3

Bogactwo questów w Wiedźminie i jeszcze więcej Simsów– GAMEINFORMATOR#26

Wczorajszy dzień wszyscy fani uniwersum „Star Wars” mogą z pewnością zaliczyć d niezwykle udanych, oto Disney zarejestrował 20 nowych domen związanych z „Gwiezdnymi Wojnami”. Tak więc cytując klasyka „wiedz, że coś się dzieje”. A co jeszcze działo się w minionym tygodniu: Questy w „Wiedźminie”, 2 miliony „SimCity” – twórcy mówią o sukcesie, „Simsy” z kolejnymi dodatkami. Questy w […]

Wczorajszy dzień wszyscy fani uniwersum „Star Wars” mogą z pewnością zaliczyć d niezwykle udanych, oto Disney zarejestrował 20 nowych domen związanych z „Gwiezdnymi Wojnami”. Tak więc cytując klasyka „wiedz, że coś się dzieje”. A co jeszcze działo się w minionym tygodniu: Questy w „Wiedźminie”, 2 miliony „SimCity” – twórcy mówią o sukcesie, „Simsy” z kolejnymi dodatkami.

Questy w „Wiedźminie”

Geralt nadchodzi coraz szybszymi susami, a wygląda na to, że w „trójce” jego oba miecze, zarówno srebrny jak i stalowy będą miały co robić. Tak przynajmniej wynika z rozmowy, którą serwis StickSkills odbył z Konradem Tomaszkiewiczem szefem projektu „Dziki Gon”, w czasie której padło bardzo ciekawe określenie:

Wskaźnik questa na piksel (powinniśmy to opatentować!) w Wiedźminie 3 jest tak wysoki, jak to po ludzku możliwe. Zatrudniliśmy dodatkowych ludzi do działów odpowiedzialnych za projekty i pisanie questów – chcemy, by zadania poboczne były naturalne i spójne z całym światem, który będziecie przemierzać.

Po zapowiedziach, że „Wiedźminie 3” będziemy mieli do dyspozycji otwarty świat, wielu graczy miało poważne obawy co do tego czy CDProjekt RED podoła zadaniu i stworzy świat, który autentycznie będzie się chciało przemierzać, nie czując znużenia jego nadmiernym rozdmuchaniem. Także i w tym aspekcie Tomaszkiewicz postanowił uspokoić fanów (bo i co innego miał zrobić…):

Nic nie jest generyczne, próbujemy ze wszystkich sił unikać klisz. Wymaga to sporej pracy, bo wszystko tworzymy sami, próbując przy okazji ubrać każdego NPC-a w przekonującą narrację, a każdą krainę w pewien lokalny folklor. Jeśli pamiętasz nasze demo na E3, gdzie pokazaliśmy Leshena i wpływ potwora na ów folklor oparty na związanym z tym wszystkim rytuale – właśnie do tego dążymy. A to był „tylko” poboczny quest.

Twórca został zapytany także o porównania ze „Skyrimem” i odniósł się do tego, że w przeciwieństwie do Bethesdy, „redzi” zdecydowanie bardziej stawiają na opowiadanie historii i emocjonalne wciągnięcie gracza w opowiadaną fabułę. Developerzy starają się jednak nie tracić z oczu także mechaniki, dzięki której „TES” obniósł tak duży sukces.



Pamiętam mój koszmar związany z walką w drugim „Wiedźminie”, która wydawała mi się bardzo chaotyczną klepaniną. Teraz jednak twórcy na szczęście poszli po rozum do głowy i kompletnie przemodelowali system walki. Będzie wolniej, ale i bardziej taktycznie. Dodatkowo, o czym możecie przeczytać na niezgrani.pl, Warner Bros został dystrybutorem „Dzikiego gonu”.

Nowe ruchy Wieśka będziemy mogli przetestować na własnych palcach „już” w przyszłym roku.

2 miliony „SimCity” – twórcy mówią o sukcesie

„SimCity” miało problemy. Duże problemy. Każdy z nas pamięta grubą aferę jaka towarzyszyła premierze, kiedy to po prostu nie można było w nią zagrać. Starty online’ówek zawsze są trudną kwestią, ale wydaje mi się, że po serii failów jakie zafundowało graczom „Diablo 3” Elektronicy mogli się lepiej przygotować.



