8

Opowiem Wam o gorylu, który w rytmie jazzu uciekał z laboratorium

Wiem, że wiele tracę skupiając się przede wszystkim na większych grach i niejako ingerujac mniejsze produkcje (tak zwane indyki). Trafiam jednak czasem na naprawdę udane rzeczy i taką bez wątpienia jest Ape Out.

Prawie jak Hotline Miami

Bardzo lubię Hotline Miami i generalnie chętnie wracam do tego gatunku gier. Widok z góry, pistolety, karabiny, sporo akcji – wczoraj kupiłem na przykład, w promocji na PS4, The Hong Kong Massacre. Grałem też ostatnio w Ape Out, które mimo braku broni palnej, zupełnie innemu stylowi graficznemu i dźwiękowemu można śmiało obok Hotline Miami postawić. Na jednej półce z napisem – „świetne, dynamiczne produkcje z widokiem z lotu ptaka”.

W opisywanej produkcji wcielamy się w goryla uciekającego z jakiegoś ośrodka badawczego. Na naszej drodze stają jednak uzbrojeni strażnicy i tu opcje mamy w sumie dwie. Możemy walczyć lub spróbować się przemknąć, nie jest bowiem istotne wyeliminowanie wszystkich przeciwników, ale bezpieczne dotarcie do wyjścia z danego poziomu. Nasz goryl to niezły gagatek – jest szybki, zwinny, bardzo silny i jest w stanie przyjąć kilka kulek, wtedy jednak będzie się za nim ciągnął ślad krwi. Tak czy inaczej warto uważać.

Bohater potrafi uderzać, ale i łapać, co w zasadzie już po chwili będziecie musieli wykorzystać. I tu pojawi się konieczność nauki zależności – co się stanie gdy złapiecie strażnika z karabinem maszynowym? Czy będzie tylko żywą tarczą, czy może jednak jego broń zrani w jakiś sposób jegomości w okolicy? Gra na pierwszy rzut oka wydaje się prosta, szybko jednak burzy to wrażenie, momentami bywa bowiem wręcz szalenie wymagająca i zwyczajnie bardzo trudna. Szczególnie, że po zgodnie poziomy generowane są  od nowa i strażnicy pojawiają się często w innych miejscach – nie da się więc zaplanować ścieżki od początku do końca i trzeba improwizować w czasie rzeczywistym. To na pewno dodaje emocji podczas zabawy.

Patrząc na Ape Out o Hotline Miami wspominam z jeszcze jednego powodu i jest nim ścieżka dźwiękowa. Zupełnie inna, ale tak samo ważna dla odbioru gry. „Procedural & Reactive Music System” to duża baza sampli, a my podczas grania jesteśmy w pewnym sensie kompozytorem, bowiem podkład muzyczny dostosowuje się do tego, co dzieje się na ekranie. Kiedy więc na przykład zabijemy przeciwnika, usłyszymy uderzenie w perkusyjny talerz. Załóżcie słuchawki na uszy, włączcie Ape Out, to naprawdę działa. Pomysł świetnie sprawdza się z muzyce często stawiającej na improwizację, a taką bez wątpienia jest jazz.

Jednocześnie Ape Out jest bardzo skromna wizualnie, ale fajnie wpisuje się to w całą „opowieść”, specyficzna oprawa nadaje klimatu, fajnie spina się z muzyką, kojarząc się ze starymi plakatami, przenosi trochę do przeszłości. Nie jest to gra dla wszystkich, bo i poziom trudności odstraszy wiele osób, ale byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony Ape Out i będę chętnie do niej wracał. Ja akurat ogrywałem wersję na Nintendo Switch, ale tytuł kupicie również na PC.

Ocena: 8/10