33

Uber w Polsce zostanie zablokowany? Taksówkarze doradzają politykom, jak zmienić przepisy

Znowu głośno o Uberze, tym razem za sprawą projektu nowelizacji ustawy o transporcie drogowym. Projekcie przygotowanym przez taksówkarzy, ale pod parasolem Ministerstwa Infrastruktury. Projekcie, który z pewnością wywoła spore kontrowersje, ponieważ na dobrą sprawę likwiduje funkcjonowanie w Polsce usług typu Uber (a przy okazji uderza też w inne biznesy - m.in. kurierów). Sprawa nie jest oczywiście przesądzona, do finału (o ile w ogóle taki nastąpi) droga daleka, ale znowu zrobi się gorąco - ciekawe, jak w tej sytuacji zachowa się rząd?

Blokada Ubera w Polsce to temat rzeka, ciągnie się od momentu, gdy aplikacja pojawiła się nad Wisłą. A na polu teorii wypłynął się jeszcze wcześniej. Grzegorz pisał jakiś czas temu, że dni Ubera w Polsce są policzone. Sam wspominałem, że trwa „wojna” między kierowcami korzystającymi z tej aplikacji a niektórymi urzędnikami. Uwagę poświęcaliśmy także wydarzeniom na Węgrzech: Uber niczym kosa z porzekadła, trafił tam na kamień.

Od 24 lipca 2016 roku zamówienie przejazdu Uberem w Budapeszcie będzie niemożliwe – to efekt zmiany przepisów przeprowadzonej przez partię rządzącą. Firma nie zamierza omijać nowego prawa i informuje, że zawiesza usługę w tym kraju. Zawiesza nie oznacza podobno, że całkowicie zwija się z tego państwa – korporacja uznaje to za tymczasowe problemy. Jednocześnie podkreśla, że to hamowanie innowacji i działanie na szkodę nie tylko firmy. Możliwe, że firma poczeka na rozstrzygnięcie tego sporu na szczeblu unijnym – niedawno pisałem, że w Brukseli przypadek Ubera i podobnych mu firm jest konsultowany, odpowiada za to m.in. komisarz Elżbieta Bieńkowska.

Mogli na Węgrzech, mogą też u nas? Z takiego założenia wychodzą chyba taksówkarze, którzy domagają się zmian w zakresie funkcjonowania aplikacji w Polsce. Sprawie przyjrzała się Rzeczpospolita, która pisze o projekcie nowelizacji ustawy o transporcie drogowym. Przygotowała go grupa robocza przy Ministerstwie Infrastruktury. Warto przy tym dodać, że ta grupa składała się wyłącznie z taksówkarzy:

Projekt noweli zakłada, że kierowcy Ubera musieliby zdobyć taką samą licencję jak taksówkarze. Wprowadza też instytucję pośrednika, korzystającego z aplikacji i rozwiązań teleinformatycznych. Ten (w domyśle Uber) również potrzebowałby licencji. Ale Michał Pomorski, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Michał Pomorski, widzi w tej koncepcji masę błędów.

– Za pośrednika będzie mógł zostać uznany też informatyk, który przygotuje na zlecenie program umożliwiający kojarzenie kierowców i pasażerów – tłumaczy. I dodaje, że projekt zmiany ustawy może być przedmiotem jedynie wstępnej analizy prawnej, gdyż nie spełnia wymogów procesu legislacyjnego. – Na ten moment jest to więc zbiór propozycji rozwiązań przygotowanych przez grupę osób – dodaje.[źródło]

Na rychłą zmianę przepisów się nie zanosi, ale nie ulega wątpliwości, iż taksówkarze będą naciskać, by rządzący oraz urzędnicy poważnie podeszli do tych propozycji. A to może niepokoić Ubera i współpracujących z nią kierowców bardziej niż „łapanki”, protesty w centrach miast i słoiki z fekaliami, których niestety użyli już niektórzy taksówkarze.

Projekt budzi kontrowersje również z uwagi na zapisane w nim kary –m.in. mandaty w wysokości do 10 tys. zł. Art. 93 ust. 2a zakłada, że kary mają być nakładane natychmiast, a osoba kontrolująca będzie pobierać kaucję na jej poczet. Grozić ma też odholowanie auta. A to jeszcze nie koniec. Wykonywanie usługi transportu bez licencji miałoby skutkować wnioskiem do Urzędu Komunikacji Elektronicznej o zablokowanie programów komputerowych i numerów telefonów. To oznaczałoby de facto zamknięcie Ubera w Polsce.[źródło]

Tu pojawia się ciekawy motyw, na który zwraca uwagę dziennik – nadzór nad UKE sprawuje minister cyfryzacji, obecnie Anna Streżyńska. A szefowa resortu nie występuje przeciwko sharing economy, czy przeciw samemu Uberowi. Co więcej, chwali te rozwiązania. Przypomnę w tym miejscu, że kilka miesięcy temu głośno było o stanowisku rządu, który… umywał ręce w tej sprawie. Wiceminister stwierdzał, wówczas, że środowisko taksówkarskie musi sobie radzić samo. Wspomniana grupa pracująca nad projektem nowelizacji ustawy miała być chyba swego rodzaju „uspokajaczem”, który pokazałby, że rządzącym zależy, że nie jest im obcy los taksówkarzy, że blokada Ubera w Polsce jest możliwa, ale trzeba to dopracować. Tymczasem wydaje się mało prawdopodobne, by do tego doszło – to byłoby naprawdę karkołomne wyzwanie. A finalnie i tak mogłoby się okazać, że Komisja Europejska nie sprzyja takim praktykom.

Przy okazji poruszę jeszcze jeden ważny wątek. W ubiegłym tygodniu pisałem o pośrednikach współpracujących z Uberem, zastanawiałem się, czy można w tym przypadku nadal mówić o sharing economy, ekonomii współdzielenia. Od samego Ubera dowiedziałem się, że należy ich (od kiedy?) postrzegać w kategoriach ekonomii dostępu. Tak sprawę przedstawił Kacper Winiarczyk, General Manager Ubera w naszym kraju:

Pojęcie tzw. „ekonomii współdzielenia” nie jest do końca zdefiniowane, co powoduje wiele konfuzji zarówno wśród badaczy, jak i przedstawicieli biznesu. Sam Uber jako platforma jest przez jednych zaliczany do trendu ekonomii współdzielenia, przez innych nie, w zależności od przyjętej definicji.

My sami rozumiemy działalność Ubera jako rodzaj tzw. ekonomii dostępu (access economy), która według niektórych kwalifikacji zalicza się do rodziny ekonomii współpracy. Ekonomia dostępu (inne przykłady to Amazon czy Ebay), dzięki nowoczesnym rozwiązaniom zwiększa dostęp konsumentów i przedsiębiorców do rynku usług, sprawiając, że dzięki technologii mogą czerpać różnego rodzaju korzyści, jak np. generować dodatkowy dochód lub nabywać usługi za niższą cenę.

Coraz więcej pojęć, coraz większe zamieszanie. Podejrzewam, że to nie ułatwi sprawy. Taksówkarze nadal będą naciskać, by blokada Ubera nad Wisłą stała się faktem, klienci pewnie trzymają kciuki, by aplikacja się utrzymała, bo konkurencja jest im na rękę, politycy będą kluczyć. Bo z jednej strony nie ma sensu narażać się taksówkarzom, z drugiej walka z nowymi trendami może być ponad ich siły. I ponad logikę. Mamy zatem dalszy pas. No chyba, że rządzący szybo zabiorą się do pracy i zaprezentują bardzo klarowne przepisy, które rozwiążą problem. O ile to możliwe…