58

Apple Keynote w oczach macusera marudy: zaskakująco dobrze, ale…

Nie wiem jak Wy, ale ja od dłuższego czasu mam problem z prezentacjami Apple. Poza Craigiem Federighim większość występujących ludzi jest najczęściej drętwa, a nowości, szczególnie z zakresu macOS przyprawiają mnie bardziej o ból głowy, niż ekscytację. Tym razem Apple udało się zrobić emocjonujące show, prawie dorównujące tym prowadzonym przez Steva Jobsa. Pokazano sporo ciekawych rzeczy i odpalono wyczekiwaną bombę z ARM, ale nie rozwiano moich największych obaw, szczególnie odnośnie do przyszłości Maka.

Realizacja

Jak już napisałem na wstępie, niektórzy ludzie nie nadają się do wystąpień na żywo, a właściwie większość ma z tym problem i przymusowa realizacja reżyserowana wyszła wszystkim na dobre. Otrzymaliśmy sporo ciekawych ujęć Apple Park i laboratoriów Apple i w efekcie, pomimo sporej długości, oglądało się to z ciekawością.

iPhone zapatrzony w Lumię?

Zmiany w iPhone są chyba najbardziej ekscytujące i pożądane. Martwy ekran główny iPhone’a i niezbyt sensowne widgety odchodzą w niepamięć, a ich połączenia (pomimo pozostawienie też osobnych ekranów) powinny pozwolić w końcu na „zarządzanie” przy pomocy UI znane wszystkim użytkownikom Windows Mobile.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to nie rozumiem, dlaczego zostawiono opisy aplikacji pod ikonami, zamiast umieścić ją w jej obrębie, tak jak choćby jest to zrobione w przyciskach aplikacji Home. Powoduje to niepotrzebną stratę miejsca, ale ogólnie ta zmiana, plus kontekstowe grupy aplikacji App Library powinny bardzo pomóc w efektywnym używaniu iPhone’a.

Pozytywne zmiany czekają Wiadomości, tutaj też postawiono na efektywność, a nie efektowność. Nie obyło się bez gadki o Memoji, ale tylko jako dodatku do zmian poprawiających ergonomię całej aplikacji. W tym duchu odbieram też AppClip, które powinny bardzo przyśpieszyć wykonywanie różnych czynności w terenie, choć tu oczywiście trzeba poczekać z oceną, w jaki sposób to zaimplementowano.

Pełną listę zmian w iOS znajdziecie w szczegółowym artykule Konrada.

iPadOS, znów jakby trochę podglądano Microsoft…

iPadOS dostał w sumie niewiele czasu ekranowego, jak na ostatnie standardy Apple, a zmiany są w sumie ciekawe. Boczna belka w aplikacjach powinna poprawić czytelność i nawigację wielu, szczególnie produktywnych aplikacji. Niepokoi jednocześnie brak informacji na temat poprawienia aplikacji Pliki. Ta kwestia w iPadOS kuleje i to bardzo i brak zmian może przyćmić efekt nowości.

Zdecydowanie na plus wyglądają zmiany opcji wyszukiwania, która przypomina teraz bardziej to, co znamy z macOS. Zdecydowanie najciekawiej wyglądają nowe możliwości jakie daje nam Pencil i obsługa tekstu odręcznego. Wygląda to podobnie do tego, co stara się zaimplementować w Windows 10 Microsoft, ale… sprawia lepsze i bardziej spójne wrażenie. Co więcej, efekty takie jak zmiana elementów rysowanych na figury, robiona na poziomie systemu, zapewne będzie skutkowała tym, że deweloperzy w prosty sposób będą mogli zaimplementować tę funkcjonalność w swoich aplikacjach. Myślę, że jeśli wszystko w iPadOS będzie działało tak płynnie jak na prezentacji, w Seattle będą mieli niezłego kaca.

Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, zajrzyjcie do tekstu Kamila.

WatchOS – ewolucja

System operacyjny zegarków rozwija się swoim tempem i robi to dobrze. Funkcję nadzorowania snu wyglądają na przemyślane, sposób komunikacji z użytkownikiem takoż. Funkcja mycia rąk to trochę koronamarketing, ale z drugiej strony, może faktycznie nie każdy się pilnuje pod tym względem? Reszta nowości to ewolucja tego co znamy.

Kompleksowo watchOS-a opisał Dawid.

Apple i świat TV

W tym dziale moją uwagę przykuł głównie trailer „Fundacji”, co do którego mam mieszane uczucia. Klimat, montaż, muzyka robią wrażenie, aczkolwiek styl wykreowanego świata przypomina mi za bardzo „Gwiezdne wojny”. Chyba wolałby coś bardziej naturalistycznego, w stylu przybrudzonego obrazu znanego z „Obcych”.

