95

Anulowałem subskrypcje Netflixa, aby sprawdzić co się stanie

Nie, nie będzie tu wpisu o obrażaniu się czy narzekaniu na Netflixa, w moim mniemaniu i ocenie to najlepsze, co mogło się wydarzyć w sieci w temacie filmowo-serialowym. Postanowiłem po prostu sprawdzić, na ile istotnym jest on dla mnie po wielu miesiącach aktywnego korzystania z niego, czy może się uzależniłem od niego.

Nie jestem jakimś tam maniakiem filmowo-serialowym, choć jak przysiądę do jakiejś pozycji, to potrafię kilka odcinków na raz pochłonąć. Niemniej czas nie jest z gumy, dużo pracuje, piszę, czytam czy dla relaksu umysłu oddaje się wycieczkom rowerowym praktycznie codziennie. Jednak jakąś tam częścią mojego codziennego funkcjonowania przez ostatnie miesiące był Netflix. Testowo postanowiłem się od września odłączyć od niego.

Jaką częścią? To znowu nie było tak, że codziennie coś musiałem obejrzeć, bo by mi czegoś brakowało. Ale wchodziłem codziennie na ich serwis, tak samo jak na Feedly i przeglądałem zawartość, nowe rzeczy. Tak jak w Feedly odznaczam artykuły do przeczytania na później, tak na Netfliksie dodawałem kolejne pozycje do Mojej listy.

Oglądałem różnie, chociaż według ściśle ustalonego porządku. Co oznacza, że nigdy nie robiłem sobie przerwy w pisaniu, na przykład jednym odcinkiem jakiegoś serialu. Wolałem wtedy przeczytać rozdział jakiejś książki na Kindle czy pójść właśnie na rower. Filmy czy seriale zbyt rozpraszają i rozbijają dzień niepotrzebnie. Tak więc zasiadałem zwykle po skończonej pracy, najczęściej koło 18 i raczyłem się wybranymi wcześniej pozycjami.

W czasie pochłaniania Breaking Bad praktycznie robiłem to codziennie, z tego co pamiętam wszystkie sezony obejrzałem w miesiąc, może trochę krócej. Różowe lata 70-te odświeżyłem sobie w pamięci z kolei, bo kiedyś oglądałem to na jakimś kanale – oglądałem więc wybiórczo na zmianę z innymi pozycjami. The Ranch podobnie, tylko, że ten sitcom oglądałem sezonami, więc ze sporymi przerwami pomiędzy. Tak samo było i z Technicy-Magicy, You Me Her, Lucifer, Gypsy czy Designated Survivor… no dobra… jednak jestem maniakiem serialowym, niemniej nie odniosłem wrażenia, nawet jak codziennie coś włączałem, że Netflix pochłaniał mi jakąś istotnie dużą część dnia.

Potwierdziłem to sobie tym minionym tygodniem bez Netfliksa, kiedy nie przedłużyłem subskrypcji. Nie odczułem zwiększenia wolnego czasu, ale zaobserwowałem dziwną przypadłość w tym okresie. Zacząłem codziennie zerkać na Telemana, co tam w TV grają (a nie oglądam TV od kilku lat, odkąd zacząłem korzystać z HBO GO czy Netfliksa), głównie oczywiście na filmowe pozycje. I złapałem się na tym, że jak pojawiały się jakieś, które bym chętnie obejrzał, to zadawałem sobie pytanie, czemu tak późno? To nie ta godzina, co innego będę robił.

Nie chcę tu odkrywać ameryki, że Netflix jest tu elastyczny, bo oglądamy kiedy chcemy – to wiadome i oczywiste, ale teraz mogę sobie sam odpowiedzieć na pytanie, czy Netflix może zastąpić telewizję? Uważam, że jak najbardziej. Wydaje mi się nawet, że tak odpowiedzieć na to pytanie mogłoby mnóstwo ludzi zapatrzonych teraz w telewizję, jakby choć na kilka miesięcy się odłączyli od tych filmów, seriali, paradokumentów, wiadomości, teleturniejów czy kabaretów serwowanych w TV, zastępując nimi jakąś subskrypcją HBO GO (można teraz bez umowy z kablówkami czy telekomami) Netfliksa czy Showmaxa.

Można przy tym zaoszczędzić też sporo czasu, który można poświęcić na inne przyjemności. Kiedy przypominam sobie czasy z TV, pamiętam że często leciała w tle, ale zerkałem jak coś zwróciło moją uwagę, wskakiwał jakiś program, później teleturniej, wiadomości i w oczekiwaniu na jakiś wieczorny film chcąc nie chcąc telewizja zajmowała mi ten czas w sporych ilościach.

Po odłączeniu się od oglądania TV niczego mi nie brakowało, bo zastąpiłem ją Netfliksem. Jakbym miał obrazowo to z czymś porównać, to byłoby to rzucenie palenia, z którym zerwałem po 20 latach palenia też kilka lat temu, a pomogły mi w tym e-papierosy – myślę, że zrozumiecie tę zależność.

Widać to też w tym tygodniu bez Netflixa, jedyne za czym zerkam na Telemanie to są właśnie filmy, ale nie zmusiło to już mnie do ponownego włączenia TV w oczekiwaniu na nie, tak jak już nigdy nie wróciłem do palenia, bo poznałem jak to jest bez nich.