66

Czy faktycznie wszyscy blogerzy technologiczni wzdychają do Apple?

Czy Antyweb i cała branża tech siedzi w kieszeni u Apple? Czy każdy z nas co rano odmawia różaniec w intencji Tima Cooka? A może po prostu wszyscy jesteśmy fanbojami firmy? Mam nadzieję, że pod koniec tego tekstu sami będziecie w stanie odpowiedzieć sobie na te pytania.

Nie używam sprzętów Apple. Powodów jest kilka, ale jeżeli miałbym wymienić jeden główny, to chyba byłoby to zbyt dużo antykonsumenckich praktyk podejmowanych przez tę korporację, których jedynym celem jest dodatkowe zwiększenie przychodu bez oferowania użytkownikom dodatkowej jakości. Nie chcę się tu pastwić nad Apple, bo to nie jest tylko ich dziedzina, ale ta informacja jest dosyć istotna w kontekście całego tego wpisu. Bo o ile prywatnie nie używam tych sprzętów, to bardzo często mam z nimi styczność (ba, moja narzeczona jest wielką ich fanką). Co jakiś czas też piszę o tym, jakie rozwiązania do sprzętów Apple zmierzają, i co (moim zdaniem) przedsiębiorstwo robi lepiej, a co gorzej niż inni. I, jeżeli tylko zdarzy mi się napisać jakikolwiek pozytyw w kierunku tej korporacji, jest jakieś 90 proc. szans na pojawienie się w komentarzach bardzo konkretnych twierdzeń.

„Hurr, durr, blogeraski podniecają się wszystkim co zrobi Apple”

„Apple wam płaci to piszecie takie głupoty”

„Jak Apple wypuści gówno w złotym papierku to też będziecie zachwalać”

Żeby było śmieszniej, powyższe przykłady nie są wcale tak bardzo skrajne i ja, a także zapewne większość kolegów po fachu, dostajemy mniej wybredne komentarze. Co jakiś czas zdarza się też, że sugestie, że ten czy innych bloger/dziennikarz przejawia, nazwijmy to „bezpodstawny i bezkrytyczny zachwyt nad produktami Apple” są często wplecione w bardzo merytoryczne i wartościowe dla dyskusji komentarze, co daje podstawy by twierdzić, że takie nastawienie to nie tylko kwestia hejterów, ale bardzo popularny sposób myślenia o rodzimym rynku mediów tech.

Skąd to się w ogóle wzięło?

Jeżeli mówimy o zawodzie „blogera” (nie tylko z branży tech) mam wrażenie, że dużo osób ma przed oczami bardzo konkretny obraz. Wiecie – kawiarnia (teraz nie, bo wiadomo, COVID), Macbook i obok iPhone. Oczywiście – wszystko najnowszej generacji. W końcu, czy tego chcemy czy nie, sprzęty od Apple wciąż dla dużej części ludzi stanowią symbol statusu, a bloger (czy też instagramer, influencer, tiktoker, czy jak to się teraz nazywa) z pokazywaniem takiego statusu niestety często się kojarzy. Czy zasłużenie, czy nie, to jest już stricte socjologiczne zagadnienie z pola konsumpcji na pokaz (Pierre Bourdieu i Veblen mogliby dziś dokonać bardzo ciekawych obserwacji). Nie mogę więc zaprzeczyć, że są faktycznie osoby, dla których posiadanie sprzętu od Apple stanowi dowód na własny prestiż, podobnie jak sportowy samochód czy drogie ubrania. I takie osoby lubią się z tym prestiżem obnosić. Problem polega na tym, że tego zjawiska w przypadku branży tech… po prostu albo nie ma, albo też jest marginalne. Tymczasem pod praktycznie każdym postem dotyczącym tej Apple i opisującym firmę w jakkolwiek delikatnie pozytywnym aspekcie, zawsze usłyszy się zarzuty, że ktoś albo jest fanbojem, albo w ogóle sprzedał się Apple. Dlaczego?

