5

Podróże, jakie znamy, nie powrócą – a przynajmniej na to liczy Airbnb

podróże zmiany
Szef Airbnb stawia sprawę jasno – podróże, jakie znamy, nie wrócą. Przez koronawirusa przeżyliśmy rewolucję w wielu aspektach naszych żyć, a to jeszcze nie koniec.

To jasne, że światowa pandemia rozłożyła na łopatki światową turystykę. Dopiero w tym momencie świat próbuje stanąć na nogi, mimo że pandemia nie została jeszcze całkowicie zgaszona. Branża turystyczna jest w olbrzymim kryzysie, z którego raczej nie wyjdzie przez te wakacje, ponieważ podróżującym jest równie trudno. Niełatwo miało oczywiście też Airbnb. Po rozpoczęciu kryzysu szefostwo zaczęło drastycznie ciąć koszta, próbując się jakoś uratować. Zaoszczędzili miliard dolarów na marketingu, zwolnili część pracowników, jednak nadal nie są w dobrej sytuacji. Sami przyznali, że to, co budowali przez ostatnie 12 lat, runęło z hukiem w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Na ten moment granice zaczynają się otwierać, część ludzi chce wyjechać, więc wraca do korzystania z Airbnb. Podróże się nie skończą, nie wyparują, to po prostu chwilę potrwa.

Podróże, jakie znamy, nie powrócą

Chesky, szef Airbnb, uważa, że ruch turystyczny w przyszłości się rozproszy. Turyści mniej chętnie będą odwiedzać wielkie miasta pełne ludzi, będą decydować się na mniejsze społeczności bliżej domu. W takich miejscach będziemy również woleli wynająć chociażby mieszkanie niż zatrzymywać się w ogromnym hotelu pełnym ludzi. Nie będziemy gonić za znanymi zabytkami, będziemy odsuwać się od najbardziej oczywistych wyborów. Brakowało tylko dodania, że powracamy do Matki Natury i naszych korzeni, odkrywając siebie na nowo. Skąd te wnioski Chesky’ego? Można domyślać się, że właśnie w ten sposób chciałby widzieć przyszłość, bo to oznacza wielkie odrodzenie dla jego platformy.

Wenus? Nie ma takiej planety Wenus… – czy NASA weźmie się na poważnie za naszą sąsiadkę?

W dużych miastach jest cała masa hoteli i pensjonatów, które nie potrzebują korzystania z Airbnb, bo świetnie radzą sobie same. Wiele z nich wyrobiło sobie odpowiednią renomę, dla wielu turystów w dużych czy po prostu popularnych miastach to one są lepszym i pewniejszym wyborem. Inaczej sytuacja wygląda w miejscach mniej zaludnionych. No wiecie, domki na mazurach czy małe wysepki w Grecji w zamian za odpuszczenie Krety czy Santorini. W takich miejscach wystarczą osoby z dobrymi chęciami i jakąkolwiek smykałką do biznesu, posiadające przy okazji chociaż kawałek lokalu. To właśnie od nich turyści wynajmują mieszkania przez Airbnb. W scenariuszu Chesky’ego jest on wielkim zwycięzcom, który powstanie po pandemii niczym feniks z popiołów.

Nie rozumiem, czemu wolicie kupować graty, których użyjecie najwyżej raz, niż je wypożyczać

Tylko czy aby na pewno tak właśnie się stanie? Pandemia nie będzie trwała wiecznie, w końcu zostanie wymyślona szczepionka, w końcu wszystko się uspokoi. Jeśli świat będzie dla nas łaskawy i nie ześle na nas kolejnej tego typu sytuacji, powoli zaczniemy się stabilizować. Oczywiście ten rok będzie bardzo trudny dla wszystkich – a dla osób z branży turystycznej szczególnie. Wiele kryzysów za nami, jeszcze wiele przed nami. Nie wszyscy dadzą radę odbić się od dna, będą zmuszeni zakończyć swoją działalność i się poddać. Sama turystyka jednak nie zniknie, nie znikną też atrakcje wielkich miast.

Świat się zmienia

Faktycznie panuje trend na wybieranie tych mniej zaludnionych miejsc, bliżej natury. Mamy dość tłoku, chcemy trochę odetchnąć, zrobić coś nietypowego. Wiemy jednak jak to z tymi trendami jest. Część z nich przemija, a inne zamieniają się w coś stałego. Miejsca, które są dziewicze dziś, nie będą takie za pięć lat, jeśli nagle wszyscy zaczniemy je odkrywać. Przybliżą się do tych wszystkich klasyków, które doskonale znamy z turystycznych map. W pełni zgadzam się z tezą, że podróżowanie się zmieni, ale mam przeczucie, że wszystko nie pójdzie jednak po myśli Airbnb. O jasnym obrazie sytuacji postpandemicznej będziemy mogli mówić za wiele, wiele miesięcy. Świat, w którym będziemy żyć chociażby za dwa lata nie będzie podobny do tego sprzed pół roku. Postęp się jednak nie zatrzymuje, dążymy w konkretnym (trudno powiedzieć, czy dobrym) kierunku i w końcu wszyscy tam dobiegniemy. Dla trendów, dla pieniędzy, z sympatii czy braku laku – to nie ma znaczenia.