13

Nie chcę żadnych robotów w swoim domu i nie przekona mnie nawet takie latające cudo

aire i ludzie
Wyobrażam sobie przyszłość, w której zostaję obudzony przez budzik (tak, budziki zostają, nic się w tej kwestii nie zmieniło), a następnie zwlekam się z łóżka. Moim celem jest udać się do kuchni w celu zrobienia sobie kawy, lecz w międzyczasie muszę wymijać setki… nie... setki tysięcy, albo lepiej miliony! Miliony robotów, które chodzą, jeżdżą, fruwają, skaczą, pełzają i turlają się po całym mieszkaniu - w przyszłości będzie trzeba się przedzierać przez ich gąszcz, żeby przejść chociaż parę kroków.

Ta przerysowana wizja przyszłości raczej się nie spełni, chociaż kto by tam wiedział… Tak czy inaczej dziś powstaje coraz więcej domowych asystentów. Mamy na przykład robota Kuri, o którym pisał Kamil Świtalski w artykule pod tytułem:

Robot który śledzi i nagrywa nas każdego dnia. I to ma być atrakcyjne?

Każdego dnia Kuri będzie nagrywał osiem filmów — każdy trwający maksymalnie pięć sekund. Urządzenie skorzysta ze świeżej funkcji rozpoznawania twarzy. Po co? Aby nagrywać nas w codziennym życiu w ważnych i niebanalnych momentach…

Krótko mówiąc mamy szansę na posiadanie robota, który będzie sobie jeździł po całym domu, po to żeby nas nagrywać w niespodziewanych momentach. Później na pewno wrzuca to do chmury, po to żeby ktoś w końcu wykradł te wszystkie nagrania i udostępnił je całemu światu – nic nowego, hakerzy włamują się regularnie do wszystkiego i wykradają co się da. Dlatego warto się nagrywać w niespodziewanych momentach za pośrednictwem takich czy innych robotów. No właśnie, najwyższa pora przejść do kolejnego, równie ciekawego urządzenia.

Aire

Aire to latający robot, który… cóż by innego? Będzie sobie żył w twoim domu! Przynajmniej tak przetłumaczyłbym hasło ze strony projektu na Kickstarterze: „Aire is a self flying robot that lives in your home”. Tym sposobem mamy kolejnego domowego asystenta, który wydaje się być bardzo ciekawy ze względu na fakt, że zamiast chodzić czy np. jeździć, będzie się unosić w powietrzu.

Twórcy chwalą się, że to pierwszy taki asystent, który jest zdolny do autonomicznego lotu. W pierwszej chwili na pewno pojawia się obawa, że takie coś zacznie się obijać o meble i wpadać na ludzi, jednak dzięki wykorzystaniu kamery oraz sonaru, Aire potrafi sprawnie nawigować i unikać przeszkód. Dron ma być zdolny do trafienia w każde miejsce naszego domu. Z tego co wyczytałem na stronie „WeTalkUAV” bateria ma pozwolić na… 8 minut latania. To chyba mało, ale urządzenie ma korzystać ze stacji dokującej, w której będzie się ładować w ok. 30 minut.

Aire to bezpieczeństwo

Wyżej ponarzekałem trochę na robota Kuri, który ma nas szpiegować (jako atrakcja, a nie wada), lecz Aire nie jest zapowiadany przede wszystkim jako coś, co uchwyci nasze beztroskie chwile, po to żebyśmy mieli później pamiątki do oglądania (chociaż to też jest ukazane w filmiku promocyjnym). Twórcy próbują to jeszcze sprzedać jako dron do dbania o bezpieczeństwo, tzn. możemy w każdej chwili połączyć się z Aire przez telefon i sprawdzić czy po domu nie chodzi włamywacz, ew. jak się czuje nasz pies… Ma to być lepsze od rozstawiania internetowych kamerek, bo taki dron jest mobilny i sprawdzimy za jego pomocą każdy zakątek. Poza tym Aire samodzielnie wykrywa różne anomalie (nietypowy ruch, nietypowe dźwięki) i nas o tym informuje.

Aire to również komendy głosowe. Nie musimy korzystać z telefonu, żeby podejmować interakcje z Aire, ponieważ można go połączyć z Amazon Alexa i wydawać mu komendy głosowe (np. prośba o zrobienie zdjęcia). Na koniec chyba jeszcze warto wspomnieć o tym, że jak na drona, Aire ma być w miarę cichy. Czytałem o porównaniu do pracującego odkurzacza, ale… nie wydaje mi się to zbyt atrakcyjne. No i jeszcze cena! 749 dolarów dla osób, które zdecydują się na wczesne wsparcie projektu, a później będzie to 1499 dolarów.

Źródło