19

Awaria banku, sieci komórkowej, ciepłowni… A teraz to zsumujmy: apokalipsa

Kilka kwartałów temu Marcin pisał o problemach, z jakimi może się zderzyć człowiek, gdy w gniazdku zabraknie prądu. Podejrzewam, że podobną historię przeżyło wiele innych osób, które również zdały sobie sprawę ze swojego uzależnienia od energii elektrycznej (a ściślej pisząc od sprzętów przez nią zasilanych). Jako jednostki czy rodziny możemy się na takie braki prądu […]

Kilka kwartałów temu Marcin pisał o problemach, z jakimi może się zderzyć człowiek, gdy w gniazdku zabraknie prądu. Podejrzewam, że podobną historię przeżyło wiele innych osób, które również zdały sobie sprawę ze swojego uzależnienia od energii elektrycznej (a ściślej pisząc od sprzętów przez nią zasilanych). Jako jednostki czy rodziny możemy się na takie braki prądu przygotować (ale i to ma swoje ograniczenia). Pytanie, czy to samo można powiedzieć o społeczeństwie?

Pod przywołanym tekstem Marcina pojawiły się komentarze Czytelników, które można streścić w następujący sposób: Nie przesadzaj, brak energii elektrycznej to nie katastrofa – po prostu trzeba się na taka ewentualność przygotować. Nie zabrakło też sensownych porad, co powinno się znaleźć w domu czy w samochodzie na wypadek awarii sieci czy innego zdarzenia, które może od nas wymagać umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach. Co wpisano na listę? Akumulator, baterie, agregat, świece, koce, latarki, butle gazowe, radio CB. To wszystko w różnych kombinacjach, dorzucono również zapas wody oraz żywności. I tu pojawiają się pierwsze znaki zapytania.

Zgodzę się z tym, że w domu powinien być zapas wody i prowiant, który wytrzyma bez lodówki trochę czasu. To samo dotyczy latarki, baterii, koców, świec, zapałek i pewnie kilku innych gadżetów. Wszystko można schować w jednej szafce i skorzystać, gdy pojawi się problem. Wszystko ma jednak swoje granice – jeśli ktoś chciałby się „naprawdę” przygotować na kataklizm i trudne czasy, to musiałby poświęcić przynajmniej jedno pomieszczenie w domu – wystarczy sobie przypomnieć zdjęcia i filmy, jakie krążyły w Sieci pod koniec ubiegłego roku, gdy wiele osób szykowało się na zagładę ludzkości.

Z jednej strony, było to trochę śmieszne, ale z drugiej, uzmysłowiło zapewne niektórym, że profesjonalny zestaw na kryzys (szeroko pojęty) trzeba kompletować długo, z głową i… należy mieć na to miejsce. Jeśli ktoś mieszka na dwudziestu metrach kwadratowych i nie wie, gdzie położyć książkę, to trudno mu chyba będzie ulokować gdzieś agregat i zapas paliwa, radio CB oraz pakiet konserw na trzy miesiące. Zresztą, wielu osobom do głowy nie przyjdzie, by takie zapasy robić i przygotowywać się na „wszelki wypadek”. Gdyby głośno powiedziały o tym media (bo powinny), to pewnie doczekalibyśmy się powszechnej histerii, połowa produktów podrożałaby o 50% albo nawet wyparowała ze sklepów (historia z cukrem sprzed kilku lat) i pojawiałyby się pytania o powód tych komunikatów, a nawet teorie spiskowe, które lotem błyskawicy rozprzestrzeniłyby się w Sieci. Nie uczulać na konieczność posiadania w domu określonych produktów: źle, uczulać, szkolić i edukować: też źle.

Ktoś spyta, dlaczego dzisiaj wracam do tematu sprzed kilku kwartałów. Powód jest bardzo prosty: na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni w mediach sporo mówiło się o dużych awariach w Polsce. To przypomniało mi tekst Marcina i zacząłem się zastanawiać nad tym, jak w obliczu jakiegoś kataklizmu poradzi sobie nie tylko jednostka, ale też większa grupa ludzi, a może nawet całe społeczeństwo. Przyznam, że moje wizje i wnioski nie napawają optymizmem – podejrzewam, iż rzeczywistość przerosłaby (na nasze nieszczęście) scenariusze filmów katastroficznych. Czas na przykłady:

Ciepłownia Ozorków. Były pracownik zniszczył i podpalił w nocy z niedzieli na poniedziałek urządzenia sterujące kotłami centralnego ogrzewania w Miejskiej Ciepłowni w podłódzkim Ozorkowie. Ciepła i ciepłej wody pozbawionych jest kilkanaście tysięcy mieszkańców miasta. [źródło]

PKO BP wciąż nie udało się usunąć awarii, przez którą klienci banku mają problemy z wypłaceniem gotówki z bankomatów i płaceniem kartami w sklepach. Rzeczniczka banku, z którą reporter RMF FM rozmawiał ponownie przed 15, nie potrafiła powiedzieć, jak długo jeszcze potrwa awaria. „Nie miałam co dać dzieciom wczoraj na kolację, o dzisiejszym obiedzie nie wspominając!” – napisała na Gorącą Linię RMF FM nasza słuchaczka. „Jestem bez zakupów, z pustym bakiem w samochodzie i bez pieniędzy w portfelu. Nie wiem, co ja i moje dziecko będziemy jeść” – skarżyła się inna. [źródło]

Do tego należy dodać awarię sieci Play oraz tragedię w Jankowie Przygodzkim (wybuch gazu wywołał tam wielki pożar). To zaledwie cztery przykłady awarii, które miały w ostatnim czasie wpływ na ludzkie życie i funkcjonowanie mniejszych lub większych społeczności. A teraz wystarczy sobie wyobrazić, że wszystkie dzieją się jednocześnie, pomoc nie pojawia się szybko (czyli awaria nie znika po kilku godzinach czy nawet dniach) i ludzie jakoś muszą sobie radzić. Co może być powodem takiego „kryzysu”? Odpowiem szczerze, iż nie mam pojęcia i chcę wierzyć, że taka sytuacja jest niemożliwa w realnym świecie, ale spodziewam się, że w komentarzach ktoś nakreśli całkiem prawdopodobny scenariusz.

Wystarczy by na większą skalę doszło do braku energii elektrycznej, o której wspominał Marcin, ale na przykładzie jednostki. Przestają działać znana nam infrastruktura, komunikacja, media, sklepy, urzędy, szpitale, punkty usługowe. Jasne, że wiele z tych obiektów ma zapasowe źródła zasilania, ale ja piszę tu o naprawdę długiej awarii – przecież ich zapasy paliwa kiedyś by się wyczerpały. I co wtedy?

Po awarii bankomatów i sieci komórkowej pojawiło się sporo komentarzy zrozpaczonych osób, dla których były to poważne problemy. W niektórych przypadkach spodziewam się, że faktycznie mogło tak być – jeśli ktoś nie posiadał odpowiedniej ilości gotówki, to zderzał się z brutalną rzeczywistością. Wyobraźmy sobie, że kierowca znalazł się na drugim krańcu Polski i nie był w stanie zapłacić za benzynę na stacji. Niesprawny telefon komórkowy mógł z kolei doprowadzić do komplikacji w biznesie czy niemożności wezwania policji albo karetki w nagłej sytuacji. Czy były to jednak powszechne przypadki? Podejrzewam, że nie. Tymczasem…

Tymczasem w panikę (mniejszą lub większą) wpadło naprawdę sporo osób, a najlepiej świadczyły o tym liczne komunikanty w mediach czy komentarze w Internecie. Dla niektórych kilkugodzinna awaria sieci komórkowej stanowiła mały kataklizm. Staram się to zrozumieć i jakoś sobie wytłumaczyć, ale przyznam, że mam z tym problem. Niejednokrotnie sam nie mogłem wykonać/odebrać połączenia przez kilka godzin, lecz zazwyczaj machałem na to ręką albo nawet dowiadywałem się po fakcie, że była jakaś awaria. Jeżeli mnóstwo ludzi nerwowo reaguje na telefon niesprawny przez pół dnia, to co działoby się podczas prawdziwego kataklizmu?

Można sobie wyobrazić, z jakim chaosem i histerią zderzylibyśmy się, gdyby od prądu został odcięty cały kraj. Zresztą, po co od razu cały kraj – armagedon oglądalibyśmy już w przypadku jednego regionu, powiatu, czy nawet miasta. Podejrzewam, że ludzi dość szybko szturmowaliby stacje benzynowe i sklepy. Przyznam, iż najbardziej zastanawia mnie to, czy obywatele faktycznie próbowaliby zdobyć za wszelką cenę wyłącznie towary niezbędne do życia (woda, żywność, narzędzia, paliwo) czy też skupiliby się na wizytach w sklepach z elektroniką (na wszelki wypadek – przecież prąd w końcu wróci), biżuterią albo innymi produktami luksusowymi?

Chciałbym wierzyć w to, że państwo jest gotowe na naprawdę kryzysową sytuację, gdy otaczająca nas rzeczywistość po prostu przestanie działać, ale intuicja podpowiada mi, iż ta wiara zostałaby szybko zweryfikowana. I to na niekorzyść gatunku ludzkiego. Można się śmiać z takich tekstów, jak ten autorstwa Marcina i pisać, że to gruba przesada (jeśli nie masz prądu w domu, to idź na obiad do restauracji i nie zawracaj głowy wymyślonymi problemami). Można pisać o agregatach i świecach, które warto oczywiście posiadać, ale jeśli nadejdzie „sądny dzień” i nasza cywilizacja nagle zostanie odcięta od energii elektrycznej, telefonii komórkowej oraz Internetu, to po prostu się nie pozbieramy. Co ciekawe, rozładowany komputer, czytnik ebooków i brak ciepłej wody szybko przestaną mieć dla człowieka większe znaczenie i stanie się jasne, które potrzeby znajdują się w koszyku tych podstawowych…

Źródło grafiki: ctv.by