5

Mam nauczkę, by nie obiecywać sobie zbyt wiele po zwiastunach. Recenzja Biomutant

Czasem zdarza się tak, że daję się porwać zwiastunowi gry, który tworzy w mojej głowie pewne oczekiwania. Czasem udaje się im sprostać, czasem nie - niestety w przypadku Biomutant jest to ten drugi scenariusz.

Biomutant nie zapowiadał się na jakiś wielki hit, oczekiwałem raczej solidnej baśni kunf-gu z ciekawym światem. I na dobrą sprawę tym właśnie jest ta produkcja. Odważną wizją wykreowania niecodziennej postapokaliptycznej krainy zamieszkałej przez walczące zwierzęta. Duży świat (mapa 8 na 8 km) utrzymany w oryginalnej stylistyczne graficznej, przez samych twórców porównywany do The Legend of Zelda: Breath of the Wild z elementami Ratchet i Clank. I faktycznie, czułem w Biomutant inspiracje innymi grami, jednak bez utraty własnej tożsamości. Nie ma tu jednak tego jednego spoiwa, które sprawiłoby, że chcę do tego świata wracać, a szereg mniejszych i większych problemów nie pozwala mi jej Wam z czystym sumieniem polecić.

Panie narratorze, przestań pan pleść głupoty

Twórcy Biomutant zaryzykowali i postanowili opowiadać historię w dość specyficzny sposób. Otóż mieszkańcy świata gry mają własne języki, taki przypadkowy bełkot, którego słuchanie męczy już po kilku minutach. Niejako tłumaczem jest to wszechobecny narrator i o ile sam pomysł nie brzmi głupio, to jego wykonanie już tak. Powodów jest kilka – po pierwsze, wspomniany język postaci, który zwyczajnie irytuje. Uwaga, cytuję:

Postać: bubublabu blabumumu buglubublu
Narrator: Powiedział, że chce Cię poprosić o pomoc
Postać: ulubulu mulu kulu blu blu blu
Narrator: Pyta , czy pomożesz Glutomirowi zebrać materiały na produkcję ślizgosiupni

Po drugie treść. Można było podejść do tematu na kilka różnych sposób, zdecydowano się jednak na bardzo infantylne, nieco humorystyczne podejście. Finalny efekt jest niestety mizerny, nic nie jest tu śmieszne, a bywa po prostu, zwyczajnie głupie. Od przetłumaczonych na język polski nazw, po same historie i bohaterów.

Sami przyznacie, że ciężko się słucha i czyta takie teksty. Cały czas nie wiedziałem dla kogo w zasadzie jest to gra, bo zbyt często pachnie bardzo młodym odbiorcą i chyba tylko on jest w stanie zainteresować się tym wirtualnym światem. Narrator w polskiej wersji językowej jest dziwnie przerysowany, sztuczny, choć jakościowo to poziom audiobooków. Ja nie mogłem się do tego stylu przekonać, choć dawałem mu wiele szans i najlepiej grało mi się pomijając wszystkie dialogi, a przecież w taki sposób ciężko poznać historię.

Na początku gry bierzemy udział we wspomnieniu i wracamy do czasów, kiedy nasz bohater był dzieckiem. I powiem Wam, że kompletnie nie rozumiem dlaczego postać nie przypomina wtedy młodszego siebie, ale raczej zmniejszoną wersję normalnego bohatera.

Wygląda to nie tyle zabawnie, to dziwnie i wydaje się kompletnie nie pasować do świata. Generalnie w Biomutant sporo jest takich drobniejszych niedoróbek, jak na przykład pojawiający się nagle NPC czy doczytujące się obiekty. Nie wiem na ile da się to naprawić łatkami, ale widać, że Twórcy ciężko pracują, bo zaraz po uruchomieniu gra potrafiła przycinać na PS5 (działa we wstecznej kompatybilności), po aktualizacji problem zniknął. No i wielka szkoda, że gra od razu na starcie nie oferuje wersji PlayStation 5. Mamy maj, więc już by wypadało.

Bardzo mocno rozbudowano crafting i ulepszanie broni, momentami miałem wrażenie, że aż za mocno, bo idzie się w tym trochę pogubić – choć oczywiście wiem, że wiele osób bardzo ten aspekt doceni. Tu podłączamy coś do karabinu, tam do jakiegoś elementu garderoby. A pomysłów na takie ulepszenia jest cała masa i ewidentnie widać, że włożono w to dużo pracy. Samo rozwijanie postaci też ma dużo elementów, odblokowujemy mutacje, aury, atuty, umiejętności Wung-Fu, więc naprawdę jest po co zdobywać poziomy i z każdą kolejną godziną nasz zwierzęcy bohater umie coraz więcej, co też przekłada się na rozbudowywanie strategii rozgrywki. Na samym początku warto jednak poświęcić trochę czasu na kreator postaci i stworzyć swojego bohatera, który wraz ze zmianą atrybutów zacznie wyglądać zupełnie inaczej.

