114

Brawo Krzysztof Gonciarz, tak gasi się pożary w internecie

Krzysztof Gonciarz jest na fali i tak naprawdę nic nie wskazywało na to, że powinie mu się noga. Tymczasem jednym filmem zraził do siebie dużą część własnej społeczności. A później kolejnym materiałem pokazał, jak radzić sobie w takich sytuacjach.

Myślę, że Krzysztofa Gonciarza nikomu przedstawiać już nie trzeba. Nawet jeśli wcześniej nie wiedzieliście kim jest ten sympatyczny facet, ostatnie miesiące to zmieniły. Gonciarz spopularyzował w Polsce vlogi oraz pokazał czym jest zbiórka na Patronite i jak powinno się ją przeprowadzać. Kilkumiesięczna wizyta w Polsce, wiele spotkań, na które ciężko było się dostać z uwagi na wyprzedane miejsca, kilka świetnych wywiadów – o takim „poważnym” sukcesie marzy chyba większość youtuberów w naszym kraju.

Tymczasem od kilku dni całe środowisko polskiego youtuba, PR i social media huczy o tym, jak bardzo Gociarz poległ w temacie PR-u własnego sklepu internetowego z gadżetami i ubraniami związanym z jego twórczością. O co chodzi? O ten film.

Jak on śmie zarabiać?

Zaglądałem do komentarzy pod filmem zapowiadającym nowe przedsięwzięcie Krzysztofa Gonciarza i nie do końca wiem, co o nich myśleć. Zdaję sobie sprawę z tego, że komediowa seria „Zapytaj Beczkę” potrafiła mieć specyficzną widownię (a co za tym idzie również komentatorów), ale spodziewałem się, że poważniejsze vlogi, cała akcja z Patronite, pamiętny film o hejcie w sieci sprawią, że będzie tam lepiej. Oczywiście jest to jedynie moje odczucie, ale obraz z tych komentarzy mam jednoznaczny – Krzysztof mial czelność ruszyć ze sklepem i śmie w dodatku sprzedawać koszulki za 99 złotych. DZIEWIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ ZŁOTYCH!

Cenię Gonciarza jako twórcę wideo. Znamy się też osobiście i na przestrzeni kilku ostatnich lat doradzał mi kilka razy w sprawach sprzętu. Nie zamierzam go jednak w żaden sposób bronić czy tłumaczy, szczególnie że w przypadku takiego materiału każdy ma prawo odebrać go po swojemu – część komentarzy rozumiem i w pewnym sensie się z nimi zgadzam. Nie odebrałem pierwotnego materiału negatywnie, choć nie ukrywam, że byłem zaskoczony jego formą czy niektórymi sformułowaniami. Nie wszystko dograło w temacie przekazu, wiele rzeczy mogło zostać lepiej rozwinięte i wytłumaczone. Innymi słowy – nie był to najlepszy film promocyjny własnej linii produktów (czy też produktów sygnowanych własnym nazwiskiem). Przerosły mnie jednak komentarze dotyczące tego, że przecież w sklepach Zara koszulki są tańsze, u konkurencji są tańsze, a 100 złotych za t-shirt to rozbój w biały dzień. Przecierałem natomiast oczy ze zdziwienia widząc, jak komentujący wytykają Gonciarzowi pieniądze z Patronite, akcji sponsorowanych, reklam na YouTube czy działalności firmy. Temu samemu Gonciarzowi, z którym przybijali na spotkaniach piątki i towarzyszyli przez 200 odcinków vloga, traktując go prawie jak kumpla. Temu samemu Gonciarzowi, od którego na owych spotkaniach kupowali gadżety. Ewidentnie widać, że twórca nie do końca znał swoją społeczność – ale jak to mówią – człowiek uczy się na błędach.

Przyznać się do błędu, przeprosić

Gonciarz przez kilka dni milczał, nie komentował całej sytuacji. I słusznie – działanie pod wpływem emocji to ostatnie, co powinien zrobić. W poniedziałek zamieścił na swoim kanale film, w którym…przeprosił społeczność, wyjaśnił to, co nie było wyjaśnione w materiale o nowej marce, przeprosił ponownie – choć tak naprawdę już sam tytuł tego filmu jasno dał do zrozumienia, że przyznał się do błędu.

