28

Autonomiczny samochód potrącił mi psa. Kto winny?

Pojęcie „samochód autonomiczny” chyba już na stałe weszło do naszego języka. I trudno się temu dziwić – praktycznie każdego dnia trafiam na doniesienia dotyczące nowego pojazdu tego typu, rozwoju konkretnej technologii, patentów, prac, eksperymentów… Czy spędzam czas tylko na stronach poświęconych IT w branży motoryzacji? Nie, temat już dawno stał się powszechny. Zagadnienie ciekawe, więc […]

Pojęcie „samochód autonomiczny” chyba już na stałe weszło do naszego języka. I trudno się temu dziwić – praktycznie każdego dnia trafiam na doniesienia dotyczące nowego pojazdu tego typu, rozwoju konkretnej technologii, patentów, prac, eksperymentów… Czy spędzam czas tylko na stronach poświęconych IT w branży motoryzacji? Nie, temat już dawno stał się powszechny. Zagadnienie ciekawe, więc intryguje, skłania do analizy i dyskusji – także w sferze etyki. Jaki problem natury moralnej może stwarzać samochód, który sam dowiezie nas do celu?

Wielu osobom idea autonomicznego samochodu kojarzy się przede wszystkim z Google. Trzeba przyznać, że ich projekt faktycznie jest dość medialny i skupia na sobie wiele par oczu, ale w żadnym stopniu nie wyczerpuje on tematu. Przecież prace nad takimi pojazdami lub przynajmniej nad niektórymi z wykorzystywanych w nich technologiach prowadzą firmy motoryzacyjne, producenci sprzętu elektronicznego, twórcy oprogramowania, wszelkiej maści instytuty badawcze, startupy, a nawet domorośli majsterkowicze. Zagadnienie jest nagłaśniane i coraz więcej osób wierzy w to, że za kilka/kilkanaście lat ruszy do pracy czy na urlop samochodem, który sam się poprowadzi.

Perspektywa bardzo kusząca i to z wielu powodów: osoby, które dzisiaj nie mogą prowadzić samochodu (z różnych powodów) uzyskają szansę na poprawę swej mobilności, kierowca będzie mógł w trakcie jazdy zająć się pracą czy rozrywką bez zwiększania ryzyka na drodze, ludzie zmęczeni lub pod wpływem alkoholu zostaną dostarczeni przez samochód tam, gdzie chcą i nie spowodują kolizji. Nie można nie wspomnieć o ograniczeniu brawury i nadmiernej wiary we własne umiejętności u niektórych kierowców. Ogólnie rzecz ujmując: powinny się podnieść bezpieczeństwo oraz komfort jazdy. Same korzyści?

Nie od dziś wiadomo, że każdy kij ma dwa końce. Część kierowców nie zamierza przesiadać się do autonomicznego samochodu, ponieważ czerpią oni radość z prowadzenia auta. Inni nie zaufają maszynie, będą też tacy, którzy wskażą na zmiany, jakie nastąpią np. na rynku pracy (wszak mniej kolizji to mniej pracy dla blacharzy, lakierników etc.). Pojawia się jeszcze jeden motyw i muszę przyznać, że wcześniej nie patrzyłem na tę sprawę pod tym kątem. Mowa o problemach etycznych i odpowiedzi na pytanie: kto poniesie konsekwencje w przypadku wypadku drogowego spowodowanego przez autonomiczny pojazd: kierowca, producent samochodu, producent konkretnego systemu, a może sam system?

Poważny problem? Na pierwszy rzut oka, owszem. Przecież nie możemy przyjmować, że nowe rozwiązania będą w stu procentach bezpieczne. Warto też wziąć pod uwagę inne czynniki: część kierowców nadal będzie jeździć tradycyjnymi samochodami, w komunikacji lądowej udział biorą również inne jednostki, namieszać może przyroda. Wypadki nie znikną z naszej rzeczywistości. Nie znikną także ranni oraz zabici. Ich liczba zapewne się zmniejszy, ale całkowicie problem nie zostanie rozwiązany. To jest dla mnie jasne. Jednak nie do końca rozumiem, po co dzisiaj mamy szukać ewentualnych winnych?

Odpowiedzialność musi mieć oczywiście pewne ramy, ale wydaje mi się, że one już istnieją, ewentualnie zostaną doprecyzowane w niewielkim stopniu, gdy autonomiczne pojazdy zaczną masowo jeździć po drogach. Dzisiaj nie ma sensu odpowiadać na pytanie, kto odpowie za potencjalny wypadek. Każda kolizja może być spowodowana przez inne czynniki, więc nie można z automatu wskazać winnych. Raz będzie to kierowca, który w jakiś sposób naruszy autonomię samochodu i narazi siebie (i innych) na niebezpieczeństwo, innym razem przyczyną wypadku będzie błąd oprogramowania.

Dzisiaj również korzystamy z wielu zaawansowanych urządzeń, pociągi, samoloty czy statki są naszpikowane elektroniką, nierzadko dochodzi do tragedii. Czy w takich przypadkach ludzie rozkładają ręce i zadają pytanie o winnych, by mieć temat do rozważań natury etycznej? Chyba nie. Za każdym razem sprawa jest badana, pod uwagę brane są różne wersje, które się sprawdza, by ostatecznie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Skoro można to zastosować w przypadku samolotów wyposażonych w funkcję autopilota, to ten sam mechanizm wystarczy przenieść na drogi. Tam można wskazać winnych, tu również się da.

Postępujący rozwój nowych technologii wymusza na człowieku pewne zmiany przyzwyczajeń, zachowań i wymaga nieustannego dostosowywania go do naszej rzeczywistości (albo odwrotnie: czasem rzeczywistość musimy dostosować do rozwoju nowych technologii). Nie musimy jednak robić tego w ciemno. Wspomnianego przed momentem zagadnienia nie można bagatelizować, lecz nie można też na siłę szukać problemów. Kolejne martwe wytyczne i prawo oderwane od rzeczywistości chyba nie są nam potrzebne. Na pytanie zadane w tytule odpowiem następująco: będę szukał winnych, gdy faktycznie do tego dojdzie.

źródło grafiki: engadget.com