30

Pominąłbym maila i traciłbym 70 zł miesięcznie. Czemu wciąż zgadzamy się na takie praktyki?

Automatycznie subskrypcje są dobre, jeżeli ułatwiają życie. Gorzej, jeżeli użytkownik nie ma w ogóle pojęcia, że na jakąś się zapisał.

Jakiś czas temu miałem przyjemność relacjonować dla was premierę telefonu  HTC Desire 20 pro. Konferencja zorganizowana przez HTC była wyjątkowa, ponieważ odbyła się w pełni poprzez VR. HTC bowiem odpowiada za produkcję gogli z serii Vive oraz platformy do takich konferencji – Vive Connect – którą instaluje się za pomocą swojego konta na portalu Viveport. I na Viveport przez chwilę się skupmy, ponieważ posiadanie tam konta jest niezbędne do tego, by móc rozpocząć swoją przygodę z VR. Nie założysz profilu – nie pobierzesz odpowiedniego oprogramowania żeby gogle mogły wystartować. Jako, że gogle nie były moje (pożyczył mi je kolega z redakcji), naturalnym było, że przed konferencją musiałem przejść przez cały proces instalacji od zera. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy w trakcie procesu Vive „poprosiło” mnie o podpięcie do niego… mojej karty. I był to krok którego nie dało się pominąć. W normalnych warunkach nigdy bym się na to nie zgodził, ale teraz miałem konferencje, na której musiałem się pojawić, więc nie zastawiałem się zbyt długo i skorzystałem z opcji podpięcia do usługi mojego konta PayPal. Jako, że wiele z aplikacji niezbędnych do działania sprzętu pobierało się ze sklepu Vive pomyślałem, że podpięcie konta niezbędne jest właśnie do korzystania z tego repozytorium.

W jakim ja byłem błędzie

Staram się czytać umowy licencyjne. Nie całe i nie wszystkie, ale i tak mam wrażenie, że jestem w tym zakresie nieco uważniejszy od „przeciętnego” konsumenta. Jakież więc było moje zaskoczenie, gdy do mojej skrzynki odbiorczej wpadł taki mail:

Ohohohoho… chwila, chwila, chwila. Nie przypominam sobie, żebym się zapisywał na jakikolwiek okres testowy jakiejkolwiek usługi. A już tym bardziej nie pamiętam, żebym zgadzał się na płacenie takiej kwoty za używanie zestawu VR, który za chwilę wróci do prawowitego właściciela. Dodałem jednak dwa do dwóch i zrozumiałem, że to właśnie po to był im mój numer karty. Żeby spróbować zarobić na najprostszym triku z wyciąganiem pieniędzy – automatycznie odnawiającej się subskrypcji, o której użytkownik mógł nawet nie wiedzieć.

Dlaczego my w ogóle pozwalamy na takie praktyki?

Jakiś czas temu miałem przyjemność współpracować z firmą CyberRescue zajmującą się pomocą osobom, które padły ofiarą przestępców internetowych i  sztuczek takich, jak automatycznie odnawialna, płatna subskrypcja. Zapytałem ich, jak dużym problemem są takie sztuczki i z jakich źródeł najczęściej muszą takie subskrypcje usuwać.

Subskrypcje to jedno z najczęściej pojawiających się zgłoszeń w CyberRescue. Zwykle są one wynikiem podania danych karty np. w konkursie o iPhone za 2 złote lub na mało wiarygodnych portalach randkowych. Co gorsza zwykle są one całkowicie legalne – ale wykorzystują fałszywe reklamy i bardzo mały druczek, by nabrać ludzi do podania danych karty. Dane karty są podawane dalej i są załączane subskrypcje, które trudno jest wyłączyć. Takie sprawy mogą ciągnąć się miesiącami, co miesiąc inny podmiot może pobierać pieniądze i tylko wyzerowanie limitów, a dopiero potem zastrzeżenie karty może przerwać ten cykl.  Mogą to być duże kwoty, ale często są to też niewielkie opłaty, które trudno jest zauważyć w naszych codziennych wydatkach. Nasi specjaliści prowadzą listę takich podmiotów, by ostrzegać Klientów przed zagrożeniem subskrypcji

Weronika Bartczak, koordynator zespołu ds. cyberbezpieczeństwa CyberRescue

Ja rozumiem, że w wielu przypadkach takie subskrypcje mają rację bytu. Co miesiąc z mojego konta 20 zł pobiera Spotify, pobodnie jest z karnetem na siłownie. Jednak tutaj mówimy o sytuacji w której, pomimo tego, że czytałem umowę, nie wychwyciłem tego, że zapisuje się na darmowy trial. Co więcej, taki mail, patrząc na jego tytuł, miał pełne prawo do tego, by wylądować w spamie, gdzie nigdy bym go nie odczytał. I oczywiście – gdybym stracił pieniądze, byłaby to tylko i wyłącznie moja wina. Nie doczytałem regulaminu, nie sprawdziłem maila. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jeżeli chodzi o obciążanie klienta jakimikolwiek kosztami, to każda sytuacja w której taka subskrypcja jest schowana gdzieś w punkcie 15. ustępie 4. regulaminu, a nie wytłuszczona wielkimi literami z osobną zgodą klienta, jest próbą jej ukrycia.

Kiedy rozmawiałem o tym z kolegami z redakcji, ich odpowiedź była jedna – dobrze, że HTC przynajmniej o tym informuje. Są bowiem firmy, które nie bawią się w maile i po prostu pobierają z twojego konta pieniądze dopóki się nie zorientujesz. A kiedy już to zrobisz, zazwyczaj ciężko jest z odzyskaniem pieniędzy – w końcu zgodziłeś się na regulamin. Nie jestem jednak przekonany, że to, co jest powszechne, powinno być tym samym akceptowalne. Nie zdziwiłbym się, gdyby taki proceder dotyczył tylko firm-krzaków, ale niestety, z tego co wiem, zaczyna też dotykać dużych marek. A szkoda. Takie firmy mają bowiem do stracenia coś więcej niż tylko potencjalnego klienta, a mianowicie – swoją reputację.

Najlepszy przykład dlaczego tak jest to moja reakcja na wspomnianego powyżej maila. Nie bawiłem się w próby anulowania subskrypcji VIVE. Od razu usunąłem całe konto wraz ze wszystkimi jego składnikami. I wiem, że jest bardzo nikła, jeżeli nie zerowa szansa, że z własnej woli tam wrócę. Nie znam lepszego sposobu by oduczyć firmy takich praktyk.