Mam jednak mocno mieszanie uczucia jeśli chodzi o system poruszania się i walki. Niby wszystko jest na miejscu – trochę akrobacji, biegania, uników, walka mieczami, rękawicami, pistolety, karabiny, umiejętności specjalne. Gdzieś jednak umykała mi dynamika, ciężar broni i postaci. Walczy się dziwnie, tak nijako, jakby bez mocy. A to duży minus, w końcu mówimy o „baśni kung-fu”, w której poza eksploracją świata i wykonywaniem misji, walka ma kluczowe znaczenie. Z misjami natomiast bywa różnie, ale chyba żadna nie zapadnie mi jakoś specjalnie w pamięć. Ciągle czegoś szukałem, coś dostarczałem, z kimś walczyłem lub zajmowałem się przejmowaniem posterunków biorąc udział w walce plemion. I pewnie przypadłoby mi to do gustu bardziej, gdyby trafiła do mnie fabuła, jednak przez ten dziwny sposób jej opowiadania i specyficzne, infantylne tłumaczenia, ciężko mi się było przez nią przebić.

Trochę ładnie, trochę era PS3

Wizualnie Biomutant jest w porządku, ma niebrzydkie widoki, ale potrafi również przywoływać wspomnienia z generacji PlayStation 3 i Xboksa 360. I nie chodzi o samą oprawę, a raczej o jej prezentację i mechanizmy przedstawiania świata gry. Bo oprawa gry potrafi wyglądać świetnie, prezentując ładne krajobrazy…

By kilka minut później razić  oczy okropnie intensywnym rozmyciem i koślawą postacią NPC-a.

Oprócz klasycznych killroomów, Biomutant ma masę niepotrzebnych, prostych najazdów kamery na kluczowe elementy lokacji. Zabiera wtedy możliwość sterowania postacią i najbardziej generycznym ruchem ujawnia drzwi, mechanizm czy przeciwników. Byłem nieco zaskoczony – myślałem, że takie podejście zaczęliśmy już skutecznie żegnać na poprzedniej generacji, a tu wróciło do mnie jak bumerang. Ja wiem, że dla wielu osób nie jest to wada, ale ja w 2021 roku nie potrafię już przymykać oka na takie archaizmy i grając w Biomutant miałem często wrażenie, że bawię się nie przy nowej grze, a włączyłem jakiegoś remastera produkcji z PS3. Zwyczajnie irytuje mnie kiedy muszę oglądać bezsensowne najazdy na zamknięte drzwi, pojawiających się przeciwników czy element z prostą łamigłówką.

Chyba jakoś nieuważnie oglądałem zwiastuny Biomutant i zbyt wiele sobie po tej grze obiecywałem. Bardzo lubię produkcje, które już od pierwszych minut przykuwają do ekranu – nie muszą zdradzać wszystkich mechanizmów, ale w wielu przypadkach to właśnie pierwsza godzina-dwie zachęcają lub zniechęcają do zabawy. Biomutant nie tyle rozkręca się powoli, co wręcz odrzuca przy pierwszym kontakcie i musiałem znaleźć w sobie dużo samozaparcia żeby nie skasować gry z dysku konsoli. Później jest zdecydowanie lepiej, ale po ultraszybkim Returnal ciężko mi było przestawić się na nieco ospały system walki. Podoba mi się świat, zaakceptowałem też nieco komiksowe podejście, ale ten plecący bzdury lektor (szczególnie w języku polskim) to jakaś pomyłka. Ja rozumiem, że jest duży świat i trzeba o nim opowiedzieć, ale wybrany sposób i zalew bezsensownych informacji wprowadził w mojej głowie taki chaos, że momentami nie miałem pojęcia o co właściwie w tej grze chodzi. Doceniam Biomutant za wizję świata, styl graficzny (choć nie samą oprawę) i niektóre pomysły, ale naprawdę trudno mi powiedzieć żeby był to tytuł więcej niż tylko dobry, a wręcz przeciętny.

Zanim zdecydujecie się na zakup, obejrzyjcie przynajmniej kilkanaście minut z rozgrywki. Myślę, że wtedy zdecydujecie, czy Biomutant jest grą dla Was i czy sprosta oczekiwaniom, jeśli w ogóle jakiekolwiek mieliście.

Ocena: 6/10

Zalety

  • kreacja postapokaliptycznego świata zamieszkanego przez walczące zwierzęta
  • duży obszar do eksploracji
  • ładne krajobrazy

Wady

  • fatalny sposób opowiadania historii (narrator)
  • ruchy kamery jak z ery PS3
  • papierowy model walki