Zacznijmy od jednej rzeczy. Apple często pojawia się na blogach, bo Apple… dużo robi

Nie jest to najczęściej wyciągany w komentarzach argument, ale myślę, że jest to jeden z którym najłatwiej się rozprawić. Dlaczego Apple w serwisach technologicznych pojawia się statystycznie częściej niż inne firmy? Odpowiedź jest prosta. Jeżeli ktoś nie korzysta z produktów Apple, to posiada (przykładowo) telefon Xiaomi, laptop Dell, komputer stacjonarny HP, monitor LG, tablet Samsunga, smartwatch Oppo i słuchawki JBL. Żadna z tych firm nie ma wszystkich tych kategorii produktowych w swoim portfolio. A Apple tak. Korporacja robi przecież smartfony, smartwatche, laptopy, komputery, tablety, słuchawki, monitory, smart-speakery  oraz tworzy usługi (Apple Music, Apple TV, iCloud), które stanowią „core” treści interesujących czytelników na portalu takim, jak Antyweb. Naturalnym więc jest, że informacji o działaniach tej firmy będzie pojawiało się więcej.

Po drugie, i tutaj podeprę się statystykami – ludzie po prostu chcą czytać o tym, co Apple robi. Sprzęty tej firmy są popularne, więc konsumenci chcą wiedzieć, co dzieje się w ekosystemie. Z oczywistych względów więc np. prezentacja nowego iPhone’a wzbudza więcej emocji niż chociażby Xiaomi Mi 11 czy jakiegokolwiek chińskiego flagowca. O ile więc wpisów o Apple jest więcej, o tyle, gdyby zarzuty o stronniczość były prawdziwe, to pisalibyśmy tylko o premierach Apple (bo to się przecież najbardziej „opłaca”). Tymczasem na Antyweb znajdziecie informacje o technologiach wszystkich marek i gdybym miał zgadywać, ile ogólnie wpisów dotyczy stricte Apple, powiedziałbym, że jest to około 5-10 (bądź mniej) procent.

Drugą kwestią jest to, że Apple to (bardzo często) faktycznie wysoka półka

Nie jest też tak, że absolutnie wszystko, co zrobi Apple jest z miejsca tematem dnia, bądź też – w ogóle tematem. Po pierwsze, przynajmniej w Antyweb, każdy redaktor dobiera tematy według swoich zainteresowań i wiedzy na dany temat. Podam tu przykład – Apple wypuściło jakiś czas temu na rynek monitor za 29 tys. Jedyne, co ja mógłbym dodać od siebie w takim materiale, to zapewne prześmiewczy komentarz dotyczący wspomnianej kwoty, w końcu firmie najłatwiej jest zarzucić ceny z kosmosu (jak kółeczka do komputera za 5 tys. zł). Jednak jako, że na tematyce profesjonalnej obróbki grafiki i wideo znam się równie dobrze co na rosyjskim balecie, prawdopodobnie nie znalazłbym więc nic, co byłoby w stanie poprzeć moje negatywne nastawienie. Jeżeli jednak tematem zajmie się dziennikarz/bloger, który ma w głowie pełen przegląd rynku, jest większa szansa, że będzie wiedział, iż funkcje, które ten monitor posiada w pełni uzasadniają kwotę, którą trzeba za niego zapłacić, a nawet – że jest ona dosyć niska jak na oferowane możliwości. Podobna sytuacja była chociażby z Macami Pro, gdzie w topowej konfiguracji okazywało się, że złożenie maszyny z Windowsem o podobnej wydajności kosztuje tyle samo, bądź jest nawet droższe. Trzeba tu pamiętać, że takie sprzęty jak monitor za 30k nie są dla każdego, czego duża część komentujących/hejtujących po prostu nie rozumie. Jeżeli mogę pozwolić sobie na dygresję, to trochę tak, jakby dziwić się, jakim cudem Atak Chmielu od Pinty może kosztować 4x tyle co Tatra (w końcu i to i to jest piwem), bez świadomości, że istnieje cała masa droższych piw rzemieślniczych i na cenę składa się dużo więcej czynników niż tylko suma składowych.

Nie chcę tu sugerować, że zawsze macie się zgadzać ze zdaniem danego redaktora i wierzyć, że jego kompetencje zawsze pozwalają trafnie ocenić takie aspekty, jak stosunek ceny do jakości. W końcu w urządzeniach takich jak chociażby smartfony czy słuchawki każdy będzie szukał czegoś nieco innego i 99 proc. z nas np. do komfortowego słuchania muzyki wystarczy dużo tańszy sprzęt niż Apple Airpods Max. Jednak ogólnie (i pamiętajcie, że mówi to osoba, która fanem firmy nie jest) Apple zazwyczaj produkuje sprzęty które celują właśnie w hi-end. Wystarczy zobaczyć na ostatnie produkty – Macbook z M1 czy też wspomniane Airpodsy. Tak, te sprzęty mają wysoką cenę, ale jeżeli ktoś je porównuje, to tylko do najlepszych urządzeń z danej branży. I często się okazuje, że pod wieloma względami Apple wychodzi z takich porównań zwycięsko. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba tę firmę wielbić, ale analizując komentarze pod swoimi wpisami widzę jednak, że dużo hejtu wzbudzają momenty, w których po prostu zaznacza się, że Apple zrobiło coś dobrze.

I nie, przykład nie płynie „zza oceanu”

Jakiś procent „urabiania” opinii publicznej o tym, że na ludzie opisujący branżę tech pałają wybitną miłością do urządzeń Apple, można z pewnością przypisać temu, jak odbierane są u nas filmy takich twórców jak MKBHD czy iJustine. Jeżeli przyrównać ich preferencje sprzętowe do naszej rzeczywistości, można by pomyśleć, że coś, co nie ma na sobie logo nadgryzionego jabłka jest wręcz niegodne leżeć w rękach takich osób. Tyle że… to nie jest prawda. Jeżeli spojrzymy na to, jak chociażby wygląda sprzedaż telefonów w Stanach Zjednoczonych czy innych krajach rozwiniętych, jak Japonia, zobaczymy, że iPhone czy Apple Watch w żadnym stopniu nie wiąże się tam z symbolem statusu. Wręcz przeciwnie, jest najpopularniejszą marką, co automatycznie przekreśla bycie „elitarnym” sprzętem.

I tak, nikt nie zaprzecza tam, że np. smartfony Apple są droższe od telefonów za 300-400 dolarów. Jeżeli jednak średnie pensje w stanach wahają się w okolicy 43-50 tys. dolarów rocznie w wielu zawodach, to wydatek rzędu 900 dolarów na smartfona nie ma nawet co porównywać do naszych 3,5 tys. zł za taki sam model. Gdyby w naszym kraju, przy naszych zarobkach, iPhone kosztował 900 zł, Macbook Air z M1 1000 zł, a Apple SE 2020 – 400 zł, prawdopodobnie nikt nie robił z używania tego sprzętu jakiejkolwiek afery. Dlatego warto mieć to na uwadze obserwując zagranicznych twórców, dla których iMac czy Macbook są po prostu wydajnymi, dobrze działającymi narzędziami pracy, a nie sprzętami do budowy swojego prestiżowego wizerunku.

Dochodzimy do meritum. Czy wszyscy blogerzy wielbią sprzęt od Apple?

