59

Apple popełnia błędy, które niegdyś Steve Jobs wypomniał konkurencji

Przeglądając recenzje iPhone’a SE (2020) oraz sekcję komentarzy nietrudno zauważyć niezadowolenie użytkowników z kompromisów, jakie pociąga za sobą niewielka przekątna ekranu. Jednak, czy aby na pewno to ona stanowi problem?

We wciąż świeżej recenzji iPhone’a SE (2020) autorstwa Kamila Świtalskiego mogliście poczytać o zaletach oraz o wadach nowego, a zarazem starego produktu spod znaku Apple. Moją uwagę zwrócił pewien fragment, który posłużył za inspirację dla powstania niniejszego tekstu, cyt. „[…] Na minus — kwestia ekranowej klawiatury, która wydaje się na tych niespełna pięciu calach miniaturowa… i jeszcze trudniej trafić mi na niej w odpowiednie literki.”.

Design is not just what it looks and feels like. Design is how it works.

Steve Jobs powiedział niegdyś, iż design nie określa jak coś wygląda. Design określa jak to działa. W mojej opinii słowa te świetnie pasują do wspomnianej recenzji iPhone’a SE.

Wiele osób uważa, że design odnosi się wyłącznie do aspektów wizualnych oraz obranego kierunku artystycznego. Jest to dość mylne przekonanie, ponieważ design obejmuje również szeroko pojęte User Experience, a więc całość wrażeń płynących z używania systemów oraz oprogramowania. Oznacza to, iż subiektywne pojęcie piękna oraz rozróżnienie między „dobrym”, a „złym” wyglądem schodzą na drugi plan, a uwagę zyskuje również wygoda i intuicyjność obsługi idące w parze z praktycznością i użytecznością.

Steve Jobs to rozumiał i otwarcie przyznał to podczas jednej z prezentacji produktów firmy z Cupertino. Niestety, obecne Apple zdaje się tego nie rozumieć i odchodzić od podejścia ś.p. Jobsa. Rzecz w tym, że gdy osoby odpowiedzialne za wygląd zyskują decydujący głos, to cierpi użyteczność i wygoda. Świetnie widać to zarówno świecie mody, jak i w świecie technologii.

Projektanci Apple mają tendencję do unikania ostrych kątów oraz kształtów, co objawia się zarówno w projekcie urządzeń, jak i oprogramowania.

Zaokrąglone rogi ekranu, zaokrąglone rogi ekranu, zaokrąglone przyciski wewnątrz aplikacji oraz ustawień systemowych. Raczej nie jest ciężko zauważyć tu pewien schemat. Takie podejście zdecydowanie może się podobać, jednak może również prowadzić do powstania licznych – często zupełnie niepotrzebnych – problemów, które negatywnie wpływają na pozostałe aspekty UX. Nieźle obrazuje to klawiatura QuickType (domyślna klawiatura na mobilnych urządzeniach Apple), która ukazuje, jak pogoń za pięknem może negatywnie wpływać na komfort pisania.

Piękno jest bardzo subiektywną cechą powiązaną z gustem danej osoby, a – jak powszechnie wiadomo – o gustach się nie dyskutuje. Dyskutować można jednak o układzie przycisków, zaokrąglonych krawędziach oraz o niemałej ilości pustej przestrzeni między nimi. To moja subiektywna opinia – a wspomniana we wstępie recenzja Kamila świetnie ją potwierdza – ale przedłożenie piękna nad użyteczność sprawia, iż łatwiej o popełnianie błędów niezależnie od rozmiaru ekranu. Z pomocą przychodzi pisanie za pomocą maźnięć, lecz nie rozwiązuje ono w żaden sposób wspomnianego problemu. Nie rozwiązują go również klawiatury firm trzecich, które powielają błędy Apple, zamiast starać się je eliminować. W kontekście słów ś.p. Jobsa oznacza to, iż zarówno firma z Cupertino, jak i firmy trzecie nie rozumieją znaczenia designu w ujęciu całościowym. A może nawet rozumieją, jednak pomijają to w rozwoju oprogramowania. W końcu nie od dziś wiadomo, że kupuje się oczami. Na materiałach reklamowych łatwiej ukazać ładne ikonki niż wygodne narzędzia, choć zdarzają się odstępstwa od tej reguły.

Świetnie rozumiał to Microsoft, który w mojej opinii kontynuował – choć w bardzo wąskim zakresie – wizję Jobsa. Gigant z Redmond ma na koncie wiele eksperymentów i równie wiele porażek. Wśród wygaszonych już projektów jest Windows 10 Mobile. Choć nie cieszył się on dużą popularnością, tak mógł się pochwalić gronem zapalonych fanów, czyli w sumie podobnie jak pozostałe dwa obozy. Jednakże Microsoft zdołał osiągnąć pozornie nieosiągalne – połączenie łatwości, wygodny i intuicyjności obsługi z funkcjonalnością. Oczywiście nieco ucierpiał na tym wygląd systemu i oprogramowania, jednak w mojej opinii jest to cena, którą warto zapłacić, zwłaszcza że wydobycie piękna z mobilnej wersji Windowsa nie stanowiło większego wyzwania.

Sukces Microsoftu widać w wielu aspektach, jednak chciałbym skupić się na jednym – na klawiaturze ekranowej.

Różnice względem klawiatury QuickType widoczne są gołym okiem, bowiem zamiast delikatnych kształtów i krągłości, mamy tutaj do czynienia z mnogością ostrych rogów i kątów prostych, a wolna przestrzeń jest w pełni zagospodarowana. Różni się również nieco układ klawiszy oraz rozmiar samej klawiatury. Ta surowość z pewnością może powodować drobne zniesmaczenie, jednak wynagradza to użytecznością, gdyż znacznie trudniej o popełnienie literówki, zwłaszcza podczas pisania jedną ręką.

