16

Ten monitor ASUS z pewnością nie jest dla mnie. I… to dobrze o nim świadczy

Kiedy dowiedziałem się, że będę testował gamingowy monitor od ASUS-a - ROG Strix XG35VQ, pukałem się w czoło. Nie jestem przecież profesjonalnym gamerem, nie mam nawet takich zadatków i uważałem to za pomysł co najmniej... dziwny. Okazało się jednak, że z tym monitorem polubiłem się naprawdę mocno - ale i uznałem, że nie jest to sprzęt dla mnie. Zdecydowanie powinien trafić do nieco bardziej wymagającego użytkownika.

Gracza. Końcowe refleksje na temat tego urządzenia pozwalają mi stwierdzić, że ASUS ROG Strix XG35VQ najlepiej czuć będzie się w domu prawdziwego gracza – takiego, który nie szczędzi pieniędzy na najnowsze karty graficzne, nie widzi nic dziwnego w tym, by zakupić za jednym zamachem kilka nowiutkich tytułów jednocześnie, a wszędzie wozi ze sobą choćby mocarnego gamingowego laptopa. Dodatkowo – wszystko kręci się u niego właśnie wokół gier, jest prawdziwym zapaleńcem. Tak, taki gracz będzie z tego monitora naprawdę zadowolony.

ASUS ROG Strix XG35VQ – specyfikacja sprzętowa

Wymiary matrycy: 35” (88.98cm) 21:9 Ultra-wide Screen
Nasycenie kolorów: 100%(sRGB)
Typ panelu: VA
Rozdzielczość: 3440×1440
Plamka: 0.155mm
Display Viewing Area(HxV): 819.4 x 345.9 mm
Jasność (maks.): 300 cd/㎡
Typ: matowy
Kąty widzenia (CR≧10): 178°(H)/178°(V)
Czas reakcji: 4ms (Gray to Gray)
Wyświetlane kolory: 16,7milionów
Zakrzywienie: 1800R
Wejścia wideo: HDMI(v1.4), DisplayPort 1.2, HDMI(v2.0)
Wejścia audio: Mini-jack 3,5mm
Porty USB: 1 x Upstream, 3.0×2

Tak – mamy do czynienia z 35 – calowym monitorem dla graczy wyświetlającym obraz w rozdzielczości 3440×1440. Dzięki zastosowaniu niekoniecznie popularnego jeszcze typu stosunku długości do szerokości obrazu – 21:9 uzyskujemy ogromną kobyłę, której pudło przypomina raczej niemały telewizor multimedialny. Ale… ASUS ROG Strix XG35VQ bez problemu zmieści się nawet na niewielkim biurku. Sam miałem problem z tym, gdzie go ustawić – był to jednak problem nieco wyolbrzymiony. Nóżka, na której stoi urządzenie jest masywna i tylko na pozór zajmuje sporo miejsca. Można jednak ją ustawić w taki sposób, że urządzenie uda się upchnąć nawet na niewielkiej powierzchni. Warto zwrócić uwagę na niezłe możliwości regulacji – zarówno wysokości jak i nachylenia wyświetlacza. ASUS-a bezwzględnie muszę pochwalić za to, że monitor świetnie reguluje się co do wspomnianej wysokości – mechanizm działa bardzo lekko i wręcz intuicyjnie. W nóżce ponadto można znaleźć miejsce, dzięki któremu możecie zorganizować kable wpinane do monitora.

ASUS ROG Strix XG35VQ

Miejsce, w którym wpina się kable – HDMI, zasilania, USB i inne zostało wydzielone w tylnej części monitora – w taki sposób, że nie przeszkadza ono w ustawności samego urządzenia na biurku. W trakcie wpinania potrzebnego okablowania trzeba się trochę napocić, ale z reguły robi się to tylko raz, szczególnie w przypadku takiego monitora jak ten. Nie jest to więc wada, którą należy rozpatrywać w kategorii tych dużych.

Design monitora ASUS ROG Strix XG35VQ… powiem tak. Nie jest dla mnie. Lubię proste, nieudziwnione sprzęty charakteryzujące się prostym, eleganckim wyglądem. Futurystyczne elementy urządzenia ASUS ROG Strix XG35VQ nie rażą, nie są zbyt nachalne, ale… trzeba się do nich przyzwyczaić. Bodaj najbardziej ekstrawaganckimi wyróżnikami urządzenia jest owalne podświetlenie tylnej części monitora oraz… zestaw żarówek LED z zaślepką od dołu – w taki sposób, aby na biurku pojawiła się illuminacja przypominająca logo serii ASUS ROG. Mnie to nie było potrzebne, więc z tego nie korzystałem.


















Nawigacja po funkcjach monitora opiera się na obecności kilku przycisków funkcyjnych z lewej strony tylnej części monitora oraz jednego czerwonego manipulatora kierunkowego. Przyznam szczerze, że taka forma zmiany ustawień urządzenia niezwykle mi się spodobała i co ważne – jest bardzo intuicyjna. Ogrom funkcji może jednak porazić – jest to więc kolejny dowód na to, że jest to sprzęt wycelowany właśnie w graczy.

ASUS ROG Strix XG35VQ – jak się na tym… gra?