Bezpieczeństwo i prywatność

Krótko i na temat, ewolucja dobrego kierunku obranego już dawno w Apple. Dla wielu osób wady ekosystemu Apple będą mniej ważne od tego, że firma dba o to, aby rzeczy prywatne takimi pozostały. Owszem, Apple zdarzają się wpadki, ale wynikają z błędów jakościowych, a nie „systemowych”.

macOS Big Sur

To czego obawiałem się najbardziej, chyba nie nadeszło. MacOS dla Intela nie został odstawiony na poziomie Cataliny na boczny tor, a macOS dla ARM nie jest tylko nadbudówką na iOS. Nie mniej jest szereg zmian które bardzo mi się nie podobają. Po pierwsze, zmiany w interfejsie są według mnie brzydkie, a co gorsza większość z nich nie wykorzystuje ekranu efektywnie. Większość elementów jest tak duża, jakby Big Sur miał oferować też obsługę dotykiem. Poza tym zaokrąglenia wyskakujących menu górnej belki wyglądają źle, a całość jest jeszcze bardziej cukierkowa niż po zmianach zaserwowanych w 10.10.

Jeszcze gorszą wiadomością są nowe, systemowe aplikacje typu Catalyst, które Apple promuje kosztem natywnych. To sugeruje, że w wersji na ARM, to właśnie takie aplikacje będą standardem, będąc portowane wprost z iPadOS. Tak naprawdę więcej o samej konstrukcji systemów będzie można dowiedzieć się, po przejrzeniu dokumentacji i zaglądnięciu pod maskę pierwszych bet. Różnice pomiędzy wersją Intel i ARM, zapewne będą dość duże. Nie wiadomo, czy w Big Sur na Intelu będzie dało się uruchomić programy oparte na OpenCL i OpenGL, czy Metal będzie już wymagany w 100%.

Szczegóły i masę zrzutów obejrzycie w artykule Kamila.

Przejście na ARM

Oczywiście najbardziej wyczekiwaną informacją było przejście na własne procesory w architekturze ARM. Widać, że Apple bardzo mocno przygotowało się na ten krok, współpracując ściśle z Microsoftem i Adobe. Pokazano także nową Rosettę i narzędzia do wirtualizacji, co powinno uspokoić wiele osób dziś korzystających z uniwersalności Maka na Intelu. Deweloperskie Mac Mini z A12X pozwolą już niedługo ocenić potencjał, jaki ARM oferuje  dla macOS. Jeśli natywne oprogramowanie, na tym niededykowanym dla desktopów procesorze da radę, Apple powinno rozbić bank, a Intel szukać psychologa.

Zaprezentowano kilka programów działających zarówno na Roseccie, jak i wirtualizowanych. Z jednej strony robiło to niezłe wrażenie, szczególnie Maya, z drugiej, to malutkie fragmenty, które mogą zakłamywać rzeczywistość. Demo gry działało płynnie, ale w 1920 x 1080, a jakość grafiki raczej nie była ustawiona „wysoko”. Nie mniej, całość wygląda lepiej, niż można było się spodziewać, a natywne aplikacje od Microsoftu i Adobe (i oczywiście Apple) powinny uspokoić wielu klientów Pro.

Na co się trzeba przygotować w związku z tym przejściem? Dowiecie się z artykułu Kamila.

Jakość? Nic nie słyszałem…

Niestety w czasie keynote nie padło ani jedno słowo na temat jakości oprogramowania. Jak wiedzą wszyscy użytkownicy ostatnich systemów nie jest pod tym względem najlepiej. Wiele osób miało nadzieję, że w tym roku nie będzie rewolucji, a polerowanie i usuwanie błędów. Jak widać z powyższego opisu, tak nie będzie. Nowości wysypują się z każdego kąta i trochę strach pomyśleć, co może się dziać po ich wejściu na rynek.

Podsumowanie

Jeśli miałbym jakoś podsumować całość, to jest dużo lepiej niż się spodziewałem, choć zmiany w UI macOS mnie smucą. Oczywiście to ocena bardzo powierzchowna, którą realne testy wszystkich zaprezentowanych produktów mogą zmienić, i to w obu kierunkach. Mimo wszystko na tę chwilę największym wygranym Keynot jest iOS, który o tego typu zmiany prosił się od lat. Myślę, że w połączeniu z nowymi iPhonami 12 będzie prawdziwym kłopotem dla androidowej konkurencji. Teraz pozostaje tylko czekać, jak to wszystko zostanie spięte i czy przy tak dużych zmianach Apple da radę poprawić stabilność swojego oprogramowania, z którą ostatnio nie było najlepiej.