33

Po latach przekonałem się do ładowania indukcyjnego, ale nie było to takie łatwe

Technologia indukcyjnego ładowania wciąż raczkuje i choć obecna jest na rynku od lat, to cały czas odstaje od klasycznego kablowego przekazywania urządzeniom energii. Czy da się całkowicie przestawić na bezprzewodowe napełnianie baterii? Raczej nie, ale wreszcie dorosłem do tego, by spróbować ograniczyć kable.

Słuchawki już tylko bezprzewodowo, więc dlaczego nie ładowanie?

Kilka lat temu dojrzałem do stopniowego porzucania kablowych słuchawek. Doskonale rozumiem ludzi mówiących, że jakościowo pojawiają się różnice w odsłuchu, jednak moim zdaniem wszystko zależy od tego co rozumie się przez “odsłuch”. Gdybym miał w domu wysokiej klasy sprzęt audio, kompletowany przez lata z nastawieniem “to musi brzmieć jak żyleta”, pewnie ciągnąłbym kabel od słuchawek i głośników do dziś. Poszedłem jednak w minimalizm i kilka lat temu zrezygnowałem z tego typu sprzętu na rzecz…smartfona. Owszem, płyty CD wciąż odtwarzam zarówno na starym kinie domowym jak i na jeszcze starszym discmanie, jednak nawet kiedy coś odzywa się we mnie, by spróbować znów złożyć sobie jakiś poważniejszy sprzęt, zderzam się z rzeczywistością. Nie mam miejsca, dodatkowo nie chcę ograniczać się ze słuchaniem muzyki do konkretnego miejsca. Dlatego dobierając bezprzewodowe słuchawki patrzę raczej na wyższe półki – aktualny zestaw to nauszne, wciąż świetne bezkablowe Sony MDR1-ABT, dokanałowo poszedłem niedawno w AirPods Pro i jestem nimi bardzo pozytywnie zaskoczony. Wygoda jaką daje brak przewodów jest nie do opisania, szczególnie jeśli jeździcie ze słuchawkami na rowerze czy ćwiczycie na siłowni. Dla mnie to prawdziwy “gamechanger”.

Przez chwilę myślałem, że będzie nim również bezprzewodowe ładowanie, które za pierwszym razem zawitało u mnie na Samsungu Galaxy S6, którego kupiłem w grudniu 2015 roku. Jednak dopiero po jakimś czasie w domu pojawiła się bezprzewodowa ładowarka (również Samsung), nie potrafiłem początkowo zaakceptować jej ceny, a i na rynku nie było zbyt dużego wyboru, przynajmniej tak to pamiętam. Później przy S7 Edge niby czasem korzystałem, ale ładowanie trwało za długo, biurko było za małe (a ładowarka jest stojąca), kilka razy zdarzyło się że smartfon zostawiony do ładowania na noc na szafce przy łóżku, rano nie był naładowany. Może się osunął, może coś przerwało ładowanie, efekt był rozczarowujący. Kiedy zmieniłem S7 Edge na OnePlusa 6 temat w ogóle zniknął, bo smartfon nie obsługuje indukcyjnego ładowania, ładowarka wylądowała w szufladzie.

Minęło trochę czasu, OnePlusa 6 zmienił iPhone 11, niedawno dołączyły do niego AirPods Pro oferujące bezprzewodowe ładowanie etui. Wspomniana wyżej ładowarka Samsunga wyszła z szuflady, ale jakoś nie znalazła miejsca na domowym biurku, głównie ze względu na rozmiar i formę. Do tego iPhone 11 jest w silikonowym etui i jakoś niespecjalnie dobrze na niej stoi, półeczka na telefon wydaje się być minimalnie za wąska. To samo etui od słuchawek, ledwo łapie odpowiedni miejsce, ale musi być postawione w pionie. Temat więc na kilka tygodni znów przycichł, aż do niedawna.

Prosta, leżąca ładowarka od Xiaomi, bez wodotrysków, trochę testowo – więc pewnie za jakiś czas będę chciał zmienić ją na coś lepszego – a pewnie większego, żeby ładować jednocześnie telefon i słuchawki. Choć z drugiej strony z uwagi na rozmiar, ta pasuje mi wręcz idealnie, zajmuje na biurku mało miejsca, dobrze się umiejscowiła pod monitorem, dałem więc ponownie szansę bezprzewodowemu ładowaniu. I chyba się do niego przekonałem, choć wbrew pozorom nie było to takie proste.