Najpierw jest dziwnie. Naprawdę – trzeba przyzwyczaić się do tego, że mamy do czynienia z naprawdę ogromnym monitorem, dodatkowo charakteryzującym się bardzo niepopularnym jak na razie aspect ratio. Mało tego, „dziwności” przydaje zakrzywienie na poziomie 1800R – dosłownie godzinę oswajałem się z zupełnie nowym środowiskiem, w którym musiałem zwyczajnie się odnaleźć.

Byłem zaskoczony nieco tym, że… ASUS ROG Strix XG35VQ nie oferuje głośnika, za pomocą którego można odtwarzać dźwięk. Użytkownik może być więc nieco zaskoczony tym, że po podłączeniu urządzenia brakuje zwyczajnie sfery audio. Rozmawiałem na ten temat z firmą ASUS i ta stwierdziła, że zwyczajnie zrezygnowała z umieszczania głośników w gamingowych monitorach, bo… te nie odpowiadały użytkowników. Jeżeli chcesz cieszyć się fajną warstwą audio w trakcie grania – zainwestuj w dobre głośniki lub słuchawki, nie ma przeproś.

Jednak już po godzinie od rozwalenia pierwszego wroga w Doomie, mogłem „na poważnie” oddać się przyjemności z rozwalania kolejnych nieumarłych. I tak oto z monitorem ASUS ROG Strix XG35VQ zaprzyjaźniłem się naprawdę mocno. Była to znajomość na tyle intensywna, że miałem wrażenie „zatapiania się” w obraz po pewnym czasie od uruchomienia gry – tytuły, które wcześniej uznawałem za nudne były dla mnie znacznie ciekawsze. Doceniałem ponadto świetne kąty widzenia, jasność oraz to jak ASUS ROG Strix XG35VQ radzi sobie z kolorami. Te nie są ani przesycone, ani wyblakłe – w sam raz. Czas reakcji to oczywiście klasa – miałem nieodparte wrażenie, że urządzenie reaguje znacznie żwawiej niż dwa monitory które mam w domu.

Próbowałem pracować na ASUS ROG Strix XG35VQ – jak mi poszło?

Tutaj byłem nie mniej zaskoczony! Pamiętajcie jednak o tym, by podpiąć urządzenie do portu HDMI 2.0 (lub DisplayPort), w innym wypadku nie skorzystacie z pełnej rozdzielczości – albo skorzystacie, jednak przy bardzo niskiej częstotliwości odświeżania.

Ogromne środowisko pracy spowodowało, że mogłem swobodnie pracować na dwóch oknach bez strat na treściach wyświetlanych w programach. To akurat bardzo przydaje się w mojej pracy – bardzo często w trakcie pisania trzeba korzystać z jednego lub więcej źródeł. Przełączanie się między oknami jest… słabe. Natomiast możliwość zorganizowania sobie pracy jest jak najbardziej potrzebna. Windows na całkiem słabym już ultrabooku dał sobie świetnie radę z tym monitorem – byłem naprawdę zadowolony z tego jak współpracuje on z użytkownikiem nawet w trakcie czynności, które nie są jego domeną. Typowo gamingowe „przygotowanie” tego monitora powoduje natomiast, że ASUS ROG Strix XG35VQ radzi sobie naprawdę świetnie nawet wtedy, gdy po prostu chcesz popracować. Nie zawiedzie Cię nawet w takim momencie, choć przyznam szczerze, że takie wykorzystanie owej maszyny jest co najmniej… marnotrawstwem jego możliwości.

Oglądanie filmów to naprawdę przyjemna czynność na tym monitorze – o ile korzystamy z treści przystosowanych do takiej rozdzielczości. Ale nawet te mniejsze ogląda się fajnie – mimo „czarnych pasów” na bokach. Rozmiar urządzenia i jego zakrzywienie nie przeszkadzają w odbiorze filmów, chociaż uważam, że i tak w takich scenariuszach lepszy będzie po prostu telewizor przeznaczony do takiego scenariusza użytkowania.

ASUS ROG Strix XG35VQ – czy warto?

Warto, jeżeli jesteś graczem. Tak jak napisałem wyżej – jeżeli potrzebujesz bezkompromisowego monitora do grania – będziesz niesamowicie zadowolony. Matowa matryca, świetny czas reakcji, mnogość portów oraz możliwości konfiguracji oraz regulacja w stopce: tego potrzebuje chyba każdy zapalony gracz. W innym wypadku – trudno mi jest polecić sprzęt, za który zapłacisz ok. 3500 złotych. Za tyle można już kupić średniej klasy laptopa z niemałym monitorem do pracy. A zatem, jeżeli nie grasz w gry, choćby na konsoli – nie interesuj się tym sprzętem.

Jednak gracz będzie naprawdę oczarowany tym urządzeniem. Najpierw uderzy rozmiarami, następnie skusi obrazem, na sam koniec wciągnie w rozgrywkę jak żaden inny wyświetlacz dotąd. ASUS ROG Strix XG35VQ polecam z czystym sercem graczom – mimo, że nim nie jestem.

Najlepsze recenzje na Antyweb. Sprawdź nasze testy redakcyjne!