Nie. Nie wszyscy. Jak już mówiłem – ja nie. Poświęciłem sporo czasu, by przemyśleć, jakie urządzenia mają znajdować się w moim prywatnym „ekosystemie” – jakiej klasy chce mieć komputer stacjonarny, do czego potrzebuję i do czego używam swojego laptopa i co robię na swoim telefonie. Jeżeli więc większość dnia spędzam przy „stacjonarce”, głównie pracując na tekście, konsumując multimedia, grając w gry i tworząc muzykę, naturalnym wyborem był mocniejszy PC z Windowsem. Laptop? Lekkie, wytrzymałe urządzenie (bo jeżeli z niego korzystam to tylko przy wyjściach) do pracy na tekście w terenie. Telefon? Również nie musi być mocny, głównie słucham na nim muzyki, korzystam z czatu i robię zdjęcia swoich kotów, a do tego nie jest potrzebna jakieś niesamowita wydajność. Rozumiecie, do czego zmierzam? Tak, mógłbym mieć iPhone’a i Macbooka, ale w przypadku mojego sposobu korzystania z tych urządzeń większość tej mocy by się po prostu marnowała, nie mówiąc już o zupełnym barku uzasadnienia dla ceny. Co innego jednak np. moja narzeczona, która praktycznie wszystkie rzeczy załatwia przez smartfona, a swojego iPada wykorzystuje to tworzenia cudownych rysunków. Ba, podejrzewam, że gdybym chciał się zająć np. homerecordingiem, to sam kupiłbym jakiegoś używanego Maca, ponieważ aplikacje typu Reaper oferują tam znacznie lepszą wydajność. Dlatego nawet jeżeli w tym momencie u mnie sprzęty Apple po prostu nie mają racji bytu, nie znaczy to, że nie doceniam ich wartości dla innych ludzi – takiego podejścia zdecydowanie brakuje niektórym komentującym.

 

Ja to jednak ja i nie jestem w żaden sposób reprezentatywną próbą, jeżeli chodzi o badanie branży tech.Dlatego też postanowiłem zobaczyć, w czym dokładnie wartość dostrzegają inni użytkownicy sprzętów Apple w redakcji. Żeby nie być gołosłownym zwróciłem się do tych z redaktorów, którym bardzo często obrywa się za bycie „fanatykami Apple”. Kamila Świtalskiego kojarzą tu zapewne wszyscy, ponieważ jako użytkownik jest on zawsze na bieżąco ze sprzętami tej firmy:

Korzystam z komputerów Apple od 2012 roku – obecnie… głównie z przyzwyczajenia. Nawyki robią swoje, a jako że na co dzień używam także innych urządzeń firmy, to wygoda ich współpracy w ramach ekosystemu jest asem w rękawie i sporym ułatwieniem. Do tego dałem się przekonać do kilku usług firmy, przez co przesiadka na komputer z Windowsem staje się nieco trudniejsza. Ale jako że interesujące mnie komputery z Windowsem kosztują więcej niż Macbook, to właściwie nie widzę powodu, by cokolwiek zmieniać. Działa, ma wszystko czego potrzebuję, do moich potrzeb i mojej pracy — w zupełności wystarcza. A jeżeli zmiana obecnego MBP mid 2018 to co najwyżej na nowszy model, z autorskim układem Apple, który działa jeszcze szybciej i jeszcze dłużej na jednym ładowaniu.

Ciężko mi się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ponieważ w przypadku kombinacji Windows+Android ja też wyrobiłem sobie pewne nawyki, które na pewno w dużej mierze sprawiają, że odbijam się od urządzeń Apple niczym kauczukowa piłeczka. Podobną opinię ma w tym temacie Paweł Winiarski, którego na pewno znacie z Antyweb TV.

Ja na przykład jesienią 2019 wróciłem do iPhone’a, wszedłem mocno do ekosystemu i jestem z tej zmiany bardzo zadowolony, o czym wielokrotnie pisałem i mówiłem w filmach na AntywebTV. Uważam, że telefon, tablet, słuchawki i zegarek to były dobrze wydane pieniądze. Ktoś inny może uważać ten sprzęt za drogi i ograniczający użytkownika.

Dosyć dobrze skomentował to też Kuba Szczęsny:

