23

Oddam nerkę. Daj mi algorytm, który dobrze podpowie „co obejrzeć”, a jest Twoja

Problem stary i niekoniecznie odkrywczy. Ale istotny i bardzo poważny. Jego rozwiązanie nie przyniesie może niczego wymiernie dobrego światu, ale może dzięki temu przestanę marnować czas na "research" w poszukiwaniu dobrego filmu o określonych parametrach. Gdy szukam w Google ciekawych rzeczy do obejrzenia, to... generalnie wolałbym zapytać papieru toaletowego, co byłoby fajnie obejrzeć.

Wieczory już nie są tak długie jak wcześniej, ale pewne problemy dalej są nierozwiązane. Mechanizm losowego odtwarzania treści na Netfliksie po pierwsze: ogranicza się tylko do Netfliksa. Po drugie: nie reaguje na moje (i nie tylko moje) „chwilowe” preferencje. Po drugie: jest słaby. Wychodzę z założenia, że skoro taki Google dobrze wie, czego potrzebuję i takie pokazuje mi reklamy, to da się zrobić tak dokładny algorytm, który wskaże mi coś fajnego do oglądania. Skoro Facebook wie, co lubię i co mogę też lubię (i takie pokazuje mi posty sponsorowane), to nie ma przeszkód ku temu, by pojawił się doskonale wytrenowany mechanizm, który stwierdzi za mnie, co jest warte uwagi. Wczoraj – zupełnie ślepym trafem obejrzałem „Juliusza”, nie najnowszą już polską komedię. I bawiłem się dobrze.

Czytaj również: Przyjaciele: spotkanie po latach – jeżeli liczycie na prawdziwą bombę, będziecie rozczarowani

Scenariusz jest zawsze ten sam. Przychodzi wieczór i uznaję (lub uznajemy), że trzeba coś obejrzeć. Co oglądamy? Może jakąś durnowatą (durnowata, czyli z nieco absurdalnym humorem, coś w stylu „Borata”) komedię? No, dobra. Tylko co jest warte uwagi? Wiele razy było tak, że pierwsze 15 minut spędzone z produkcją kończyło się negatywną weryfikacją obrazu z naszej strony. Bo humor jest szczeniacki, a nie absurdalny; bo zastosowano jakiś wyświechtany schemat; bo w ogóle ten film jest do rzyci. Rzadko zdarzają się jakieś perełki. Zrezygnowani wolimy nierzadko ograniczyć się do tego, co jest nam dobrze znane. Dlaczego? Bo skoro już chcemy coś oglądać, to chcemy czerpać z tego przyjemność. Strzały „w ciemno” to ryzyko, że znowu stracimy trochę czasu.

Co ważne, nie ograniczamy się do jednego serwisu streamingowego. Świetny byłby algorytm, któremu mówisz jak się czujesz, co chcesz oglądać. Dodajesz kilka, kilkanaście produkcji do ulubionych. Regularnie mówisz algorytmowi, co oglądałeś i jak się bawiłeś. I na tej podstawie potem pokazuje Ci propozycje: obejrzyj to, obejrzyj tamto. Znajdziesz to na Amazon Prime Video, a tamto w HBO GO. Jeszcze coś innego musisz kupić na Rakuten, jeśli chcesz się dobrze bawić. Miłego seansu, Jakub. Pozdrów lubą.

Kuba, Ty dzbanie jerychoński – są takie rzeczy przecież…

Wiem, ale nie działają w tak wyrafinowany sposób o jakim mówię ja. Jest mechanizm od Metacritic, kiedyś był Jinni, ale projekt skomercjalizowano. I to mocno. Był Foundd, ale zniknął. Letterboxd działa całkiem nieźle, ale nie jest to poziom, którego oczekuję. IMDB nieszczególnie wierzę. Brakuje mi czasu również na to, by prowadzić rozszerzony „research” produkcji, którymi warto się zainteresować. Cały czas szukam jakiegoś mocnego „odkrycia” na miarę Dark – serialu, który mnie wessał jak nasterydowany odkurzacz.

Świetnie by to działało w taki sposób, jaki opisałem wyżej. Mówię algorytmowi co lubię. Co oglądałem ostatnio i jak było. Mogę podpiąć nawet konto w serwisach streamingowych – niech sobie sprawdza. Niech mnie zapyta, jak się dzisiaj czuję i co chcę oglądać. Nie zawsze jest tak, że potrzebuję czegoś ociekającego naukowymi teoriami, wyintelektualizowanymi dialogami, „ryjącego beret”. Czasami chcę pośmiać się z tego, że jakiś upalony jak Marley gość zatrzasnął sobie rozporkiem precjoza, wpadł do pielęgnowanego przez przyszłych teściów ogródka i wkręcił sobie, że walczy z Trumepem w kisielu. Coś w tym stylu.

Chciałbym dostawać raz na jakiś czas listę propozycji do obejrzenia. Listę propozycji w postaci listy „do odhaczenia”. Wtedy nie musiałbym za każdym razem stawać przed tym samym wyborem: „co obejrzeć”. I niesamowicie fajnie by było, gdyby można było łączyć konta w usłudze. By uruchomić proces doboru produkcji do konsumowania „we dwoje”. Bozonie Higgsa, broń mnie przed komediami romantycznymi i produkcjami z TVN-owskim, plastikowo-korporacyjnym sznytem. Może właśnie dlatego tak dobrze oglądało mi się „Juliusza”?

algorytm

Z poszukiwaniem seriali lub filmów tak dobrych jak to, co oglądaliśmy poprzednio jest trochę jak z gonieniem króliczka. Gonimy cały czas: skonsumujemy dzieło, wsiąkniemy na dobre a po wszystkim – chcemy więcej. Chcemy tych samych emocji, momentu fascynacji, zaangażowania w opowiadaną historię. Mnóstwo strzałów, których wybór podyktowany został tekstami, których jedyną wartością jest to, że wręcz pociesznie przygotowano je w ramach SEO – to ogromne zawody. Pewnie, pozycja w wyszukiwarce to rzecz istotna. Ale z drugiej strony, taki materiał musi mieć pewną wartość.

Algorytm byłby znacznie lepszy w doborze dobrych produkcji „do obejrzenia”. Tylko musiałby być zrobiony naprawdę „z głową”. Personalizacja propozycji działa w wielu różnych dziedzinach. Dlaczego miałoby to funkcjonować gorzej w poszukiwaniu dzieł kultury popularnej, które warto poznać?