49

Blogspotowe miliarderki

Mamy weekned więc mam dla was trochę luźniejszy temat. Tym razem zamiast o iPhonie 5 czy Google zapraszam do przeczytania gościnnego wpisu Ani Kawy na temat modowych blogerek, ich popularności, sposobach na biznes i zarabianie itp. Rozpisują się o nich nie tylko portale, ale również tabloidy. Coraz częściej, dla wielu znawców mody ich zdanie liczy […]

Mamy weekned więc mam dla was trochę luźniejszy temat. Tym razem zamiast o iPhonie 5 czy Google zapraszam do przeczytania gościnnego wpisu Ani Kawy na temat modowych blogerek, ich popularności, sposobach na biznes i zarabianie itp.

Rozpisują się o nich nie tylko portale, ale również tabloidy. Coraz częściej, dla wielu znawców mody ich zdanie liczy się najbardziej. Czy mogą? Jak mogą? A jeśli nawet to ile? Takie pytania padają najczęściej. Czego dotyczą? Zarabiania w sieci. Kogo? Bloggerek. Dyskusja toczona nie od dziś, za to do dziś nie rozwikłana!

Niegdyś to one zaskakiwały Internet, dziś to one są zaskakiwane. Wystarczy odwiedzić kilka portali by zobaczyć mnóstwo prześmiewczych obrazków, przejrzeć sarkastyczne grupy, ba, całe społeczności! A jak jest naprawdę? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

3…2…1… BUM!… medialny! Zaczęło się niewinnie. Jeden prosty artykuł, wiele nieprawdziwych informacji. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może wymóg redakcji, a może nonszalancja redaktora. Niemniej jednak poszło! I od tej pory cały świat już wiedział, co reklamują na blogach szafiarki. A może raczej wpadł w niezłą pułapkę?

Historia bloggerek modowych w Polsce sięga mniej więcej 2007 roku. Pierwszy blog Szafy Sztywniary, pierwsze posty i efekt WOW gotowy. Później kolejne i kolejne. Niedługo potem strona z mnóstwem polskich blogów modowych. Pierwszy magazyn założony przez bloggerki i pierwsze popisy swojego warsztatu. Dokładnie pamiętam z jak wielką uwagą śledziłam każdą nową notkę. Nie tyle rzecz szła o trendy, ile o zwykłą ciekawość rozwijającej się społeczności. Dziś polecam tylko niektóre. Zwłaszcza te, którym udało się zachować pierwotną ideę blogowania – nieszablonowość, brak standaryzacji, niezależność i pomysł.

Kilka przydatnych linków:
www.polskie-szafy.blogspot.com
http://blogofilia.blox.pl/html
Tamara – http://macademiangirl.blogspot.com/
Joasia – http://bloo90fashion.blogspot.com/
Weronika – http://raspberryandred.blogspot.com/
Joanna – http://fashioneria.blogspot.com/
Alicja – http://alicepoint.blogspot.com/

Make life… easier? Harder? Or What?

Tak to już jest, że z polityką nikt nigdy jeszcze nie wygrał. Blog jak blog. Nie wysadzany swarovskim, nie prowadzony przez światowego projektanta, nie strzeżony przez najwyższych urzędników. Dwie kobiety. Kreatywne – bądź co bądź. Tematyka? Adekwatna. Trochę mody, trochę kulinariów, ostatnio również trochę sportu i zdrowego odżywiania. Ale tego raczej nie widzimy. Z daleka za to dostrzegamy nazwisko. Paradoksalnie, ten wyśmiewany i opluwany blog, odwiedzany jest przez tysiące użytkowników co miesiąc. Z pewnością, to zasługa taty, który zapewnia blogerce odwiedzających, a za udzielane komentarze płaci sowite wierszówki!

Zawód: BLOGGERKA!

