79

Anti-Adblock Killer czyli Adblock, który blokuje tych, którzy blokują Adblocka

Adblocki są dziś zmorą wydawców. Istnieje masa wtyczek i aplikacji mobilnych, a w trend włączają się również wielcy producenci, jak Samsung czy Apple. Teraz pojawiło się rozwiązanie, które blokuje blokady Adblocka.

Sposobów radzenia sobie z Adblockiem jest cała masa. Jedni stosują reklamy, który różnego rodzaju wtyczki nie wyłapują (przynajmniej przez jakiś czas, bo przecież ich bazy filtrów są regularnie aktualizowane). Przykładem niech będzie tutaj główna strona Wp.pl. Inni, jak Wired chociażby, idą na całość i odcinają użytkownikom korzystającym z Adblocka dostęp do strony. Mało tego, w takiej sytuacji wyświetlana jest dodatkowo płatna oferta. Niektóre komentarze sugerują, że tak właśnie może wyglądać przyszłość internetu.

Użytkownicy i twórcy Adblocków są już gotowi na tę „przyszłość”. Na Githubie pojawiło się bowiem rozwiązanie o nazwie Anti-Adblock Killer. Jak łatwo się domyślić po nazwie, jest to bezpośrednia odpowiedź na działanie Wired oraz wszystkich innych stron, które po wykryciu Adblocka odmawiają nam dostępu do treści. Nie jest ich wbrew pozorom wcale mało. Stosowne wtyczki są dostępne już nawet na WordPressa, a wśród większych serwisów blokujących Adblocki znajduje się m.in. Forbes.

W praktyce działanie Anti-Adblock Killera opiera się na połączeniu kodu JavaScript oraz listy filtrów, które oszukują daną witrynę i ukrywają przed nią naszego Adblocka. Uzyskujemy zatem dostęp do treści, a przy tym w dalszym ciągu blokujemy reklamy. Okrutne, prawda? Cóż, internet nie znosi pustki i na każdą akcję lubi odpowiadać stosowną reakcją. Czy to jednak jest właściwe?

Oczywiście, że nie – podobnie jak Adblocki. Jestem zwolennikiem blokowania reklam inwazyjnych, utrudniających korzystanie ze stron www i nawigację po nich. Są jednak treści, które wcale takie nie są, a dla wydawców stanowią cenne źródło dochodu – podstawę utrzymania i działalności. Trudno oczekiwać od Adblocka, aby traktował je pobłażliwie (choć w przypadku reklam Google będących wzorem nieinwazyjnej promocji, potrafi to robić). Jednak sytuacja, w której użytkownika Adblocka wyrzuca się drzwiami, a ten wraca oknem, trzymając w ręku wyrzutnię rakiet jest co najmniej dyskusyjna.

Branża wydawnicza ma duży problem, bo monetyzacja serwisów dystrybuujących treści w internecie jest coraz trudniejsza. Wskutek zachłyśnięcia się displayem i serwowania internautom stron-choinek obwieszonych kolorowymi bannerkami, flashowymi animacjami i wyskakującymi okienkami doczekali się ery Adblocka. Mają za swoje, chciałoby się napisać. Rykoszetem niestety otrzymują wszyscy – również ci, którzy nigdy do tak intruzywnych rozwiązań się nie uciekali.

Perspektywy na przyszłość nie napawają optymizmem. Wierzcie lub nie – jestem nie tylko twórcą treści, ale również ich konsumentem. Boję się, że za kilka lat będę funkcjonował w internecie, gdzie króluje „reklama natywna” (artykuły sponsorowane, recenzje zamawiane itd.). Co gorsza, coraz częściej widzę, że treści tego typu nie są w żaden sposób oznaczane. Albo wykształcimy w sobie stosowne filtry i mechanizmy obronne, albo będziemy łykać „obiektywne, uczciwe oceny i komentarze” jak młode pelikany. Jest też druga strona medalu – internet za paywallem. Tego zjawiska nikomu tłumaczyć nie trzeba.

Jednego możemy być pewni wszelkie Adblocki i Anti-Adblocki bezpośrednio przyczyniają się do poważnych zmian w internecie. Niekoniecznie na lepsze.