polu walki, ale jak zawsze stworzenie swojego własnego wojaka jest miłym akcentem.

Oprócz kilku zdefiniowanych zestawów wyposażenia, tradycyjnie już sami możemy miksować poszczególne elementy uzbrojenia i ekwipunku. Pobieżne przejrzenie dostępnych zasobów utwierdziło mnie w przekonaniu, że Advanced Warfare to gratka dla kolekcjonerów. Do dowolnej broni możemy doczepić całe mnóstwo dodatkowych elementów tj. celowniki, chwyty, tłumiki etc. Większość z nich zmienia charakterystykę sprzętu powodując np. zwiększenie celności kosztem szybkostrzelności.

Lęk przed nowościami?

Innowacji nie ma co się spodziewać w dostępnych trybach gry. Podczas prezentacji była okazja zagrania w zespołowy Deatchmatch, Hardpoint, Capture the Flag i Uplink.

Ten ostatni tryb jest pewną wariacją na temat CTF. Na mapie pojawiał się dron, którego należało wpierw zdobyć, a następnie dostarczyć do sfery znajdującej się w okolicach bazy przeciwnika. Gracz posiadający drona nie ma możliwości obrony – może nim jedynie rzucić, bądź podać do innego gracza ze swojego zespołu o ile znajduje się on w pobliżu.

Przyznaję, że choć na początku trudno było się zorientować, o co chodzi, to po chwili stało się to emocjonującą i ciekawą zabawą. Tryb Uplink pokazuje, że tego typu pomysłowe tryby mogą być dobrym rozwiązaniem, ale na większą liczbę nowości chyba nie ma co liczyć. Z jednej strony twórcy boją się eksperymentować, z drugiej, wielokrotnie już sami gracze pokazali, że są konserwatywni i najbardziej oblegają standardowe formy zabawy sieciowej.

W przyszłości bez zmian

Sama rozgrywka mocno przypomina to, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni w serii Call of Duty. Raczej skondensowane, niewielkie obszary, gdzie co chwila dochodzi do wymiany ognia. Tym razem dodanie podwójnego skoku dodało do całości wielopoziomowości. Część starć przenosiła się na galeryjki i dachy, a przebiegając korytarzami należało mieć oczy dookoła głowy. Przy tym wszystkim tempo gry, charakterystyczne dla serii, zostało zachowane.

Podsumowując, tryb sieciowy w Call of Duty: Advanced Warfare powinien przypaść do gustu graczom, którzy dobrze czuli zmagania sieciowe we wcześniejszych odsłonach CoD-ów. Egzoszkielety nadały zabawie delikatną nutę świeżości, jednak zachowawczość deweloperów objawia się na każdym kroku. Niedawno ogłoszono, że możliwe będzie prowadzenie zabawy bez egzoszkieletów – wtedy otrzymamy najbardziej tradycyjny multiplayer z serii Call of Duty.