6

Seks, prochy i glam metal. Obejrzyjcie Brud na Netlix – film pokazuje prawdziwe oblicze Mötley Crüe

Czekałem na ten film, choć nigdy nie byłem specjalnie dużym fanem ani Mötley Crüe, ani oryginalnych kapel z gatunku glam metalu. Twórcom Brudu, czyli filmowej biografii (bazującej na oficjalnych książkowych biografiach) zespołu udało się nie tylko pokazać oblicze kapeli, ale również sprezentować widzom ciekawy, szalony i wciągający film.

Mötley Crüe powstało w 1981 roku z pomysłu Nikki’ego Sixx’a i uznawane jest z jedną z najbardziej imprezujących kapel na świecie. Jeśli nie interesujecie się muzyką rockową i metalową, pewnie nie będziecie za bardzo wiedzieć czym jest ten cały glam metal, którego Mötley Crüe jest bez wątpienia jednym z najpopularniejszych przedstawicieli. Może lepszym określeniem byłby więc pop metal, trochę bardziej skupiając się natomiast na wyglądzie – hair metal. Def Leppard, Kiss, Slade, Twisted Sister, Europe, w lżejszej odmianie również wczesne Bon Jovi – coś bardziej świta, prawda? Glam metal jest bez wątpienia istotną gałęzią metalu, a śmianie się z tych kapel dla zasady jest słabe. W dyskografiach wszystkich wymienionych zespołów można bez problemu znaleźć świetne płyty i numery, które po tych wszystkich latach w ogóle się nie zestarzały. Wizerunek był taki a nie inny by odróżnić kapele od „poważniejszych” przedstawicieli metalowej sceny i naprawdę brawa za odwagę i pomysł. Mötley Crüe to solidna kapela, która odniosła moim zdaniem zasłużony sukces, traktowanie ich w kategoriach żartu jest zwyczajnie niepoważne.

Cud, że oni to przeżyli

Brud nie jest dokumentem, choć bazuje na oficjalnych biografiach. No cóż – dokument o Mötley Crüe byłby przerażająco nudny, dlatego Netflix zdecydował się na luźny, naprawdę luźny film opowiadający o ekscesach zespołu. Dlaczego nie napisałem, że o zespole? Brud skupia się przede wszystkim na tym, co wiązało się z życiem w trasie, popularnością, statusem gwiazdy rocka. Seks w garderobie z przypadkowymi groupies? Codzienność Mötley Crüe, szczególnie wokalisty, który chyba tylko po to rozpoczął karierę muzyczną. Problemy z narkotykami? Proszę bardzo – od wciągania białych kresek, po dożylną aplikację heroiny. Widzimy tu dokładnie to, o czym słyszy się w opowieściach o gwiazdach rocka. A muzycy imprezowali na potęgę, bo i mieli do tego środku. Zespół cieszył się ogromną popularnością, zarówno bilety na koncerty, jak i same płyty rozchodziły się jak szalone.

Brud można podzielić na dwie części. W pierwszej akcja galopuje praktycznie od początku – poznajemy poszczególnych muzyków, historie z ich młodości oraz to, w jaki sposób znaleźli się w Mötley Crüe. Później widzimy eksplodującą popularność zespołu, pierwsze koncerty, podpisanie umowy z Electra Records i coraz bardziej wypasione spektakle muzyczne, na które ustawiały się kolejki. Wszystko to zakrapiane hektolitrami whisky, toną narkotyków w proszku, masą panienek, które nie marzą o niczym innym niż szybki seks z ulubionym muzykiem. Grzeczność to ostatnie co charakteryzuje Brud. I bardzo dobrze – jakiekolwiek idealizowanie Mötley Crüe czy nadawanie sztucznego patosu ich opowieści byłoby śmieszne.

Brud

[/okladka] Brud

W drugiej połowie tempo zwalnia, dokładnie wtedy kiedy zaczynają się problemy, gdzie punktem zwrotnym jest spowodowanie przez pijanego Vince’a Neila wypadku samochodowego, w którym zginął perkusista zespołu Hanoi Rocks, Razzle. Wszystko dzieje się nagle, zaraz po tym jak oglądaliśmy Ozzy’ego Osbourne’a, który wciąga przez słomkę mrówki i zlizuje z basenowej posadzki własny mocz.

Zobacz też: Najlepsze filmy przygodowe, które trzeba obejrzeć

Neil trafia do więzienia (jak może wiecie na krótko), chce jednak żyć w trzeźwości. Jednocześnie Nikki Sixx totalnie uzależnia się od heroiny. Ciężką atmosferę potęguje wątek umierającej na raka Skylar, kilkuletniej córki Neila. Podoba mi się jak film zmienia klimat, pokazując jednocześnie gdzie prowadzi totalne wyluzowanie i całkowite oddanie się rockowemu stylowi życia – a to tylko kilka ponurych wątków, które pojawiają się w filmie.

NF_D_JGN-D24-8246.raf

[/okladka] NF_D_JGN-D24-8246.raf

Myślę, że nikt z obsady Brudu nie dostanie ani Oskara, ani nawet nominacji – natomiast sceny po napisach końcowych pokazują jak wiele trudu i pracy twórcy włożyli w odpowiednie dobranie osób wcielających się w poszczególnych muzyków, o jak wiele detali z ich wyglądu czy ubioru zadbano. I to widać na ekranie, aktorzy świetnie wcielili się w muzyków, naprawdę przyjemnie się ich oglądało.

Czy warto obejrzeć Brud?

Zdecydowanie tak, niezależnie od tego czy jesteście fanami zespołu, czy tego akurat gatunku muzyki. Film wydaje się przekoloryzowany, ale samo Mötley Crüe uważane jest za jeden z najbardziej szalonych zespołów minionych lat i skoro przy jego produkcji brali udział sami muzycy, a obraz bazuje na książkach członków kapeli – Brud. Wyznania gwiazd rocka cieszących się najgorszą sławą i Dzienniki heroinowe trudno nie brać za pewnik tego, co widzimy na ekranie. Jasne, niektóre rzeczy pewnie pokazano inaczej z uwagi na formę przekazywania treści, jednak Brud maluje dokładnie taki obraz Mötley Crüe, za jaki był ten zespół uważany. Brakuje mi tylko większego skupienia się na sesjach nagraniowych czy procesie tworzenia materiału, jeśli udałoby się to pokazać tak dobrze, jak fragmenty dotyczące pierwszego hitu kapeli – Live Wire, obraz byłby odrobinę ciekawszy. Ale i tak jest to film udany.