7

Alphabet namiesza w projekcie autonomicznych pojazdów. Czas na krok wstecz?

(R)ewolucja w branży motoryzacyjnej zatacza coraz szersze kręgi i przyspiesza: przyłączają się do niej kolejne firmy, powstają nowe samochody i rozwiązania, klienci są przyzwyczajani do zmian. Na tym tle bardzo ciekawie brzmią plotki dotyczące Google/Alphabet: korporacja, która była jednym z inicjatorów przemian postanowiła zwolnić tempo, wykonać krok w tył. Skąd ta zmiana strategii? Stoi za nią chęć zysku - jeśli chce się zarobić, nie można przesadzić z nowinkami...

Alphabet podobno zamierza przebudować swoją strategię rozwoju biznesu motoryzacyjnego. Strategię, która realizowana jest od kilku lat. Chociaż na dobrą sprawę w początkowej fazie była to pewnie zabawa, eksperyment, jeden z wielu projektów, którymi zajmuje się amerykański gigant. Z czasem wyrosło z tego coś wiekszego, korporacja zmotywowała też innych do pracy, lawina ruszyła. I to ruszyła tak bardzo, że Alphabet nie może się dzisiaj przyglądać wydarzeniom z boku – jeśli chce być na bieżąco, musi inwestować spore środki. To jednak wiąże się ze wzrostem kosztów. A z tym Google przecież od jakiegoś czasu walczy.

Amerykańskie media donoszą, iż szykują się przetasowania w strukturze Alphabet: zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zostanie wydzielony oddział odpowiedzialny za tworzenie autonomicznych pojazdów, lecz zmienią się jego plany i kompetencje. Korporacja zakończy prace nad małymi autkami, w których nie znajdziemy pedałów czy kierownicy, zamiast tego zamierza rozwijać technologie jazdy autonomicznej, które będzie można zaimplementować w bardziej tradycyjnych samochodach. Firma robi koło – przecież przez długi czas ich prace kojarzyły się właśnie z Lexusami wyposażonymi w odpowiedni sprzęt i oprogramowanie do jazdy autonomicznej.

Teraz ma być podobnie, ale znacznie lepiej: wzrosło doświadczenie (kilka milionów kilometrów przejechanych przez autonomiczne pojazdy robi swoje), nastąpiła miniaturyzacja komponentów, projekty tego typu przedarły się do świadomości społeczeństwa. Kolejne regiony i państwa akceptują istnienie takich maszyn i dopuszczają je do ruchu, rewolucja wydaje się nieunikniona. W Alphabet doszli jednak do wniosku, że nie ma sensu walczyć o rynek samodzielnie, lepiej znaleźć sobie partnera, może nawet partnerów. Jednocześnie nie należy czekać, aż do użytku zostaną dopuszczone w pełni autonomiczne samochody – warto wchodzić z tym, co się ma. Powód jest prosty: trzeba przekształcać pomysł w biznes i zdobywać rynek.

Za zmianą koncepcji stoi ponoć sam CEO Alphabet, Larry Page. A doradzała mu szefowa finansów, Ruth Porat, którą kilka kwartałów temu ściągnięto z Wall Street, by pomogą wypracować porozumienie między akcjonariuszami, a decydentami firmy. Misja chyba się udała – jakiś czas temu czytając komentarza do raportu kwartalnego trafiłem na wypowiedź „Everybody loves Ruth”. Akcjonariusze dostali cięcia w wydatkach, ograniczanie „perspektywicznych” projektów i skupianie się na robieniu kasy tu i teraz, Brin i Page nadal mogą realizować część pomysłów w ramach Moonshots. Wilk syty i owca cała. A pani Porat za swoją pracę zgarnie bardzo duże pieniądze…

Ciekaw jestem, co niebawem ogłosi Alphabet (mają oficjalnie poinformować o swoich zamiarach), jakie ma plany względem rynku i kto pojawi się na celowniku korporacji. Jeżeli prawdą jest, że firma z Mountain View będzie tworzyć (wraz z Fiatem) autonomiczne taksówki i serwis do ich zamawiania, to rywala nie trzeba będzie daleko szukać – stanie się nim Uber, który intensywnie walczy o realizację celu, jakim jest eliminacja kierowcy i zbicie ceny przewozu. Pisałem niedawno, że Uber sporo dzisiaj dopłaca do swojego biznesu i potrzebna jest mu technologiczna rewolucja. Czy po domknięciu tego wyzwania okaże się, że trzeba walczyć z Alphabet? Całkiem prawdopodobne.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców