5

Google ma już dość zabawy z kroczącymi robotami – więcej z tego kłopotów niż pożytku…

To było jedno z ciekawszych przejęć dokonanych przez Google. Ciekawszych, a przy tym bardzo medialnych - ludzie na całym świecie chcieli się dowiedzieć, po co internetowej korporacji firma tworząca maszyny kroczące. Stabilne, głośne, a przy tym dość przerażające. Komentarzy nie brakowało, jedni żartowali albo przekonywali, że to nie wypali, inni przywoływali już scenariusze z serii filmów Terminator - zdecydowanie było o czym dyskutować. I nadal jest, chociaż już w trochę innych okolicznościach: sporo wskazuje na to, że Google niebawem pozbędzie się Boston Dynamics - firma trafi pod skrzydła Toyota Research Institute.

Boston Dynamics potrafi narobić wokół siebie dużo szumu. Jeśli nie saniami z oryginalnym zestawem reniferów, to pokazem możliwości humanoidalnego robota. Takie popisy przyciągnęły do nich pieniądze Google i prawdopodobnie podobne wyczyny sprawiły, że Google wycofuje się z tej inwestycji.

Film, który przelał czarę goryczy

Już w połowie marca pisałem, że Google szuka kupca, który przejąłby od niego Boston Dynamics. Wymieniłem kilka powodów, które miały skłonić internetowego giganta do podjęcia takiej decyzji, a jednym z nich był PR:

Pojawia się jeszcze kwestia PR. Korporacja z Mountain View nie chce być ponoć kojarzona z „robotami, które mogą zabrać pracę” albo „robotami, które przypominają Terminatora”. Porównania do Skynet zupełnie jej nie pasują, a zyski płynące z rozwijania maszyn nie rekompensują strat wizerunkowych. Możliwe, że samojezdne roboty w magazynach Amazonu stwarzają dla nas większe zagrożenie, bo szybciej odbiorą sporo miejsc pracy, lecz to urządzenia Boston Dynamics stały się symbolem niebezpieczeństwa.

Plotka głosi, że film prezentujący możliwości robota Atlas został w Google naprawdę źle odebrany. To była samowola Boston Dynamics, która wywołała zimny pot u speców od wizerunku Google. W Boston Dynamics zdawali sobie z tego sprawę, ale krótki obraz pewnie nie trafił do Sieci przypadkiem – to mogła być manifestacja autonomii. Przekaz jasny dla obu stron, a efekt jest taki, że gigant z Mountain View ponoć finalizuje rozmowy z Toyota Research Institute i niedługo pozbędzie się kłopotu.

Boston Dynamics miało inne plany

Kilka lat temu ten zakup mógł wzbudzać obawy, ale jednocześnie wydawał się sensowny. Google mocno inwestowało w roboty, przejmowało firmy z tego poletka, utworzyło specjalny oddział Replicant, który miał je zebrać w kupie. Panem i władcą w tej części Google miał być Andy Rubin, człowiek od Androida. I dopóki on sterował, wszystko wyglądało i funkcjonowało ponoć dość sprawnie. Przejęte firmy realizowały swoje plany, rozwijały się wedle własnej wizji. Rubin długo jednak nie piastował funkcji szefa tego segmentu – opuścił szeregi Google, jego śladem poszli kolejni ludzie rozwijający ten biznes w ramach Google.

Gdy zniknął Rubin i część jego kolegów, sytuacja poważnie się skomplikowała. Zabrakło przywództwa, silnego i cenionego lidera projektu. Po jakimś czasie Google wzięło sprawy w swoje ręce, ale nie tak, jak mogli to sobie wyobrażać twórcy robotów – pojawiały się pytania o efekty prac, a nawet o robota, który mógłby zostać domowym asystentem. Google ponoć chciało stworzyć łatwą w użyciu maszynę, która pod koniec dekady trafiłaby pod nasze strzechy. Asystent do wykonywania przeróżnych zadań. Firma po prostu chciała zmonetyzować prowadzone prace, odzyskać pieniądze przeznaczone na inwestycje i zarobić.

Tu wizje Google i Boston Dynamics zaczęły się rozmijać, bo firma ze wschodniego wybrzeża USA nie chciała przestawiać się na tworzenie robota-gosposi. Tak rozwój wypadków przedstawiają amerykańskie media i wydaje się on dość prawdopodobny. A nawet jeśli było inaczej, to twórcy robotów z Bostonu i tak przejdą w inne ręce.

Japończycy pozwolą na więcej?

Znowu opieram się na pogłoskach, ale są ponoć wiarygodne. Wynika z nich, że Boston Dynamics zostanie kupione przez Toyota Research Institute. To młody twór, powstał pod koniec ubiegłego roku. Ma się skupiać na rozwijaniu sztucznej i inteligencji i właśnie robotów, łączyć prace badawcze z opracowywaniem nowych produktów. Decydenci obu podmiotów znają się, pracowali już razem, możliwe, że TRI pozwoli zachować Boston Dynamics sporą autonomię i nie będzie ostro ingerować w poczynania tego gracza. Zmienią się priorytety i zasady gry. Możliwe, że wszystkim stronom wyjdzie to na dobre.

Nie napiszę, że Gogole zaliczyło wpadkę, trudno stwierdzić, jak wyjdzie na tych zakupach i ewentualnej sprzedaży pod względem finansowym, ale to ciekawy przypadek. Pokazuje, że od wizji i chęci do korzyści droga jest naprawdę długa i kręta. Internetowy gigant wymyślił, że zainwestuje w rozwój robotyki, lecz szybko się okazało, że sprawa nie jest taka prosta. I z wielkiej chmury póki co mamy naprawdę słaby deszcz. Podobnie było z Google Glass, a na tym przecież lista raczej nietrafionych inwestycji nie kończy się. Możliwe jednak, że Google nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w tym temacie i po sprzedaniu Boston Dynamics podejdą do zagadnienia na nowo.