72

Apple chyba głupieje w ubijaniu standardów. Kiedyś szło im dużo lepiej

Od pewnego czasu obserwuję to, co Apple robi z pewnymi standardami w świecie technologii. Niektórzy z Was pamiętają zapewne, że to właśnie dzięki Cupertino w większości laptopów na próżno szukać stacji dysków i choć na samym początku było to niezwykle szeroko krytykowane przez użytkowników, ostatecznie zostało zaakceptowane przez rynek i włączone do kanonu. Kolejne delecje w wykonaniu Apple nie wyglądają mi jednak tak dobrze, jak wspominane wyżej usunięcie stacji.

iPhone 7 i zabawa w usuwanie minijacka. W tej kwestii byłem skłonny przyznać Apple rację, o ile producent zdecydował się na zaprowadzenie do smartfona standardu – kodeku aptX, który w przypadku słuchawek bezprzewodowych eliminowałby straty na jakości z powodu wykorzystania tego interfejsu do przesyłu dźwięki w wysokiej jakości. Okazało się, że Apple „po cichaczu” zaprowadziło własny standard powiązany ze swoimi słuchawkami, które nie zostały ciepło przyjęte podczas ich premiery, przy okazji pozbawiając iPhone’a 7 minijacka. Słuchawki Bluetooth, zwłaszcza te droższe będą działać dobrze, ale nie rozwiną skrzydeł z powodu braku obsługi aptX. O ile Apple ma argumenty za tym, by jednak odsyłać do lamusa standardy, jest wszystko w porządku. Gorzej, gdy takowych nie ma.

W istocie, pozbycie się stacji dysków okazało się być w dłuższej perspektywie czasu korzystne. Płyty się rysowały, po jakimś czasie nie były zdatne do odtworzenia, a w przypadku komputerów przenośnych, zwyczajnie niewygodne. Powiększały ogólny ciężar urządzenia i zaoferowanie zewnętrznej stacji na „wszelki wypadek” było dobrym posunięciem. Nikt nikomu niczego nie zabrał, do niczego nie zmusił. Przejściówka to jednak co innego – smartfon jest urządzeniem, które jak najwięcej funkcji powinien nosić w sobie z urzędu. I tutaj, kompromis między ładowaniem urządzenia, a słuchaniem muzyki jest w wielu przypadkach nie do zaakceptowania. I to nie tylko moje przemyślenia, ale także osób, które iPhone’a 7 kupiły.

Apple

Dowiadujemy się coraz więcej o nowych Macbookach, te zostaną zaprezentowane już 27 października. I wiemy na pewno, że USB przejdzie na USB typu C, portów będzie jak na lekarstwo, a przyciski funkcyjne zostaną zastąpione przez panel OLED w wersji Pro. USB typu C to jeszcze nieosiadły na rynku standard, który owszem – jest wprowadzany w laptopach i smartfonach, ale jako rozwiązanie komplementarne, niewykluczające niczego. Apple natomiast chce iść z „kagankiem oświaty” oferując rozwiązanie jedyne, słuszne i konieczne. To nie jest dobra droga, gdy nie ma się dobrych argumentów za tym, by standardy wybiórczo uśmiercać.

Apple musi zrozumieć, że takie zmiany nie są w żaden sposób porównywalne do chociażby zamknięcia baterii w obudowie, z której wyciągnąć jej się w prosty sposób nie da. To także nie zrezygnowanie z przycisków fizycznych na rzecz tych całkowicie dodykowych. Brak interfejsów łączności przewodowej przy braku odpowiednich alternatyw doprowadzi, owszem do tego, że producenci będą ścigać się z czasem, by wypełnić lukę. Ale do tego czasu osoby, które komputer lub smartfon zakupiły albo będą tonąć w przejściówkach, albo zwyczajnie przyzwyczają się do ułomności urządzeń. Czy tak ma wyglądać „Think Different” od Apple? Ja go w takim układzie nie kupuję.

Grafika: 1