Podejrzewam, że gdyby materiał o marce NAEBA przybrał od razu taką formę, przekazane by w nim były takie informacje, żadnej dramy i burzy by nie było. Już po samych łapkach na YT widać, że fani twórczości Krzysztofa ciepło przyjęli ten materiał. Ważne, że Gonciarz wyjaśnił zarówno cenę, jak i „ekskluzywność” koszulek – te tworzone są od początku do końca w Polsce, co jasno oznacza, że nie mogą konkurować cenowo z masową produkcją sprowadzaną z zagranicy i nadrukowywaną u nas. W całej sprawie zawiodła komunikacja, ten jeden film, ten jeden człowiek – nie są winni twórcy gadżetów, osoby pozujące do zdjęć na sesji, ale właśnie autor filmu. Ciekawe podejście, w realnym świecie odpowiedzialność rozchodzi się przecież na wszystkich, bo tak bezpieczniej i wygodniej.

Może trochę przesadzam, ale mam wrażenie, że właśnie ten drugi materiał stanie się dobrym przykładem tego, jak powinno się rozwiązywać sieciowe „dramy”, jak wyjaśniać podobne sytuacje i jak dbać o swoją społeczność. Przyznanie się do błędu to w youtubowym środowisku rzadkość, podobnie jak szczere przeprosiny.

Ten materiał poniżej jest tak mocny na wielu płaszczyznach, że to się w głowie nie mieści. Krzysiek mówi „przepraszam”, ale za jedną, konkretną rzecz – za skopaną komunikację. Poza tym jest to demonstracja siły. Wyjść i powiedzieć to co powiedział, to jest klasa sama w sobie. Powiedzieć to z mocą i pewnością tego, że to co się robi jest dobre – wbrew temu jaki jest powszechny odbiór – to po prostu trzeba mieć jaja ze stali.

– napisał na swoim Facebooku Michał Szafrański, którego na pewno pamiętacie z naszego wywiadu o selfpublishingu.

Sprawa wygląda na wyjaśnioną, mam wrażenie, że PR-owo Gonciarz pokazał się ze świetnej strony, co na pewno jest istotne przy tego typu działalności. Przykro jednak patrzy się na kilka kwestii. W tym samym polskim internecie młodzi ludzie bezmyślnie kupują gadżety swoich ulubionych youtuberów, nie zwracają uwagi na krój, jakość materiałów czy pracę włożoną w wykonanie gadżetu czy ciuchu. Nie piję do nikogo konkretnego, ale asortyment niektórych twórców woła o pomstę do nieba i kompletnie nie rozumiem jakim cudem udaje się niektóre koszulki sprzedawać. Tymczasem ambitniejszy projekt jest bojkotowany komentarzami – głównie przez cenę. Cenę, która zamienia się w okulary – okulary, przez które Gonciarz nagle stał się chytrym biznesmenem próbującym szybko i łatwo zmonetyzować swoją popularność próbując sprzedawać swoje koszulki za jakieś kosmiczne kwoty. Mam wrażenie, że to właśnie ta cena, a nie przekaz materiału był kluczowy – potem był już tylko efekt kuli śnieżnej, gdzie każdy negatywny komentarz napędzał kolejny. Jakby wszyscy zapomnieli, że przecież sklep i dostępne w nim produkty można nabyć lub nie, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Podoba Ci się – bierzesz, nie podoba lub jest za drogie – nie bierz i żyj dalej.

No i to zaglądanie do kieszeni, liczenie potencjalnych zysków, ta zawiść gdy ktoś ma zarobić choćby złotówkę – obrzydliwe.

Łaska fana na pstrym koniu jeździ i z tej sytuacji lekcję powinien wyciągnąć nie tylko Krzysztof Gonciarz, ale również każdy, kto planuje kiedykolwiek podobne przedsięwzięcie.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców