Apple

Zakładasz firmę z owocami w logo? Uważaj na pozew od Apple

Patryk Koncewicz
2

Apple jest niezwykle wyczulone na najdrobniejsze próby korzystania z ich znaków towarowych. Czujnym oczom prawników z Cupertino nie umknie żaden owoc 

Kiedy jesteś najbardziej rozpoznawalną marką technologiczną na świecie, musisz liczyć się z tym, że mniejsze podmioty będą czerpać z Twoich dokonań garściami. Inspirować się nie tylko rozwiązaniami sprzętowymi, ale także całą otoczką wizerunkowo-marketingową, która stanowi trzon sukcesu firmy. To, że Apple patentuje wszystko, co zdąży ledwie przemknąć przez głowę inżynierom, jest już w zasadzie normalnym zjawiskiem i całkiem zrozumiałym biorąc pod uwagę ogromną konkurencję. Jednak chorobliwej obsesji Apple na punkcie ich logo oraz nazwy nie sposób pojąć. Jeśli tylko spróbujesz podjąć próbę zarejestrowania znaku towarowego, opartego o owoce szypułkowe to nie miej złudzeń, Apple Cię znajdzie.

Przez 45 lat działalności firma wytoczyła procesy sądowe podmiotom kompletnie nieistotnym i w żaden sposób niepowiązanym ze światem technologii użytkowej. Ich logotypy luźno oparte na owocach, które kompletnie nie przypominały nadgryzionego jabłka (lub w ogóle jabłkami nie były) wzbudzały podejrzenia firmowych prawników i doprowadzały nierzadko do zakończenia działalności. Dlaczego Apple jest tak bardzo przewrażliwione?

Wielki Brat patrzy na Twój logotyp

Apple obsesyjnie monitoruje bazy urzędów towarowych, zacierając ręce za każdym razem, gdy którykolwiek z międzynarodowych podmiotów odważy się umieścić w swoim logotypie nazwę apple lub cokolwiek przypominającego jabłko.

Źródło: Depostiphotos

Gdy w 2019 roku Genevieve St. John założyła bloga na temat życia seksualnego i umieściła na nim logo rozciętego jabłka przypominającego kobiece genitalia, zderzyła się z 246 stronicowym pozwem od Apple. Krótko po rejestracji strony oraz logo w Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych hobbistyczny blog stał się powodem nie lada problemów. Producent iPhonów uznał, że autorka mogła splamić reputację Apple, które nie chce kojarzyć się z seksualnością i pornografią. Niedoszłą blogerkę nie było nawet stać na prawnika a projekt zakończył się zanim zdążył przynieść jakiekolwiek dochody.

Recepta na sukces jest prosta. Wybierz coś tak banalnego i tak powszechnego jak jabłko. Oprzyj na tym sukces i rozpoznawalność marki i gotowe. Teraz możesz ciągać po sądach blogerów, sklepy spożywcze, markety, serwisy telefonów, a nawet szkoły. Od 2019 do 2021 roku Apple złożyło 215 wniosków o łamanie praw autorskich logotypu, nazw firmy lub tytułów produktów. Dla porównania łączna liczba szacowanych pozwów ze strony Microsoftu, Amazona, Facebooka i Google wyniosła w tym samym okresie 136 wniosków. Apple nie ma żadnej litości nawet dla placówek oświatowych, które nie stanowią dla nich przecież żadnej konkurencji.

W 2008 roku gigant z Cupertino doczepił się do kanadyjskiej placówki Victoria School of Business and Technology. Powód? Zgadliście, logo przypominające jabłko. Choć nie nadgryzione, to wciąż jabłko! Według prawników Apple podobieństwo do owocu wykorzystywanego w logo marki sugeruje, że firma patronuje i wspiera placówkę. Szkoła dzielnie walczyła w sądach przez niemalże trzy lata. Apple stosuje jednak taktykę na wyniszczenie. Ciężko konkurować z firmą wartą 3 biliony dolarów. Sprawa zakończyła się ugodą i porzuceniem przez szkołę dotychczasowego loga.

