4

I nagle wróciłem do mobilnych gier. Po kilku latach. Wystarczył abonament

Grywacie na smartfonach? Jeśli tak, to jakie to są gry? Nieskomplikowane, lekkie i przyjemne, czy może bardziej zaawansowane i wymagające tytuły, które wciągają Was na długie godziny zamiast zapełnić tylko czas oczekiwania w kolejce? Nie należałem do żadnej z tych grup, ale teraz w wolnym czasie sięgam po telefon i zdarza mi się dłużej popykać. Dlaczego?

Uwaga, bo teraz wymienię gry, które wspominam najlepiej: Angry Birds, Medieval, Flight Control, FIFA (różne odsłony), Driver i Tony Hawk’s Pro Skater 2. Ostatnie dwa tytuły to mobilny pówrót klasyków, które ogrywałem na peceta, a które dziś dostępne są tylko na urządzeniach z iOS 6 (sprzed siedmiu lat), więc oczywiście, że zatrzymałem iPhone’a 3GS dla siebie w tym celu. Wraz z upływem czasu, coraz rzadziej zdarzało mi się jednak grać w cokolwiek. Najczęściej były to jednorazowe zrywy przy premierach takich gier jak chociażby Football Manager dla iPada czy ROME Total War, ale jak widzicie, w tym przypadkach także miałem do czynienia z grami, które już niejako znam i/lub w nie grałem gdzie indziej. Szukanie i sprawdzanie mobilnych gierek, które mogłyby mnie zainteresować, zupełnie mnie przerosło. Owszem, niektóre serwisy, jak nasz AntyApps.pl, zajmują się tym na co dzień, ale dość rzadko mój gust pokrywał się z ogólnym nurtem i nawet te największe i najgorętsze hity najczęściej mnie kompletnie nudziły.

Nie podoba się? To usuwam i pobieram kolejną grę

I nie zrozumcie mnie źle, przy premierze Apple Arcade nie doszło do cudu i moje upodobania nagle nie uległy zmianie, gdyż nadal sięgam tylko po kilka konkretnych gier. Ale to, co faktycznie się zmieniło, to świadomość i moje podejście. Mimo, że spora część gierek jest dostępna za darmo, to nie brakowało tych tytułów, za które musiałbym zapłacić, by móc w nie zagrać. To oczywiście żaden problem, co udowadnia zebrana przez lata kolekcja w App Store w sekcji Kupione, lecz zorientowałem się, że wydane pieniądze nie zawsze przekładały się na współmierną ilość frajdy.

Polecamy: Recenzja iOS 13. Twój iPhone podziękuję ci za aktualizację

To zupełnie jak z filmami, serialami i muzyką. Możemy kupować pojedyncze tytuły – na wydaniach fizycznych czy w postaci cyfrowej – ale jeden czy kilka nietrafionych wydatków potrafi zniechęcić. Dokładnie to spotkało mnie w kwestii mobilnych gier i dość uniwersalne rozwiązanie, jakim jest Apple Arcade, dopiero tę zaporę przełamało. Pierwszy miesiąc jest oczywiście darmowy, więc nie ponosząc żadnego kosztu zdecydowałem się sprawdzić, czy znajdzie się tam coś dla mnie. Ponad 100 gier w ramach pojedynczej opłaty 24,99 zł wypada całkiem nieźle, a na moim iPhonie już wylądowały trzy tytuły do sprawdzenia: Skate City, Jenny LeClue i Overland. Nic wielkiego, mogłoby się wydawać, ale nareszcie pojawił się impuls, który pchnął mnie ku takiemu rodzajowi relaksu.

Wszystko na abonament. Teraz gry w Apple Arcade

Jak długo będę miał ochotę pogrywać na telefonie? Tego nie wiem. Jakie gry będą pojawiać się w Apple Arcade w przyszłości? Tego też nie wiem, ale skoro zestawienie deweloperów zaangażowanych w tworzenie gier dla Apple Arcade (w pewnym stopniu na wyłączność) jest tak obfite, to raczej nie ma co się martwić o przyszłość usługi. Dzięki Netfliksowi oglądam więcej. Dzięki Spotify słucham więcej. Dzięki Apple Arcade będę grał więcej? Jak na razie entuzjazmu i zapału mi nie brakuje. Gdy jedna z pobranych gier mi nie odpowiada, będę sięgał po inne. Nie patrząc na cenę.

To nie magia Apple. To magia subskrypcji. Już niemal wszystko jest na abonament.