Rzecz jednak dotyczy zarabiania w sieci. Czy można? W jaki sposób? I wreszcie… jak dużo! Czy można? Z pewnością. W jaki sposób? Prowadzenie bloga, z którego można czerpać jakiekolwiek profity, to mnóstwo pracy każdego dnia. Trzeba być jednocześnie PRowcem, marketingowcem, specjalistą, a przede wszystkim pasjonatką. Dobry blog, to wiele godzin każdego dnia spędzonych na tworzeniu ciekawych materiałów, wyszukiwaniu nowinek, kontaktu z odbiorcami.

Jeśli zapytacie w jaki sposób, nie znajdę jednoznacznej odpowiedzi. Dlaczego? Bo sposobów jest całe mnóstwo. Od czysto technicznych zaczynając, na stricte branżowych kończąc. Można wykorzystać system reklam proponowanych przez Google, AdTailly, OnetKontekst itp. Trzeba jednak pamiętać, że jest to rodzaj wynagrodzenia określany jako PPC, a jego wielkość w Polsce wynosi zaledwie 3 centy.

Innym sposobem jest samodzielne pozyskiwanie reklamodawców. Tu również pojawia się wiele możliwości czerpania zysków jak: CPI, CPA, PPP. Można też pokusić się o tzw. Newsletter Advertising. Nim jednak bloggerka zgłosi się do potencjalnego reklamodawcy, musi dokładnie przygotować ofertę, przedstawiając potencjał swojego bloga oraz cały pakiet statystyk. W końcu, przecież nikt nie chce inwestować w zwykłego Kowalskiego.

Jeśli mamy wystarczająco dużo siły i czasu na zajmowanie się kampaniami reklamowymi, które miałyby przynieść zysk, można pokusić się o organizowanie konkursów reklamujących produkt, obejmować patronatem przeróżne wydarzenia czy samodzielnie projektować kampanie promocyjne. Inną kategorią jest występowanie w roli specjalisty, twarzy konkretnej firmy czy redaktora działów w poczytnych magazynach. To jednak wiąże się z tym, że taki blog przestaje być już miejscem gdzie blogerka wyraża samą siebie, swoje zdanie i niebywałą kreatywność. Wówczas staje się to platformą reklamową – posty w większości są sponsorowane, większą część zajmują banery, a zamiast linków odsyłających na inne blogi, nazwy korporacji i marek odzieżowych.

Warto nadmienić, że profity, które czerpać można z prowadzenia bloga to nie tylko pieniądze. Częściej to jednak produkty. Ubrania, buty, akcesoria, dodatki. Nowinki technologiczne. Zaproszenia na eventy. Oczywiście w ramach barteru. Otrzymany prezent trzeba sfotografować i dobrze opisać. Wówczas współpraca zostaje spełniona.

Zupełnie inaczej sytuacja rysuje się wśród amerykańskich bloggerów. Przykładem niech będzie Bryan Boy, który jak sam otwarcie przyznaje, na swoim blogu zarabia nawet 100 tys. rocznie. Otrzymuje mnóstwo produktów, zapraszany jest do kampanii reklamowych, jest ulubieńcem wielu projektantów mody, na pokazach zasiada obok Anny Wintour, a o jego zdanie zabiegają modowi liderzy! Tylko.. czy to jeszcze Blogger czy już celebryta?

Wniosków nasuwa się mnóstwo. Mimo wszystko trzeba nam pamiętać, że nie jest możliwym utrzymywanie się wyłącznie z blogowania. Przynajmniej nie w Polsce. Raport przygotowany przez Technorati.com wskazuje, że zaledwie 37% bloggerów jest w stanie utrzymać się z prowadzenia własnego bloga. Dotyczy to oczywiście pełnoetatowych profesjonalistów. Jeśli zatem, ktokolwiek myślał, że wystarczy po prostu fotografować się co dnia, dodawać kilka zdań omawiających zamieszczane zdjęcia by stać się blogspotowym miliarderem, to mam nadzieję, że od dziś zupełnie inaczej spojrzy na tę sprawę – że to trudna praca, a nie rozrywka rodem z Gossip Girl!