To już jednak stare dzieje, a teraz przyszedł czas, aby nieco podsumować wyniki city – buidera. Jak w wywiadzie dla serwisu GamesBeat stwierdził Frank Gibeau manager Electronic Arts:

SimCity jest sukcesem. Sprzedaliśmy ponad 2 miliony egzemplarzy.

Zanim zaśmiejecie się Electronic Arts w twarz mając w pamięci „3,5 – milionową porażkę” „Tom Raidera” musicie jednak pamiętać o tym, że „SimCity” wyszło tylko na PC, gdzie taka sprzedaż jest całkiem dobrym wynikiem. Myślę jednak, że sami twórcy spodziewali się więcej… choćby takiego wyniku jaki zanotowało „SimCity 3000”, dobijając do 5 milionów.

Ważne jednak w tym przypadku jest, że społeczność, która wytworzyła się wokół gry jest już dość scementowana, jak powiedział Gibeau:

Liczba ludzi logujących się i grających utrzymuje stały poziom.

W przyszłości EA może prawdopodobnie liczyć na jeszcze jedną falę zainteresowania marką, zwłaszcza kiedy potwierdzą się przewidywania, że firma pozwoli na grę offline, a także usunie granice miast. Ja przynajmniej dopiero wtedy skuszę się na „SimCity”.

„Simsy” z kolejnymi dodatkami

„The Sims” – marka, która towarzyszy przemysłowi gier komputerowych już od 13 lat. Cały czas cieszy się niesłabnącą popularnością mimo, że jej wydawca Electronic Arts jest z każdej strony krytykowane za odcinanie kuponów od marki i produkowanie bliźniaczo do siebie podobnych dodatków w stylu „Zwierzaków” czy „Nocnego Życia”.

Swego czasu popularne „simsy” były obok „Warcrafta” nazywane były główną marką trzymającą jeszcze przy życiu ledwie zipiący rynek pecetów. I faktycznie patrząc na dane sprzedażowe, można dojść do wniosku, że jest to najbardziej opłacalna seria jak kiedykolwiek zagościła na dyskach komputerów. Wystartowała jeszcze w zeszłym wieku i z wynikiem 16 milionów sprzedanych egzemplarzy zajmuje drugie miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się gier na PC. Wynik ten cztery lata później przebiła jednak aż o 4 miliony druga część wydana w 2004 roku (wynik porównywalny do „GTA: San Andreas” w wersji na PS2).



Trzecia część nie powtórzyła jednak już tak spektakularnego sukcesu i sprzedała się od 2009 roku w o połowę mniejszym nakładzie, za który jednak nadal należą się studiu Maxis brawa, bo inni developerzy mogą o takich cyferkach w swoich zestawieniach tylko pomarzyć. Mimo zapowiedzi na przyszły rok „czwórki”, rozwój „The Sims 3” ma się dobrze – Elektronicy zapowiedzieli właśnie wydanie dwóch nowych rozszerzeń.

Pierwszy z nich, „Movie Stuff” jak sama nazwa sugeruje, doda do świata simów kinowy smaczek. Niestety będzie to rozszerzenie gatunku tych mniej rozbudowanych, gdyż zawierało będzie jedyne elementy takie jak stroje czy przedmioty, które jedynie połączone będą wspólnym, „wielkoekranowym” mianownikiem. Swoją drogą zastanawiam się jak z natłokiem akcesoriów radzą sobie „hardcorowi” fani „The Sims”, przecież przez te cztery lata dodatków wyszło co niemiara…


http://www.youtube.com/watch?v=TFsEGb5oyrE

A kolejny to „Into the Future”, w którym twórcy zabawią się z czasoprzestrzenią. Oprócz (podobnie jak wcześniej) paczki gadżetów czy fryzur, do naszej dyspozycji oddane zostaną także podróże w czasie. Jak zapewniają twórcy jeśli przeniesiemy się w przeszłość, to czynności tam dokonane będą miały wpływ na teraźniejszość. Nie wiem jak Wy, ale ja chętnie poproszę siostrę na momencik o użyczenie laptopa, tak żebym mógł eksperymentalnie sprawdzić co się stanie kiedy zabiję swojego własnego dziadka…  – „usuwanie drabinki z basenu vol. 2”

Pierwsze DLC trafi do sklepów 13 września, a drugie 25 października, zdążę więc do tego czasu obejrzeć jeszcze raz „Powrót do przyszłości”.

Foto