76

Mogę to oglądać w kółko bez końca! Nowe Black Mirror: Bandersnatch to pierwszy taki film Netflix

Wszystkie zapowiedzi się sprawdziły - na Netflix wylądował dziś nowy film Black Mirror: Bandersntach, który jest pierwszą interaktywną i aktorską produkcją Netflix jednocześnie. Jak wyszło? Palce lizać!

Black Mirror ma wielu fanów. Nic dziwnego, skoro innego takiego pokręconego serialu po prostu nie ma – odcinki Czarnego lustra są bardzo nierówne, ale to właśnie chyba dzięki temu serial cieszy się taką popularnością. Coś co uznam za nudne lub nadzwyczaj absurdalne (jeśli to możliwe w świecie Black Mirror), może przypaść do gustu komuś innemu. Gdy Netflix przejął prawa do serialu, wiadomo było, że nowe odcinki będą pojawiać się u nas bez opóźnień i możemy liczyć na długotrwałe wsparcie dla twórców. Ale tym razem zdecydowano się zrobić coś kompletnie innego – zamiast nowego sezonu serialu mamy tylko film, a zamiast klasycznego filmu mamy produkcję interaktywną.

I powiem Wam, że ten brak paska postępu odtwarzania u dołu ekranu jest trochę niepokojący…

Black Mirror: Bandersnatch – podejmuj decyzje za głównego bohatera filmu

Black Mirror: Bandersnatch skupia się na Stefanie – młodym chłopaku, który postanawia sprawdzić się w przemyśle growym. Rozpoczyna prace nad własną grą, którą prezentuje w najpopularniejszym ówcześnie studio. Akcja filmu rozgrywa się w 1984 roku, więc dla wielu osób będzie to świetna wycieczka w przeszłość, dla innych szansa na liźnięcie tamtego okresu w nowy sposób. Dlaczego? Ponieważ już od samego początku Netflix oferuje nam możliwość wyboru – jakie płatki zje Stefan na śniadanie i jakiej muzyki posłucha (a my razem z nim) w drodze na spotkanie? Gdy przychodzi moment, w którym mamy zdecydować o jego przyszłości, wydaje się, że mamy wolną rękę – to, niestety, nie do końca prawda, ponieważ chwilę później można usłyszeć z ust innego bohatera, że dokonaliśmy złego wyboru.

Innym razem słyszymy, że główny bohater nie ma kontroli nad swoim życiem – to naprawdę dziwne uczucie słysząc to z jego ust, bo kilka(naście) minut wcześniej faktycznie decydowaliśmy za niego. Restart linii czasowej i zabawa zaczyna się niby od początku…

Wracamy na sam linię startową, od nowa śledzimy Stefana i jego życie oraz oglądamy efekty podjętych decyzji. Ale wtedy czeka nas niespodzianka – bo choć mu uznajemy, że linia czasu została wymazana, a teraz przyjdzie nam zmienić decyzję, to twórcy serwują nam wydarzenia, które nie pokrywają się z tym, co oglądaliśmy wcześniej. Postacie są na pewien sposób świadome tego, jak przebiegły niektóre sytuacje poprzednim razem i zachowują się inaczej. W momencie, gdy nadszedł czas dokonania wyboru, tym razem nie zabłądziłem i posunąłem się z akcją do przodu.

Decyzje podejmujemy na komputerze, tablecie i telewizorach wybierając jedną z możliwości u dołu ekranu. Czas na podjęcie decyzji jest ograniczony, a samouczek na samym początku oglądania wyjaśni Wam całą sytuację. Wśród kontrolek nie ma ani śladu paska postępu odtwarzania, bo serwis nie ma prawa wiedzieć, ile nam zajmie jeszcze seans Black Mirror: Bandersnatch – przecież to zależy od naszych wyborów. Co ciekawe, nie zawsze istnieją alternatywy – natknąłem się na etap, w którym opcja była tylko jedna. To miało prawdopodobnie pokazać, że nasz bohater nie miał wyjścia, a historia (życie) musiało się tak potoczyć.

Z czystej ciekawości włączę go jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz…


Nie wiem, czy widziałem ten sam, co Wy. Dopóki nie skonfrontujemy swoich wrażeń i nie zboczymy z obranej drogi przy kolejnym seansie, nie  dowiemy się, czy Stefana spotka coś innego, niż to, co widzieliśmy. Telewizja, seriale, filmy, serwisy VOD – to wszystko przyzwyczaiło nas do jednostronnej relacji z ekranem, więc uczestniczenie w takim… eksperymencie(?) ma swoje zalety. To nie jest do końca gra, ale nie jest to też klasyczny film, w którym o wszystkim pomyśleli autorzy scenariusza i wykładają nam kawę na ławę. Przede mną jeszcze co najmniej jeden albo dwa seanse całości, bo jestem po prostu ciekaw, czy zmiana decyzji w błahej sprawie nie wpłynie na coś ważniejszego. A nawet jeśli nie, to przecież nic się nie stanie – po prostu posłucham innej piosenki…

Pod względem realizacyjnym Black Mirror: Bandersnatch to po prostu Black Mirror. Do niektórych szczegółów produkcji przywiązano ogromną uwagę, inne wydają się nieco pominięte lub zignorowane – wtedy nie jest jasne, czy taki był zamiar twórców, czy to efekt okrojonego budżetu. Nie ulega jednak wątpliwości, że Czarne Lustro: Bandersnatch odznacza się charakterystycznym dla całej serii klimatem, który wciąga i angażuje. A szczególnie wtedy, gdy przyszłość Stefana zależy właśnie od nas.

Ocena filmu: Czarne lustro: Bandersnatch – 7/10