109

Którego polityka przenocował(a)byś w domu? Pytanie lepsze od zwykłych sondaży

Niektórzy uznają przedwyborcze sondaże (lub w ogóle sondaże) za bezwartościowe - to starta czasu i pieniędzy, bo ostateczne wyniki często z owymi sondażami nie mają wiele wspólnego. Dobrym przykładem jest chyba zeszłoroczna kampania prezydencka w Polsce: urzędujący prezydent zdecydowanie prowadził w sondażach, by ostatecznie przegrać. Niektórzy zatem odpuszczą takie wskaźniki poparcia i może zainteresują się innymi - pytania mogą w nich dotyczyć nie tyle poparcia politycznego, co gotowości do przenocowania kandydata...

Komu wynająłbyś mieszkanie?

Airbnb, serwis umożliwiający wynajmowanie mieszkań, wynajął firmę do przeprowadzenia badania. Temat nośny, chodzi o wybory prezydenckie w USA, które już od kilku kwartałów podgrzewają atmosferę za Oceanem (na dobrą sprawę patrzy na to cały świat). Sprawa będzie przyciągać uwagę aż do jesieni, więc podobnych „eksperymentów” możemy się doczekać niejednokrotnie. Popularny biznes wpisujący się w tzw. ekonomię współdzielenia postanowił dowiedzieć się m.in., który kandydat byłby najchętniej widziany pod dachem respondentów, u którego sami chcieliby wylądować, o czym rozmawialiby przy stole. Ot, taka zabawa.

Zabawa, ale skłaniająca do refleksji. Tym razem nie pada pytanie o to, kto miałby rządzić krajem, ale o to, kogo wpuściłbyś pod swój dach. Na dobrą sprawę, jedno z drugiego wynika, ale w tym drugim przypadku człowiek może się zastanowić dwa razy i podejdzie do sprawy bardziej osobiście. Temat jest mniej oderwany od rzeczywistości, tej szarej i zazwyczaj mającej niewiele wspólnego ze światem dużej polityki. Nie chodzi o to, kogo widziałbyś w Białym Domu, ale o to, komu dałbyś klucze do swojego domu. Odpowiedzi wcale nie muszą się pokrywać…

Takie eksperymenty mogą być uznawane za pozbawione sensu, jeszcze mniej wartościowe niż zwyczajne sondaże. Ktoś stwierdzi, że Airbnb robi sobie jedynie reklamę i to w dziwny sposób. Bo po co pytać ludzi, u kogo chcieliby spędzić noc? Co to ma wspólnego z rządzeniem krajem? Ale czy jednocześnie ktoś będzie zdziwiony, jeśli takich „badań” będzie przybywać? Nie tylko w USA – przecież za chwilę podobnie może się „bawić” cały świat.

Airbnb może zachęcić innych do podobnych kroków

Nie zdziwię się, jeśli śladem wspomnianej firmy pójdą inni i zaraz dowiemy się, z którym kandydatem jako kierowcą ludzie przejechaliby się samochodem, od kogo pożyczyliby pieniędzy albo komu by ich nie pożyczyli, z kim zagraliby w grę X, z kim wybraliby się na imprezę Y. Od kogo przyjęliby propozycję wymiany jakiegoś sprzętu na inny i od kogo chcieliby się czegoś nauczyć. Ile startupów, serwisów, aplikacji, tyle możliwości zadawania pytań. Zakładam przy tym, że Airbnb nie był pierwszy.

Jedni będą to robić w profesjonalny sposób, wynajmą firmy przeprowadzające takie badania, inni sami ogarną temat. Od czego są np. media społecznościowe? Pytanie o to, kto powinien zostać prezydentem kraju czy miasta albo posłem/senatorem/kongresmenem/deputowanym doczekają się przeróżnych „rozszerzeń”. Jedni będą na to patrzyli z przymrużeniem oka, inni mogą podejść do sprawy poważnie. Naprawdę zastanowią się nad tym, że jeśli komuś nie pożyczyliby pieniędzy albo nie daliby kluczy od swojego domu, to tym bardziej nie powinni mu powierzać sterowania krajem. I tak zabawa zastosowana przez Airbnb zyska na znaczeniu. No właśnie: zyska?