Apple nie wojuje tylko na amerykańskim rynku. Co ciekawe historia ta ma także polskie akcenty. Na celowniku firmy znalazła się polska spółka A.PL. Domyślacie się już, o co chodzi? Prawda, że literowane „apl” brzmi jak Apple i wykorzystuje renomę nazwy największej firmy technologicznej? Wiem, że nie, ale Apple musiało coś wymyślić. Polski Urząd Patentowy nie przyznał amerykanom racji, dlatego prawnicy uderzyli ponownie. Tym razem w logo należące do tej samej spółki fresh24.pl

Zielony okrąg co prawda nie przypomina kształtem jabłka no ale jakby nie patrzeć jest zielony i co najważniejsze, listek skierowany jest w prawą stronę. Tej zniewagi Apple popuścić nie mogło, więc złożyło wniosek o unieważnienie spornego znaku. Niestety i tym razem akcja zakończyła się porażką, a logo firmy do dziś posiada status zarejestrowanego w polskiej bazie Urzędu Patentowego.

Jabłko czy gruszka co to za różnica

Jabłka to jednak za mało. Istnieją wszakże owoce, które jabłkami nie są, ale poniekąd je przypominają. Tak jak gruszka. Owoc ten także działa na Apple niczym płachta na byka. W 2020 roku głośno było o sprawie pozwu wymierzonego w startup Prepear tworzący aplikację do planowania i przygotowywania posiłków. Sprawa stała się dość medialna z uwagi na fakt, że w logo startupu znalazła się… gruszka. I to gruszka, która za nic w świecie loga Apple nie przypominała.

Zaledwie pięcioosobowy zespół Prepear zapisał się w historii jako dzielna grupa pasjonatów walcząca z przytłaczającą opresją wielkiej korporacji. Oburzeni internauci grzmieli, że przecież Apple nie może mieć monopolu na owocowe loga, a opresyjna postawa prawników nijak się ma do przyjaznego wizerunku, który próbuje kreować Apple. W celu nagłośnienia sprawy powstała nawet internetowa petycja, podpisana przez prawie 270 tysięcy zaangażowanych obrońców Prepear. Ostatecznie Apple uległo, jednak nie obyło się bez ostatniego słowa. Wymogiem kompromisu była zmiana listka gruszki z obłego na bardziej ścięty. No cóż, zawsze coś.

Źródło: 9to5mac

To druga gruszkowa potyczka, która zakończyła się porażką Apple. W 2014 roku firma PEAR złożyła do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej wniosek o zarejestrowanie znaku towarowego gruszki złożonej z czarnych elementów. Apple natychmiast ogłosiło sprzeciw, twierdząc, że gruszka zbytnio przypomina logo nadgryzionego jabłka. Urząd w dwóch pierwszych instancjach przyznał Apple racje, jednak PEAR odwołał się do Sądu UE, gdzie ostatecznie stwierdzono wizualną odmienność.

Nie ma reguły, kogo Apple zaatakuje. Firmowi prawnicy celują zarówno w niewielkie startupy jak i w wielkie koncerny. Wytaczają pozwy przeciwko technologicznej konkurencji i kompletnie niepowiązanych podmiotom, o skrajnie odmiennej charakterystyce działalności. Nie ważne czy w logo masz jabłko, czy gruszkę. Jeśli Apple uzna, że nazwa, kształt lub kolor mogą jakkolwiek kojarzyć się ze słynnym nadgryzionym owocem, to możesz spodziewać się sądowej batalii.

A co na ten temat mówi samo Apple? Rzecznik firmy – Josh Rosenstock – krytyczne głosy co do polityki praw autorskich skwitował tym, że to prawo „wymaga” od przedsiębiorstwa walki o ochronę znaków towarowych za każdym razem gdy pojawi się podejrzenie ich naruszenia. Ponadto Apple uważa, że zwykły konsument nie jest w stanie rozróżnić faktycznego pokrewieństwa między firmami.  Siła marki może zostać przez to osłabiona. Brzmi to po prostu tak, jakby Apple miało klientów za idiotów. Należy im łopatologicznie rozjaśnić, która marka do Apple należy, a która nie.

Dawniej ten proceder nie był aż tak agresywny. Przed 2000 rokiem firma zgłaszała rocznie zaledwie garstkę pozwów o łamanie praw autorskich. Co ciekawe samemu będąc też pozywaną. W 1978 roku korporacja multimedialna Apple Corps. pozwała Apple za naruszenie znaku towarowego, rozpoczynając serię wieloletnich sporów prawnych. Być może było to zjawisko, które uświadomiło tęgim głowom z Cupertino, jak wielki potencjał drzemie sądowych bataliach. Postawa Apple zahacza o bezlitosną i chciwą, jednak jakby nie patrzeć to właśnie poniekąd dzięki niej marka stała się niekwestionowaną potęgą branży technologicznej, tworząc wizerunek firmy, z którą lepiej nie zadzierać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu