6

Altered Carbon: Resleeved – anime na Netflix. Zaskakująco dobre, lepsze niż drugi sezon serialu

Nie obiecywałem sobie zbyt wiele po netfiksowym anime z uniwersum Altered Carbon. Po części bojąc się jeszcze większego niż w serialu aktorskim ugrzecznienia tematu, zbyt kolorowego świata i komputerowej animacji. Niepotrzebnie, bo animowana adaptacja wyszła wybornie.

Mi akurat drugi sezon aktorskiego serialu Modyfikowany Węgiel oglądało się przyjemnie, ale jednocześnie żałowałem, że tak bardzo ugrzeczniono to uniwersum i spłycono opowieść, która zbyt mocno pachniała tanim romansidłem. Świat był jednak bardziej krytyczny i druga część serialu spotkała się z dość negatywnym odbiorem. To bardzo kiepski grunt pod wypuszczenie animowanego filmu na Netflix, ale trzeba pamiętać, że ta decyzja zapadła wcześniej, zanim jeszcze pojawiły się negatywne recenzje drugiego sezonu. I co ciekawe, anime wypadło zdecydowanie lepiej, więc nawet jeśli totalnie nie spodobał Wam się Modyfikowany Węgiel w drugim sezonie, to dajcie szansę Altered Carbon: Resleeved, nie będziecie żałować.

Przeczytaj też: Recenzja drugiego sezonu Altered Carbon na Netflix

Quellcrista Falconer zginęła, ale w animacji nie zobaczymy jak bardzo przeżywa to zmieniający powłoki Takesi Kovacs. I to zdecydowanie na plus, bo gdyby wałkowano ten motyw tak jak w serialu, to pewnie wyłączyłbym film po kilkunastu minutach. Powiem więcej, wątek pojawi się tylko przez chwilę i nie ma dla animowanej opowieści większego znaczenia. Wydarzenia rzucą nas rok po śmierci emisariuszki, ale trzeba tu zaznaczyć, że nie musicie wcale obejrzeć nawet jednego odcinka aktorskiego serialu by dobrze bawić się przy anime. Bo choć dostajemy tu tego samego głównego bohatera i jedną z jego większych życiowych tragedii, to twórcy postarali się, by nieznajomość świata nie wpływała na odbiór animacji.

I za to brawa, bo Altered Carbon: Resleeved można obejrzeć włączając Netfliksa „z ulicy” bez jakiegokolwiek pojęcia o uniwersum. Co jednak nie znaczy, że odbiór będzie ten sam, po seansie z serialem pewnie znajdziecie przynajmniej kilka fajnych dodatkowych smaczków. Tylko nie jestem pewien, czy nie spojrzycie wtedy jeszcze bardziej krytycznym okiem na drugi sezon.

Opowieść jest mocno „japońska”. Takeshi Kovacs ląduje w wypasionej powłoce, mocno dostosowanej do walki i zostaje wynajęty by chronić tatuażystkę syndykatu Mizumoto (Yakuza). To mała sympatyczna (na swój sposób) blondynka, której rola na pierwszy rzut oka jest w całym zamieszaniu znikoma, z każdym kolejnym kwadransem anime staje się jednak coraz bardziej znacząca. To specyficzny czas dla gangsterskiej grupy, która przymierza się właśnie do zmiany swojego szefa. A jest to o tyle ciekawy rytuał, że mimo możliwości prowadzenia wiecznego życia z użyciem stosów, odchodzący przywódcy wybierają honorową śmierć podczas ceremonii. Do historii mam tylko jeden zarzut, który wynika jednak głównie z wybranej formy. Opowieść mogłaby spokojnie zostać rozciągnięta do serialu, przez co widz nie miałby wrażenia, że część ciekawych wątków została niepotrzebnie skrócona. Można byłoby też wtedy ciekawiej i dokładniej przedstawić bohaterów. Jasne, niedopowiedzenia są w porządku, ale jednak widzą, że za kilkadziesiąt minut film się skończy, chciałem zostać w tym animowanym świecie dłużej. Jest tam też moment, w którym wszystko zostaje szybko wyjaśnione i mimo początkowego budowania tajemniczej aury, ta momentalnie znika, a twórcy wykładają na stół od razu wszystkie karty, wszystko staje się błyskawicznie jasne.

Doskonale rozumiem, że fani klasycznej kreski anime mogą czuć się dziwnie oglądając animacje stawiające na trzeci wymiar. Ale spokojnie – Altered Carbon: Resleeved wygląda świetnie, to jedna z najlepszych trójwymiarowych animacji jakie widziałem. Owszem, chciałbym żeby film całkowicie na niej nie bazował, ale dodawał jedynie elementy – liczy się jednak efekt końcowy, a ten jest bardzo dobry. Polecam też oglądania Resleeved z japońską ścieżką dźwiękową, dzięki czemu film jeszcze bardziej wciąga typowo japońskim klimatem.

Altered Carbon: Resleeved – warto, nawet jeśli nie podobał Wam się aktorski serial

Rozumiem osoby, które nigdy nie sklasyfikują Altered Carbon: Resleeved jako anime. Ja akurat nie jestem tak krytycznie nastawiony do szufladkowania ze względu na nowoczesny styl – jako całość to zdecydowanie japońska opowieść odstająca pod każdym względem od amerykańskiego serialu. Czy takie podejście wypadło lepiej? Na pewno Resleeved zostawia w głowie fajniejsze wspomnienie niż drugi sezon, który moim zdaniem zbyt mocno spłaszczono i ugrzeczniono. W Resleeved kres sika na granicy przesady i mocniej czuć to, co powinno być pokazane w aktorskim serialu.

I choć sporo tu akcji, brutalności i animowanej krwi, to jednak Resleeved stara się sięgać głębiej, stojąc daleko od płytkiej opowieści, w której liczy się tylko i wyłącznie walka. Ciekawa historia, fajnie zarysowani bohaterowie, dobry klimat. Zdecydowanie warto obejrzeć – niezależnie od tego, czy jesteście fanami książki, serialu, czy w ogóle nie mieliście z tym uniwersum styczności.