103

Amazon Prime ma (prawie) wszystko to, za co kiedyś ceniłem Netflixa

Kilka dni temu wspominałem, że nareszcie dorosłem do decyzji o porzuceniu Netflixa. Platforma nie miała mi już zbyt wiele do zaoferowania, więc ostatecznie zerwałem więzi. HBO Go (poza fatalną apką) ma solidną bazę filmów i seriali (te drugie to przede wszystkim produkcje na ich zlecenie), Apple TV+ jest raczkującym bobasem. Ale im dłużej przeglądałem w ostatnich dniach bibliotekę Amazon Prime Video, tym bardziej przekonywałem się, że to właśnie ta usługa oferuje teraz wszystko to, za co tych siedem lat temu pokochałem Netflixa. I choć jej aplikacja nie może (jeszcze?) konkurować z tym, co do zaoferowania ma najpopularniejsze VOD świata, to da się z niej korzystać bez większego bólu. A treściom które mnie interesują nie ma końca.

Amazon Prime Video to baza wielu solidnych klasyków, nowości oraz naprawdę fajnych własnych produkcji

Na co dzień nie poświęcam zbyt wiele czasu na filmy/seriale. Te pierwsze oglądam co najwyżej w weekendy, te drugie częściej — ale najczęściej ogranicza się do jednego (góra dwóch) odcinków przed snem. Dlatego widząc ile rzeczy na Prime chciałbym obejrzeć zakładam, że nigdy mi się to nie uda (pewnie nim dotrę do niektórych pozycji zdążą one już zniknąć z oferty ;). Mimo wszystko trudno jest mi nie doceniać misz-maszu który oferuje serwis. Doskonale pamiętam jego początki w Polsce, kiedy to ekspresowo się od Prime Video odbiłem. Teraz jednak do oferty zawitało wiele solidnych seriali — zarówno starszych (całe Z Archiwum X, Mad Men, Damages, Kości, 24 Godziny, Kroniki Seinfelda) jak i nowszych (Superstore, Współczesna Rodzina). A wszystko to wzbogacone o naprawdę dobre produkcje własne, tworzone na ich zlecenie — Bosch, Goliath czy The Boys. Nie tak taśmowo, z głową, pomysłem i budżetem. Ponadto można tam znaleźć kilka naprawdę solidnych japońskich animacji. W efekcie otrzymałem bibliotekę treści, w której nie muszę grzebać w tonach odpadów by znaleźć solidne produkcje które obejrzę z nieskrywaną przyjemnością. Coś, co kiedyś było dla mnie standardem i z czym utożsamiałem Netflix. Ogromne zaskoczenie, oby więcej takich :).

Netflix jednak wciąż ma element w którym jest bezkonkurencyjny — i są to aplikacje. Niezależnie od platformy, te działają wyśmienicie. Są szybkie, są bezproblemowe, są intuicyjne i regularnie przedstawiają nowe opcje. Niekoniecznie są to opcje idealne i dla wszystkich (vide: losowe odtwarzanie), ale jednak często to przemyślane kroki, a z pewnością dopracowane. Tutaj… no cóż, aż tak kolorowo nie jest. Chociaż przez lata sporo się zmieniło, to wciąż na wielu urządzeniach obsługa Prime’a wydawała mi się toporna i mniej intuicyjna. Ale żeby nie było, że wszystko poza bazą robi gorzej, to wypadałoby też pochwalić Prime Video za funkcje takie jak wykaz aktorów występujących w każdej scenie. Wystarczy zapauzować i… mamy to — nie trzeba już się głowić i przeszukiwać IMDB, nareszcie!

Cieszę się, że zdecydowałem się powrócić do Amazon Prime Video

Ja wiem że o gustach się nie dyskutuje i dla każdego coś dobrego. Popularność Netflixa (i stale rosnąca liczba klientów) nie bierze się znikąd. Ale od jakiegoś czasu coraz trudniej było mi tam znaleźć cokolwiek dla siebie, dlatego cieszę się, że zdecydowałem się dać szansę konkurencji. Bo ta – jak widać – nie próżnuje i prężnie się rozwija. To także dowód na to, że warto dawać drugie i trzecie szanse, bo oferty są płynne i stale się zmieniają. Czy za rok, dwa lub trzy będę równie zadowolony? Nie mam pojęcia – możliwe, że nie. Ale na ten moment to właśnie Prime Video jest takim nowym Netflixem. Dzięki zróżnicowanej ofercie i niekończącej się liście treści które chciałbym obejrzeć (lub: obejrzeć ponownie). Jeżeli ktoś z Was jeszcze nie oglądał fenomenalnego Damages z Glenn Close, to nie wiem na co jeszcze czekacie, naprawdę ;-).