Ciekawostki

Blue Origin uszkodzi kapsułę podczas kolejnego lotu. Znowu pojawi się dreszczyk emocji

MS
Maciej Sikorski
11

Coraz częściej czytam, że loty wykonywane przez SpaceX czy Blue Origin stają się nudne. Starty, realizowane misje i lądowania przestają przyciągać uwagę, bo pojawiła się regularność w zaliczaniu ich z sukcesem. Niebywałe: standardem staje się to, że człowiek potrafi odzyskać rakietę po udanym locie i ponownie ja wykorzystać w kolejnej misji. Co więcej - dokonują tego nie agencje kosmiczne, za którymi stoją mocarstwa, lecz prywatne firmy. Jedna z nich postanowiła trochę podkręcić atmosferę i powalczyć z tą nudą - jej sprzęt ma ulec awarii.

Blue Origin, bo o tym biznesie mowa, należy do Jeffa Bezosa, założyciela i szefa Amazona. O poczynaniach jego kosmicznego interesu pisaliśmy już na AW, wystarczy wspomnieć wielkie osiągnięcie z końca ubiegłego roku: udało się odzyskać rakietę po locie, który pozwolił wynieść w przestrzeń powietrzną kapsułę, udowodniono, że rakieta wielokrotnego użytku nie jest nierealnym projektem. Co prawda wagę tego wydarzenia próbował zmniejszyć Elon Musk, który przekonywał, że to lot suborbitalny, że wyzwanie nie było aż tak duże, ale ostatecznie... musiał pogratulować rywalowi. Od tego czasu wydarzyło się naprawdę sporo.

Pojawia się powtarzalność

Maszyna New Shepard należąca do Blue Origin wykonała już trzy udane loty i lądowania - zeszłoroczny sukces nie był zatem dziełem przypadku. Jednocześnie docierają do nas informacje o kolejnych udanych startach i lądowaniach SpaceX, kilka dni temu z powodzeniem zrealizowano jeszcze jedną misję. Dzieje się to, o czym wspominałem we wstępie: obserwujemy powtarzalność w pozytywnej realizacji misji. Jeszcze kilka startów i ludzie przestaną się tym interesować. Oczywiście do czasu osiągnięcia kolejnego ważnego celu: w najbliższym czasie mogą to być misje załogowe.

Blue Origin prawdopodobnie zdecyduje się na taki lot już w przyszłym roku. Rakieta wraz z kapsułą i tak będzie pilotowana z ziemi, ale to ma być dowód, iż New Shepard jest w stanie transportować ludzi w bezpieczny sposób. Jeśli powiodą się testy z załogą, to już za dwa lata pierwsi turyści mogą się wybrać na suborbitalną wycieczkę. Wyobrażacie to sobie? Początkowo loty tego typu będą pewnie sporą sensacją, lecz z czasem i one staną się obrazkiem dnia codziennego, będą "rutynową" formą rozrywki dla majętnych ludzi. Bo trzeba mieć na uwadze, że na te wycieczki stać będzie nielicznych - bilet powinien kosztować kilkaset tysięcy dolarów.

Blue Origin musi zaliczyć wpadkę

Nim dojdzie do lotów załogowych, firma przeprowadzi jeszcze szereg testów bez udziału człowieka. Jednym z nich ma być awaryjne lądowanie - podczas kolejnego, czwartego lotu, pojawią się problemy ze spadochronem. Awaria przewidziana i kontrolowana, jednocześnie bardzo potrzebna, bo twórcy chcą się dowiedzieć, jak ich kapsuła zachowa się podczas nieprzewidzianych zdarzeń. Do tej pory najwięcej uwagi poświęcano rakietom, ich odzyskiwaniu, a trzeba mieć na uwadze, że najważniejszym modułem jest tu kapsuła - jeśli ona się rozbije, to zginą ludzie. To będzie tragedia nie tylko dla bliskich ofiar - taki wypadek zagroziłby Blue Origin.

Spora część z Was pamięta zapewne śmiertelny wypadek, jaki przydarzył się firmie Virgin Galactic - ich statek eksplodował w trakcie lotu. I nad biznesem pojawiły się czarne chmury, liczba chętnych do wyłożenia wielkich (wielkich dla przeciętnego zjadacza chleba) pieniędzy na stół i podjęcia sporego ryzyka spadła. Bezos i spółka zdają sobie sprawę z zagrożenia i chcą pewnie zrobić wszystko, by im taka wpadka się nie przydarzyła. New Shepard ma być tani w eksploatacji, wydajny i zdolny do wielu lotów, ale podstawą jest bezpieczeństwo - bez niego taki biznes nie ma szans przetrwać.

Blue Origin, bo o tym biznesie mowa, należy do Jeffa Bezosa, założyciela i szefa Amazona. O poczynaniach jego kosmicznego interesu pisaliśmy już na AW, wystarczy wspomnieć wielkie osiągnięcie z końca ubiegłego roku: udało się odzyskać rakietę po locie, który pozwolił wynieść w przestrzeń powietrzną kapsułę, udowodniono, że rakieta wielokrotnego użytku nie jest nierealnym projektem. Co prawda wagę tego wydarzenia próbował zmniejszyć Elon Musk, który przekonywał, że to lot suborbitalny, że wyzwanie nie było aż tak duże, ale ostatecznie... musiał pogratulować rywalowi. Od tego czasu wydarzyło się naprawdę sporo.

Pojawia się powtarzalność

Maszyna New Shepard należąca do Blue Origin wykonała już trzy udane loty i lądowania - zeszłoroczny sukces nie był zatem dziełem przypadku. Jednocześnie docierają do nas informacje o kolejnych udanych startach i lądowaniach SpaceX, kilka dni temu z powodzeniem zrealizowano jeszcze jedną misję. Dzieje się to, o czym wspominałem we wstępie: obserwujemy powtarzalność w pozytywnej realizacji misji. Jeszcze kilka startów i ludzie przestaną się tym interesować. Oczywiście do czasu osiągnięcia kolejnego ważnego celu: w najbliższym czasie mogą to być misje załogowe.

Blue Origin prawdopodobnie zdecyduje się na taki lot już w przyszłym roku. Rakieta wraz z kapsułą i tak będzie pilotowana z ziemi, ale to ma być dowód, iż New Shepard jest w stanie transportować ludzi w bezpieczny sposób. Jeśli powiodą się testy z załogą, to już za dwa lata pierwsi turyści mogą się wybrać na suborbitalną wycieczkę. Wyobrażacie to sobie? Początkowo loty tego typu będą pewnie sporą sensacją, lecz z czasem i one staną się obrazkiem dnia codziennego, będą "rutynową" formą rozrywki dla majętnych ludzi. Bo trzeba mieć na uwadze, że na te wycieczki stać będzie nielicznych - bilet powinien kosztować kilkaset tysięcy dolarów.

Blue Origin musi zaliczyć wpadkę

Nim dojdzie do lotów załogowych, firma przeprowadzi jeszcze szereg testów bez udziału człowieka. Jednym z nich ma być awaryjne lądowanie - podczas kolejnego, czwartego lotu, pojawią się problemy ze spadochronem. Awaria przewidziana i kontrolowana, jednocześnie bardzo potrzebna, bo twórcy chcą się dowiedzieć, jak ich kapsuła zachowa się podczas nieprzewidzianych zdarzeń. Do tej pory najwięcej uwagi poświęcano rakietom, ich odzyskiwaniu, a trzeba mieć na uwadze, że najważniejszym modułem jest tu kapsuła - jeśli ona się rozbije, to zginą ludzie. To będzie tragedia nie tylko dla bliskich ofiar - taki wypadek zagroziłby Blue Origin.

Spora część z Was pamięta zapewne śmiertelny wypadek, jaki przydarzył się firmie Virgin Galactic - ich statek eksplodował w trakcie lotu. I nad biznesem pojawiły się czarne chmury, liczba chętnych do wyłożenia wielkich (wielkich dla przeciętnego zjadacza chleba) pieniędzy na stół i podjęcia sporego ryzyka spadła. Bezos i spółka zdają sobie sprawę z zagrożenia i chcą pewnie zrobić wszystko, by im taka wpadka się nie przydarzyła. New Shepard ma być tani w eksploatacji, wydajny i zdolny do wielu lotów, ale podstawą jest bezpieczeństwo - bez niego taki biznes nie ma szans przetrwać.

Jeśli bezpieczeństwo zostanie zapewnione i loty z pasażerami staną się elementem codzienności, to będzie można powiedzieć "wow, to jest postęp". Człowiek realizuje coś, co jeszcze niedawno wydawało się pieśnią odległej przyszłości.

Jeśli bezpieczeństwo zostanie zapewnione i loty z pasażerami staną się elementem codzienności, to będzie można powiedzieć "wow, to jest postęp". Człowiek realizuje coś, co jeszcze niedawno wydawało się pieśnią odległej przyszłości.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

jeff bezosBlue Origin