56

Akcja z Fortnite jest żałosna – i bazuje na najniższych instynktach

facepalm
Nie wierzę w dobre intencje Epic Games, a cała ta pokazówka to komunikat do naiwnych. Że jak zbojkotują, będzie taniej.

Korporacje są złe – wiadomo. Jedne mniej, drugie bardziej, ale spowiadając się przed inwestorami — wszystkie muszą pokazywać wyniki, które zadowolą ludzi ładujących w ich rozwój pieniądze. Tym samym muszą zarabiać, albo przynajmniej się rozwijać. Rano nakreśliłem całą sytuację z pozwem Google i Apple oraz skasowaniem Fortnite’a z App Store’a oraz Google Play. Ale dyskusje na ten temat nie ustają — i wielu wierzy, że Epic games ma super intencje i robi to w obronie twórców, którzy nie mieli tyle szczęścia co oni. Epic Games Store z porównaniem do Steama jest bardzo fair w stosunku do twórców, ale zachowanie EGS z podkupowaniem gier trochę mniej. Tak samo jak zrzucanie winy na złych Apple i Google, którzy nie dają nikomu zarobić.

Nie tak się robi pokazówki. Epic chce po prostu zarabiać więcej

Czytam że — jak udowodniła ostatnia aktualizacja mobilnej wersji Fortnite’a — waluta w grze mogłaby być tańsza, gdyby nie 30% które muszą oddawać Apple i Google. 30% to dużo — dla wielu być, albo nie być. Problem polega jednak na tym, że ta cała pokazówka budzi we mnie co najwyżej uśmiech politowania. Dla przypomnienia: Fortnite na Androida dostępny jest od 2018 roku. Wcześniej: wyłącznie na stronie Epic Games, od kwietnia tego roku — także w Google Play. Czy tych 30% oddawali operatorowi czy nie, ceny się nie zmieniły. Stawki na Androidzie były takie same. Problem polega na tym, że Epic tych 30% teraz nie widział — i myślę, że to boli najbardziej. A skoro postanowili po tylu miesiącach pokazać się w Google Play, to znak, że jednak nie opłaca im się tam nie być. Szybka majza — i najlepszym sposobem będzie po prostu wynegocjować lepszą stawkę, prawda? No, to próbują.

Zaczęli wczoraj — mocno. Bo ten filmik nawiązający do 1984 jest mocny — jak i jego przekaz. Złośliwi mogliby powiedzieć, że główny target Fortnite’a jest za młody by przeczytać Orwella i wiedzieć o co chodzi, ale nie bądźmy uszczypliwi. Dyskusja się toczy — obserwuję komentarze w sieci, dyskutuję i opadają mi ręce. Przede wszystkim dlatego, że są ludzie którzy NAPRAWDĘ wierzą w to, że cała ta akcja zorganizowana została w obronie słabszych, a nie dbania o własne interesy.

I prawdopodobnie postrzegałbym ją nieco inaczej, gdyby do kwietnia stawki w Fortnite na Androida nie były identyczne.

Zbojkotujcie, a będzie taniej

Bojkot stawek w Apple Store i Google Play trwa nie od dziś. Tylko czekać, aż rozpęta się podobna dyskusja o eShopie Nintendo, PlayStation Store Sony czy Microsoft Store. Każdy będzie domagał się obniżenia stawek. Naobiecują że będzie taniej. A pamiętacie jak gry cyfrowe miały być tańsze, bo odejdzie kwestia transportu, magazynowania, okładek, pudełek — no i samych nośników? Co z tego wyszło — wiemy aż za dobrze. Szczerze mówiąc — nie wierzę, że giganci się ugną. Ba, powiem więcej. Nie wierzę też, że gdyby Apple przegrało w sądach każdej instancji i było zmuszone umożliwić instalację gry „z zewnątrz”, Epic nie wrzuciłby jej do App Store’a, gdzie z automatu może trafić do szerszego grona użytkowników.