Jeżeli chodzi o niezdrową fascynację Apple wśród blogerów technologicznych, to być może takie zjawisko występuje, ale jestem pewien, że nie na Antyweb. Nigdy nie było tak, że w momencie rzucenia sprzętu do Drezna, robiliśmy sobie kanapki na drogę i odbywaliśmy wycieczkę po iPhone’y, by móc je opisać jako pierwsi, mając je już w rękach. W mojej opinii, sprzęty Apple to zdecydowanie bardzo ciekawe urządzenia, które nierzadko zaskakują tym, że po prostu… „działają tak, jak trzeba”. Nie są najlepsze na świecie, konkurencja doskonale nauczyła się nawiązywać równą walkę z tym producentem. Może irytować fakt, iż Apple raz po raz „wymyśla koło na nowo”, korzystając z już wcześniej ugruntowanych rozwiązań na rynku czyniąc je intuicyjnymi, ale niektórym się to podoba. Nie można zapominać również o tym, że Apple to również niesamowicie silne oddziaływanie na konsumentów i rzesza lojalnych klientów. Niemniej, w moim przypadku, czy kogokolwiek z redakcji – nie mogę mówić o fascynacji. Raczej jest to zainteresowanie mieszczące się w zdrowych kategoriach – wzmożona uwaga w kontekście Apple jest natomiast uzasadniona, bowiem… nasi Czytelnicy bardzo interesują się wszystkim, co dotyczy Apple i ma to swoje odbicie w statystykach.

Finalnie w temacie wypowiedział się Krzysiek Kurdyła, który oprócz działalności na Antyweb zajmuje się tworzeniem i edycją materiałów wideo.

Ja używam sprzętu od Apple, ponieważ macOS dla mnie jest najbardziej logicznym i produktywnym z systemów, a z dodatkami to już w ogóle. Pracuję na nich od 26 lat, w międzyczasnie miałem przygody z Win10, którego nie hejtuję, ale macOS ciągle do pięt nie dorasta. O iPhone’ach i iPadach mam opinię, że są dla mnie „takie se”. Przez dekadę były powodem dziadostwa w linii Maców, bo Tim Cook skupiał się tylko i wyłącznie na nich. Co do samych systemów są proste, ale jednocześnie przez długi czas były wręcz prymitywne. Podoba mi się obecny Lumiowy kierunek iOS, nie lubię paru rzeczy sprzętowo, jak brak TouchID, obecność notcha i zbyt dużych zaokrągleń ekranu. Przez dekadę ceny były też dla mnie zbyt wysokie, ale teraz następuje powolna normalizacja. Ekosystem zdecydowanie wart docenienia, najbardziej spójny. Zamknięcie możę irytować, ale odbieram je jako koszt wyższego poziomu prywatności usług Apple (chociaż z pewnością gdziniegdzie jest to tylko pretekst).

Na tym etapie mogliście pomyśleć: „Okej, ale to tylko Antyweb. Co z innymi osobami tworzącymi materiały tech?” Otóż, bez zaskoczenia, jest bardzo podobnie. W kwestii swojego podejścia bardzo mocno zgadzam się chociażby z opinią znanego wam pewnie Michała Pisarskiego:

Zdaniem ogromnej grupy ludzi, używam fanatycznie wyłącznie sprzętu Apple. Ale tak samo liczne grono twierdzi uparcie, że na urządzenia Apple mnie nie stać i z zawiści oczerniam nieskazitelną firmę z Cupertino kiedy tylko mam okazję. Nie wiem skąd wzięły się te teorie – w rzeczywistości korzystam od lat z komputerów od Apple i nie wyobrażam sobie w tej chwili przesiadki na Windowsa, ale nigdy nie miałem własnego iPhone’a czy Apple Watcha. Przy macOS trzymają mnie przede wszystkim przejrzystość tego systemu i Final Cut Pro, czyli moim zdaniem najlepszy program do montażu wideo na rynku. Przynajmniej jeśli chodzi o „filmiki na YouTube”. Dość długo miałem zarówno laptopy z Windowsem, jak i Macbooki, ale ostatecznie platforma Microsoftu poszła w odstawkę i nie tęsknię za nią ani trochę. Z drugiej strony rozumiem też, że jestem specyficznym użytkownikiem – używam komputera do montażu i pisania, niczego więcej nie potrzebuję.

