30

Amazon skraca tydzień pracy do 30 godzin. Brzmi pięknie, ale rzeczywistość nie jest już taka kolorowa

Kilka dni temu trafiłem w amerykańskich mediach na informację, że Amazon będzie testował 30-godzinny tydzień pracy. Temat zaintrygował, lecz trafił do schowka. Wczoraj się z niego wygrzebał, by zaintrygować jeszcze bardziej: oto garstka ludzi wielkiej korporacji sprawdzi, jak się pracuje krócej. Ale też za mniejsze pieniądze, bo takie są warunki nowego modelu. Niby szwedzki system, ale nie do końca. Do tego męczy myśl, że dzieje się to rok po publikacjach, które nie przedstawiły firmy Bezosa w zbyt dobrym świetle...

Amazon idzie szwedzką drogą – trafiłem gdzieś na tekst w tym duchu. Nawiązywał do zmian, jakie zachodzą na Północy – poświęciliśmy im wpisy, skupił się na tym Jakub. Skandynawowie wpadli na pomysł, by po prostu pracować krócej. Niektórzy stwierdzą: kto bogatemu zabroni? Mają kasę, to mogą się bawić w ten sposób, obniżać konkurencyjność swoich firm. Sęk w tym, że Szwedzi próbują udowodnić, iż w tym przypadku można mieć ciastko i zjeść, a przynajmniej ugryźć ciastko: skrócą czas pracy, lecz to przełoży się na większą wydajność. Ludzie nie będą się spóźniać, zasłaniać się zwolnieniami lekarskimi, migać się od pracy przez cztery godziny w ciągu dnia. Przyjdą, zrobią swoje, po sześciu godzinach wyjdą. Zadowoleni. Będą zdrowi i szczęśliwi, a to pozytywnie wpłynie na wyniki firmy.

Tak widzą to Szwedzi. I u nich podobno system się sprawdza. Nie oznacza to jednak, że rozwiązanie jest uniwersalne – każdy kraj ma swoją kulturę pracy, swoje problemy z niej wynikające, wady i zalety związane z historią, klimatem czy typem gospodarki. Trudno chyba porównywać przeciętnego pracownika z Danii oraz średniaka z Grecji. Dlatego zaintrygowało mnie, co, gdzie i na jaką skalę zamierza robić Amazon. Naprawdę chce w swoich centrach logistycznych zmienić zasady gry?

Na to na razie się nie zanosi. Test obejmie pracowników w USA i będzie ich kilkudziesięciu. To kropla w morzu ludzi zatrudnionych w firmie. I na to warto zwrócić uwagę: media na całym świecie rozpisują się nad Amazonem testującym 30-godzinny tydzień pracy, a sprawa dotyczy garstki ludzi. W molochu, który niebawem, w okresie przedświątecznym, każdego dnia będzie zatrudniał dodatkowe tysiące pracowników. Potrafią narobić wokół siebie szumu. Albo potrafią wykorzystać to, że media są dzisiaj w stanie rozdmuchać każdy temat. Firma może na tym zyskać, zostanie przedstawiona jako pracodawca, który wychodzi naprzeciw wyzwaniom, nie tkwi w skostniałych rozwiązaniach sięgających jeszcze XIX wieku.

Co ciekawe (i dobrze się dzieje, że media zwracają na to uwagę – przynajmniej niektóre), szum wokół eksperymentów w Amazonie ma miejsce niewiele ponad rok po artykułach The New York Times. Amerykańska gazeta przedstawiała wówczas korporację w naprawdę złym świetle, nie będzie nadużyciem wyrażenie „obóz pracy”. Ludzie zestresowani, przemęczeni, poddawani ciągłej presji. Bez względu na wiek, zajmowane stanowisko, czas pracy czy stan zdrowia – każdy ma harować na chwałę imperium Bezosa. Może z tamtą sytuacją obecne testy nie mają wiele wspólnego, ale…

Pójdźmy jednak dalej, bo możliwe, że tu nie chodzi o PR – nie zdziwię się, jeśli spece w Amazonie doszli do wniosku, że niektóre stanowiska naprawdę wymagają przebudowy trybu pracy. Te kilkadziesiat osób ma wykazać, jaka będzie efektywność podczas pracy od poniedziałku do czwartku od 10 do 14. Pozostałe 14 godzin ma być rozbite na te dni wedle uznania pracowników. Jeśli jednego dnia nie mają co robić, ale następnego trzeba zostać sześć godzin, to wypadałoby tak zrobić. Amazon, korporacja znana z walki o wysoką wydajność, może to sprawdzać z czystej chęci podnoszenia produktywności. I cięcia kosztów…

W nowym modelu istotne jest to, że osoby pracujące krócej (jeśli chcą, mogą wrócić do normalnego, 40-godzinnego czasu pracy) korzystają z przywilejów, jakie przysługują ludziom zatrudnionym na starych zasadach, lecz ich zarobki wynoszą już 75% pensji pełnoetatowca. W Szwecji chyba inaczej to wymyślili. Złośliwi powiedzą, że Amazon tak podkręci śrubę, iż po jakimś czasie pracownicy będą wykonywać w 6 godzin zadania, które wcześniej zajmowały im 8 godzin. A korporacja zaoszczędzi na wypłatach. Ale ja złośliwy nie jestem i napiszę, że czkam na efekty testów korporacji.

Mam nadzieję, że eksperyment przyniesie jakieś ciekawe wnioski, bo nowe rozwiązania na rynku pracy mogą się nam niebawem przydać: ludzi na świecie będzie przybywać, etatów może niestety ubywać. Pojawi się problem. Niektórzy widzą rozwiązanie w dochodzie gwarantowanym, ale może lepszym pomysłem będzie skracanie czasu pracy i tworzenie dodatkowych etatów? Tylko czy to się uda w postępującej robotyzacji i digitalizacji rynku pracy? Oby Amazon pomógł odpowiedzieć na to pytanie.