11

ARM Holdings przejęty za 32 mld dolarów! To oni są odpowiedzialni za serce każdego smartfona

Brytyjski ARM Holdings projektujący chipy dla smartfonów, tabletów, IoT i innych mobilnych urządzeń został właśnie przejęty za astronomiczną kwotę 32 mld dolarów.

Nie każdy sobie zdaje sprawę z tego, że zastosowane w naszych smartfonach (i nie tylko) procesory to przede wszystkim zasługa ARM Holdings. Brytyjczycy zaprojektowali i stale rozwijają chipy ARM. To im zawdzięczamy rdzenie Cortex, architekturę Big.LITTLE, układy graficzne Mali i wiele, wiele innych technologii, o których piszemy codziennie na Antywebie. Sami jednak niczego nie produkują, udzielając licencji takim firmom, jak Qualcomm, Mediatek, Apple czy Samsung. To sprawia, że ARM Holdings nie generuje jakiś imponujących przychodów – w ubiegłym roku było to ok. 1 mld dolarów. W tym samym czasie na rynek trafiło 15 mld procesorów opartych na architekturze ARM. Robi ona obecnie furorę i znajduje zastosowanie w coraz to nowych segmentach rynku: smartfony, tablety, wearables, a wkrótce IoT czy gogle VR. Potencjał jest zatem ogromny.

Kim jest nowy właściciel? Softbank w Japonii jest trzecim co do wielkości operatorem komórkowym. Posiada jednak aktywa na całym świecie. Należy do niego działająca w USA sieć komórkowa Sprint. Posiada też 28 proc. udziałów w chińskiej Alibabie i ma w swoich rękach japońskie odnogi Yahoo oraz Vodafone’a. W ubiegłym miesiącu sprzedał natomiast za 8,6 mld dolarów studio Supercell będące autorem mobilnego hitu Clash of Clans. Japończycy otwarcie przyznają, że zakup ARM Holdings jest dla nich przede wszystkim podyktowany szybkim rozwojem segmentu IoT, gdzie chcą zarysować swoją obecność. Nie ukrywają przy tym, że to największa i jedna z najważniejszych transakcji w ich historii i kolejny etap transformacji firmy zgodny z przeobrażeniami na rynku IT.

Opiewająca na kwotę 32 mld dolarów transakcja będzie największą w historii sektora technologicznego w Europie. Za jedną akcję ARM Holdings nowy właściciel zapłaci 17 funtów, co jest kwotą aż o 43 proc. wyższą niż podczas ostatniego notowania. Pozytywnie zareagowali na to akcjonariusze, bo tuż po ogłoszeniu przejęcia ceny akcji brytyjskiego przedsiębiorstwa skoczyły o 45 proc. Przejęcie przyjęto zatem dość entuzjastycznie. Trudno się dziwić, SoftBank dotąd rozsądnie zarządzał swoimi aktywami, choć znajdują się w jego portfolio przypadki mocno nierentownych biznesów, jakim jest m.in. generująca spore straty sieć Sprint. Sam japoński koncern też jest pod kreską – jego dług wynosi 11,9 mld jenów (stan na koniec marca).

Warto zaznaczyć jednak, że zanim transakcja dojdzie do skutku, będzie musiał ją zaakceptować regulator rynku. A tu może już nie być tak kolorowo – dziś rano pisałem o nieudanym przejęciu norweskiej Opery przez chińskie konsorcjum, czego przyczyną był właśnie brak takiej zgody. Jeżeli wszystko dojdzie do skutku, siedziba ARM Holdings pozostanie w Cambridge. Sama firma również utrzyma swoją niezależność – oczywiście w stopniu umożliwiającym Japończykom realizację ich celów. Jest to szczególnie ważne, bo ARM posiada wiele umów z producentami procesorów na całym świecie. Nieostrożne działania na tym polu mogłyby odbić się dużym echem w całej branży.