Według mnie, Apple króluje też na rynku tabletów, ale co z tego, skoro tablet jest mi zbędny? Do iPhone’ów pałam natomiast skrajnymi uczuciami. Od paru lat używam z własną kartą SIM wyłącznie testowych telefonów, ale w moim życiu pojawiło się już tyle usług i aplikacji, których nie chce mi się konfigurować od nowa co tydzień, że wreszcie zacząłem myśleć nad zakupem smartfona. I, jako że przez 90% roku siedzę na Androidzie, chętnie podarowałbym sobie odrobinę egzotyki i wziął właśnie iPhone’a. Niestety, już druga generację czekam na jakieś poważniejsze nowości, które popchną mnie do zakupu. Marzy mi się szybsze ładowanie czy ekran z wyższą częstotliwością odświeżania. iPhone’y są bardzo wygodne i lubię ich używać, ale też do bólu nudne. A że nie jestem fanem inteligentnych zegarków i mam kilka par słuchawek znacznie lepszych (niekoniecznie droższych) od AirPodsów, jakoś specjalnie mi się nie spieszy. Z usługami podobnie – póki co jestem abonentem YouTube Music, Google Drive i Netfliksa. I nie widzę żadnego powodu, by tęsknić za Apple Music, iCloud (te irytujące powiadomienia w iOS…) czy Apple TV+.

Dobitnie na ten temat wypowiada się też Paweł Warzecha, autor popularnej Mobzilli:

Nie, nie wszyscy tech blogerzy wzdychają do sprzętów Apple i używają ich na codzień. Ja sięgam po nie tylko wtedy, gdy zdarza mi się je testować i ciężko mi zachwycać się ich praktycznością i ergonomią, bo po prostu wiem, że może być lepiej ;) Android, jako platforma, jest w mojej ocenie bardziej dopracowany, bardziej przejrzysty i zapewnia znacznie większą elastyczność – choć przyznaję, na przestrzeni lat, wiele w iOS zmieniło się na plus. Oczywiście, ciężko też nie odnotować świetnego dogadywania się jabłkowych urządzeń – na poziomie ekosystemu Apple wygrywa w przedbiegach, a zeszły rok cała marka może zaliczyć do bardzo udanych. Firma, jako jedna z niewielu, próbowała kombinować z trendami i wychodzić im naprzeciw (a to prezentując „tańszy” wariant smartfona z topowym procesorem, a to tworząc mini-flagowca), raz odnosząc sprzedażowy sukces, a raz nie – na pewno było to jednak podejście znacznie ciekawsze niż obowiązujące u wszystkich konkurentów „cztery tysie i trochę gorzej niż rok temu”. Zatem, reasumując, sprzęty Apple doceniam za to, za co należy im się docenianie, ale nigdy nie byłem ich „fanem”. Moim zdaniem, przedmioty to zawsze tylko przedmioty – wielbienie ich uważam za dziwne.

Myślę, że gdyby zapytać większą grupę ludzi związanych z blogosferą i dziennikarstwem tech, odpowiedzi byłyby podobne do tych. Ci, którzy używają sprzętu Apple robią to, bo… im to po prostu pasuje. Nie ma tu ani krzty kultu, jest rozsądne podejście do funkcjonalności i stosunku ceny do jakości. Tym bardziej, że te same osoby, które najwięcej korzystają ze sprzętu Apple (czyli najlepiej znają ekosystem) potrafią być największymi krytykami poczynań firmy. Dość powiedzieć, że Kamil, któremu zarzuca się największe „fanbojstwo” jest autorem dwóch najpoczytniejszych tekstów krytykujących Apple. Jeden to ich wpadka z obudową do iPhone’a, a drugi – pierwsze wrażenia z nowym Apple Watch SE.

„Apple was kupiło”. Nie, nie i jeszcze raz nie!

