9

Opróżnij butelkę i ją… zjedz. To pomysł na walkę z morzem plastikowych odpadów

Biodegradowalne butelki mają być jednym ze sposobów na ograniczenie produkcji plastiku, który w dużej mierze nie podlega recyklingowi i zalega na wysypiskach, w lasach czy na łąkach oraz w zbiornikach wodnych: jeziorach, rzekach, morzach. Problem narasta, od kilku lat mówi się np o pływających wysypiskach na Atlantyku i Pacyfiku. Prognozy nie napawają optymizmem, ale twórcy nie próżnują i proponują nowe materiały. Wśród nich jadalne - dlaczego zużyta butelka nie miałaby trafić do żołądka?

Lody w waflu czy w kubeczku? Na tak postawione pytanie odpowiadam, że w waflu. I nie dlatego, że jestem fanem tego ostatniego – wybieram „opakowanie”, którego łatwiej się pozbyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że plastikowy kubek wrzucony do kosza będzie się pewnie rozkładał przez długie lata. Setki, a może i tysiące lat. Wafelek, nawet jeśli nie zostanie skonsumowany, szybciej podda się siłom natury. Łatwo wskazać na podobne sytuacje, gdzie ma się wybór i jednym z rozwiązań będzie zjedzenie opakowania? Raczej nie. Ale to może zacząć się zmieniać.

Biodegradowalne butelki z alg

Niedawno pisałem o odkryciu bakterii, które konsumują plastik. Możliwe, że ta zdolność wykształciła się u nich dopiero niedawno, że przyroda tak zmutowała bakterie, by pozbyć się plastiku. Jeżeli człowiekowi uda się je podrasować, to mógłby stworzyć ciekawe narzędzie do utylizacji niepożądanych odpadków. My wypijemy zawartość, mniejsze organizmy rozprawią się z butelką. A gdyby samą butelkę uczynić jadalną? Albo przynajmniej biodegradowalną, ulegającą rozkładowi w kilka tygodni zamiast kilku miesięcy?

Nad takim rozwiązaniem pracuje Ari Jónsson z Islandii. Do prac wykorzystuje agar pozyskiwany z alg. Człowiek od dawna zna ten materiał i stosuje go na różne sposoby. Ponoć możliwe jest także stworzenie butelki, która pełniłaby swoją rolę dopóki… znajduje się w niej płyn. A to oznacza, że po opróżnieniu naczynie mogłoby zostać szybko przerobione. Przez siły natury. Jednym z rozwiązań byłoby zjedzenie butelki. Brzmi ciekawie, chociaż nie jestem pewien czy ludzie zjadaliby taki produkt. Nawet gdyby nadać mu odpowiedni (czytaj: atrakcyjny) smak, pojawi się problem przechowywania, transportu i ich wpływu na smak czy jakość tego osobliwego pokarmu.

Jest jednak drugie rozwiązanie: butelka mogłaby trafić na kompostownik i tam szybko uległaby rozkładowi. Celowo piszę o kompostowniku, a nie wysypisku. Dopiero przy zagłębianiu się w ten temat, dowiedziałem się, że produkty, które uznajemy za podlegające szybkiemu rozkładowi, przestają nimi być, jeśli trafią na ogólne wysypisko. Tak, przykładowa spożywka będzie się rozkładać znacznie dłużej, jeżeli trafi na wysypisko. Wspomniane biodegradowalne butelki też muszą wylądować w odpowiednim miejscu, jeśli chcemy się ich szybko pozbyć.

Kwestia konsumpcji i kompostowania to nie jedyne „problemy”, które mogą bombardować to rozwiązanie. Pojawiają się zagadnienia trwałości opakowania, jego wytrzymałości i ceny. Plastik łatwo wyprodukować, napoje mogą w nim stać latami, a opakowanie wytrzyma np. upadek ze sklepowej półki czy szarpnięcie. Jak reaguje na to wspomniany wynalazek? Pytań sporo, odpowiedzi niewiele. Ale twórca podkreśla, że to początek drogi i jedynie propozycja – wskazuje raczej ne potrzebę szukania alternatywy niż konieczność wdrożenia jego pomysłu. Nikt nie powiedział, że biodegradowalne butelki muszą pojawić się w naszym jadłospisie.

Jak nie z alg, to może z grzybni?

Przy okazji tego tematu przypomniały mi się doniesienia dotyczące prac IKEI – szwedzka firma stara się ograniczać negatywny wpływ na środowisko i też pracuje nad nowymi materiałami. W ich przypadku nie chodzi o ograniczenie produkcji plastiku, lecz o mniejsze zużycie styropianu. Ten wykorzystywany jest do unieruchamiania towaru, wypełniania opakowań lub ochrony ich zawartości. Jest skuteczny, ale jednocześnie powoli się rozkłada. Znacznie dłużej, niż trwa złożenie i użytkowanie mebli sprzedawanych przez firmę (niedawno przywoływałem na AW postać jednego z twórców potęgi szwedzkiej firmy – warto rzucić okiem). Dlatego zainteresowano się grzybnią.

Grzybnię do pakowania czy wypełniania podobno stosunkowo łatwo wyhodować i uformować, sprawdza się w użyciu, a gdy trafi na kompostownik, szybko ulega biodegradacji. Znowu pojawia się problem: jeżeli wpakujemy to opakowanie/wypełnienie do zwyczajnego kosza i trafi ono na wysypisko, to efekt nie będzie aż tak zadowalający.

Zastanawiam się, czy te kilka przykładów, o których zrobiło się ostatnio głośniej, to początek opakowań nowej generacji, zapowiedź zmian na tym polu czy jedynie ciekawostka, która nie ma prawa w bliższej przyszłości zaistnieć na poważnie – chociażby z przyczyn ekonomicznych. Zawsze można też starać się o rozszerzanie recyklingu plastikowych opakowań i powrót do szkła oraz papieru, które… też należy przetwarzać.

Pamiętajcie: lody w waflu ;)

Źródło grafik: pexels.com