Bezprzewodowe ładowanie to zmiana przyzwyczajeń

W przypadku smartfona od wielu lat mam jeden standardowy tryb ładowania. Czy raczej miałem, bo dopiero iPhone 11 daje mi pewność, że do północy wciąż będę miał przynajmniej kilkanaście procent akumulatora i przeżyję jeśli nie podłączę smartfona na noc. No właśnie – na noc. Codziennie, za każdym razem, weszło mi to po prostu w krew. Nawet kiedy oczy już ledwo widzą, człapiąc do łóżka mam w głowie, że zawali się świat jeśli nie podłączę kabla do telefonu. Trochę oduczał mnie od tego OnePlus 6 z ultraszybkim ładowaniem, ale przyzwyczajenie było silniejsze.

Bezprzewodowa ładowarka to oczywiście jeden z pomysłów na nocne ładowanie, ale jednak położenie tego małego pada na biurku nieco zmieniło moje przyzwyczajenia. Zauważyłem, że niezależnie od tego czy jestem w redakcji, czy pracuję z domu, telefon zawsze jest pod ręką, praktycznie za każdym razem w tym samym miejscu biurka. Dzwoni, dzwonię ja, niektóre społecznościówki sprawdzam tylko na ekranie smartfona. Skoro więc odkładam go tam regularnie, to po prostu zacząłem odkładać na ładowarkę bezprzewodową. Tu godzina, tam 30 minut, tu kwadrans. Zobaczymy jak takie podładowywanie wpłynie na kondycję baterii, ale na razie zauważyłem, że praktycznie cały czas mam dość konkretnie naładowany telefon i przestałem podpinać kabel kiedy używam go w aucie jako nawigacji. Kiedy wychodzę gdzieś wieczorem nie mam już 60%, a 90% więc śmiało mogę nie myśleć o tym, że wypadałoby może jednak wrzucić do kieszeni powerbanka, bo przecież nie mam pewności kiedy wrócę do domu.

Ze słuchawkami jest jeszcze większa korzyść, choć muszą się dzielić ładowarkę ze smartfonem, ale odkładam je tam minimum dwa razy dziennie kiedy zabieram gdzieś telefon lub chowam go do kieszeni. Efekt? Zawsze naładowane słuchawki, przestałem też sprawdzać stan baterii przed wyjściem z domu. O ładowaniu tych sprzętów zawsze zapominam – trochę rozpieściły mnie wspomniane Sony MDR1-ABT, trzymające na baterii przynajmniej 30 godzin. Różnica między słuchawkami a smartfonem jest jednak taka, że na ekran patrzymy regularnie, widzimy stan naładowania, jesteśmy – że tak powiem – na bieżąca. Ze słuchawkami odwrotnie, nie sprawdzamy stanu naładowania, a one nas o nim nie informują do momentu aż ich nie uruchomimy. A i tu bywa różnie (AirPodsy Pro na przykład głosowo nie informują) i zależnie od producenta oraz modelu te mówione powiadomienia potrafią być przydatne lub nie. No bo taki “poziom medium”, który w zasadzie za kilka minut może przejść na “poziom low” to raczej niezbyt przydatne info.

W idealnym świecie ładowarki bezprzewodowe będą implementowane w biura, półki w samochodach, blaty w kuchni czy stoliki w restauracjach. I to się w zasadzie już dzieje, co przy specyficznym sposobie ładowania jak najbardziej ma sens. Siedzicie w knajpce, często wyciągacie smartfona – dlaczego miałby się miałby się ładować leżąc na stoliku? Ile razy nie mogliście wezwać taksówki by zostało kilka procent baterii? To samo na domowym lub pracowym biurku – fajnie byłoby po prostu kłaść urządzenie i potem podnosić je z kilkunastoma dodatkowymi procentami energii. Podobnie samochody, niektóre z nich mają indykcyjne stanowiska dla telefonu. Problemem oczywiście wciąż pozostaje prędkość ładowania – i choć ten aspekt zmienia się na plus, to jednak w porównaniu z ultraszybkimi ładowarkami kablowymi od Oppo czy OnePlusa, porównanie nie ma najmniejszego sensu. Czy kiedyś doczekamy się połączenia tej prędkości i indukcji? Raczej wątpię, ciężko mi uwierzyć by coś wtedy nie wybuchło, ale to dwa zupełnie inne podejścia do dostarczania urządzeniom energii. Mi to powolne, ale bez kabli spodobało się na tyle mocno, że indukcyjne ładowanie stało się jedną z głównych cech, których będę szukał w nowych urządzeniach.

A jak u Was? Korzystacie od lat, wciąż się nie przekonaliście, czy macie tę technologię po prostu w nosie? No i ładowarki – może mi coś fajnego polecicie?