Chciałbym teraz zaadresować ostatni, bardzo poważny zarzut. Niedawno na Polygamii pojawił się ciekawy felieton opisujący rzeczywistość tamtego portalu i zarzuty o kupowanie recenzji przez producentów gier. Czytając to byłem w stanie niemal 1:1 przyrównać tamtejsze komentarze do naszych, dotyczących Apple… i innych firm technologicznych. Co więcej, ja bardzo dobrze rozumiem ten mechanizm – jak efektywniej i szybciej zdyskredytować czyjąś opinię, niż powiedzieć, że „siedzi w czyjejś kieszeni”?. Dlatego też często pod wpisami Apple czytamy, że firma nas po kryjomu sponsoruje. Jest to o tyle zabawne, że Apple nie angażuje się w żadne współprace komercyjne i nie jest to żadna tajemnica. Jeżeli więc ktoś w tym wypadku zarzuca środowisku technologicznemu chęć podlizania się sponsorowi, to nie może być w większym błędzie.

Przy okazji takiego materiału nie mogę odmówić sobie tego, by rozprawić się z pewnym mitem dotyczącym działalności Apple w kręgu dziennikarstwa IT w Polsce. Warto wiedzieć o tym, że Apple nie prowadzi żadnych bezpośrednich działań PR w naszym kraju (pracownicy Apple zajmujący się marketingiem nie kontaktują się z dziennikarzami / blogerami) – takie relacje absolutnie nie istnieją. Nie ma mowy o żadnym wywieraniu wpływu, czy dealach reklamowych / wizerunkowych między Apple, a żadnym medium.

– Jakub Szczęsny

Błagam, nie szukajmy wszędzie jakiejś głębszej filozofii i teorii spiskowych. Zanim zaczniemy toczyć pianę z ust i obrażać innych za to na co wydają swoje pieniądze czy jakiż to wspaniały sprzęt ośmielają się krytykować, pamiętajmy, że mówimy o najbogatszej firmie świata, która każdego z nas z osobna ma gdzieś. To tak jakbyśmy pluli komuś w twarz za to, że pomalował sufit nieopłacalną naszym zdaniem farbą na kolor, który nam się nie podoba. Albo byli święcie przekonani, że producent farby nam zapłacił, albo wybraliśmy „turkusowy poranek 3000” tylko dla szpanu ;).

– Michał Pisarski

Strasznie mnie bawią komentarze w stylu „Jesteście nieobiektywni Apple Wam zapłaciło!”. Uwaga, rozwiewam wszelkie wątpliwości – PR-owo Apple w Polsce nie istnieje, polskie media nie mają z nimi akcji partnerskich. Powiem więcej, Apple nie wysyła nawet sprzętu do testów. Jeśli więc widzicie na łamach Antyweb (czy innego polskiego medium technologicznego) recenzję urządzenia z logo nadgryzionego jabłka to opcje są dwie. Albo któryś redaktor kupił sobie sprzęt, albo udało mu się go pożyczyć od jakiegoś polskiego sklepu. Myślę, że blog ma taki charakter, że przychodzicie na niego poczytać opinie, więc jeśli któryś z autorów rzeczywiście „wzdycha do Apple”, to powinien wyjaśnić dlaczego.

– Paweł Winiarski

Mam nadzieję, że ten tekst nieco przemówi do tych z komentujących, którzy są jakkolwiek otwarci na dyskusję i argumenty. Niestety, jest to też trochę „udowadnianie, że nie jest się wielbłądem”, ale liczę, że przynajmniej w niektórych przypadkach wzbudzi on w niektórych osobach refleksję. Materiały o Apple pojawiały się, pojawiają się i będą się pojawiać na Antyweb (o ile oczywiście firma jutro nie wyparuje z rynku). Jednak nie jest tak, że wszyscy w branży mamy w domu ołtarzyki dla Tima Cooka i Steve’a Jobsa (chociaż oczywiście nikomu w domu nie sprawdzałem). Apple jest bardzo aktywnym producentem na wielu polach, skupiającym się na sprzętach wysokiej jakości, którym w ogólnym rozrachunku jest dużo trudniej cokolwiek zarzucić, szczególnie, jeżeli opisywane są przez kogoś, kto zna wartość poszczególnych technologii na rynku. Nie jest jednak tak, że jest to jakikolwiek rodzaj kultu, bądź tym bardziej – ukrytego, niejawnego sponsorowania.

Chociaż obawiam się, że komentujący i tak będą wiedzieli swoje.

Źródło grafiki