Z tego powodu uważam, iż klawiatura z Windows Phone 8.1 oraz Windows 10 Mobile to najlepsza klawiatura ekranowa, jaka pojawiła się na urządzeniach mobilnych i wiem, iż nie jestem w tym przekonaniu odosobniony. Mobilny Windows stawiał na wygodę i intuicyjność, z czym Microsoft zdołał sobie poradzić. W efekcie pisząc na niej niemal zawsze trafiałem we właściwy klawisz, a błędy były rzadkością. W przypadku klawiatury QuickType, a także zamienników w postaci Gboard, SwiftKey, Hanx Writer i innych propozycji, częste literówki stały się dla mnie nieodłącznym elementem pisania. I niewiele zdaje się pomagać większa przekątna, ponieważ nawet na iPhone’ie 6,5″ popełniam znacznie więcej błędów niż na Lumiach 830 oraz 930, które mają przekątną 5″.

And the problem is that they’re not so smart and they’re not so easy to use

W trakcie prezentacji pierwszego iPhone’a, która odbyła się w 2007 roku Steve Jobs nie omieszkał nawiązać do urządzeń postrzeganych jako smartfony. Stwierdził wtedy, iż dostępne na ówczesnym rynku smartfony nie były ani inteligentne, ani łatwe w obsłudze. I w moim mniemaniu słowa te świetnie pasują do obecnych produktów Apple, firmy, której filozofia ma wielu zwolenników i równie liczne grono zagorzałych przeciwników.

Swoje spostrzeżenia względem iOS-a opisałem w niedawnym tekście, więc zamiast przytaczać podobne argumenty chciałbym spojrzeć na temat nieco szerzej.

Jest to istotne, więc powtórzmy to raz jeszcze – gdy osoby odpowiedzialne za wygląd zyskują decydujący głos, to cierpi użyteczność i wygoda. Zwłaszcza ostatni aspekt był wyraźnie podkreślany podczas prezentacji iOS-a, który miał być wygodnym i intuicyjnym systemem otwierającym przed użytkownikami nieznane dotąd możliwości. Niestety, jak pokazuje upływ lat, obrane pojęcie łatwości obsługi nie radzi sobie w zderzeniu z rosnącym zapotrzebowaniem na użyteczne i wygodne rozwiązania. W efekcie iOS świetnie wpisuje się w słowa Jobsa, które wtedy skierowane były w stronę urządzeń innych producentów.

Początkowo iPhone podążał jasną drogą, gdzie wygoda i użyteczność grały pierwsze skrzypce. Sytuacja uległa zmianie wraz z chęcią dogonienia wizji promowanej przez producentów urządzeń z zielonym robotem na pokładzie oraz z oddaniem Jonathanowi Ive większego pola do popisu.

Urządzenia spod jego pióra promowały lekkość oraz cienkość, co pociągało za sobą szereg kompromisów, zwłaszcza w kontekście pojemności baterii. Z czasem dostrzegli to również użytkownicy, którym daleko było od zadowolenia z czasu pracy na pojedynczym ładowaniu modeli z ekranami 4,7”. Podobne kompromisy oraz priorytetyzowanie wyglądu widać również w przypadku systemu operacyjnego, który jest, cytując Jobsa „not so smart, and not so easy to use”.

Obecny iOS jest pełen widzialnych oraz niewidzialnych ścian oraz inwazyjnych i irytujących elementów. Pozwolę sobie opisać to nieco na około, bowiem poprzez analogię do Elementary OS (dystrybucji opartej na jądrze Linuksa), która wg mnie trafnie opisuje obecną ścieżkę Apple. Oczywiście ocenę trafności mojego nawiązania pozostawiam Waszej opinii. Jak już wspomniałem, Elementary OS jest popularną dystrybucją opartą na jądrze Linuksa. Często pojawia się w kontekście estetycznych, dobrze prezentujących się systemów operacyjnych. Jest to również świetny przykład systemu, który cierpi przez oddanie władzy w ręce zespołu artystów. Pogoń za pięknem i dążenie do odkrycia jego sekretów prowadzi do ogromnych kompromisów funkcjonalnych oraz straty na wygodzie obsługi. W efekcie użytkownik musi szukać zewnętrznego oprogramowania do naprawienia zaskakująco wręcz nietrafionych decyzji twórców, jak chociażby brak przycisków do minimalizacji oraz maksymalizacji okna programu.

Jednak pod pewnymi względami iOS jest całkiem intuicyjny, np. w kwestii folderów na pulpicie. W przypadku Androida układ ikon wewnątrz folderu jest inny na pulpicie i inny w samym folderze. Na iOS-ie taki problem nie występuje, ponieważ różnicą jest jedynie rozmiar samego folderu, cała reszta pozostaje bez zmian.

Rozmiar nie musi być problemem, jeśli podejście jest dobre

Wiele osób argumentuje, iż większa przekątna ekranu przekłada się na wyższy komfort pracy oraz konsumpcji treści. Wg mnie nie jest to regułą, gdyż równie ważny (jeśli nie ważniejszy) jest projekt samego systemu oraz oprogramowania. Właściwie zaprojektowana aplikacja świetnie sprawdzi się zarówno na małym, jak i na dużym ekranie. Zaprojektowana nieprawidłowo będzie zniechęcać do siebie użytkownika, czego przykładem są aplikacje z iOS-a, których nie przystosowano pod specyfikę iPadów, przez co są niemal bezużyteczne.