17

Zaczepiają mnie czajnik, pralka, lodówka… Zwariować można

Nie sądziłem, że będę mówił do czajnika. Trzeźwy, prawdopdobnie zdrowy. Ale stało się. I dzieje się nadal. Najgorsze jest jednak to, że o uwagę walczą też inne urządzenia: lodówka, pralka, zmywarka... Każde wydaje jakieś dźwięki, chce mi coś przekazać. Czasem zdarza się chóralne wołanie o pomoc albo informowanie o wykonaniu zadania. Czasem mam ochotę odłączyć energię elektryczną w swoim mieszkaniu. Czasem dociera do mnie, że może być gorzej.

AGD, które posiadam, nie jest smart, ale mogę je nazwać w miarę nowoczesnym. To poważny przeskok technologiczny w porównaniu do sprzętów, z których korzystałem wcześniej. Niektóre z nich pamiętały jeszcze czasy zamierzchłej komuny. Nie narzekałem na nie – działały i nie były zbyt skomplikowane. Teraz jest inaczej, do każdego urządzenia dostałem dość grubą książeczkę z instrukcją i opisem wszystkich magicznych technologii oraz funkcji (dla porównania: do ostatniego laptopa dołączona była jedna kartka z ostrzeżeniami). Któryś z producentów poszedł na całość, przygotował te opisy w kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu językach. Wyrzuciłem zeszyty przypominające rozmiarem dłuższą powieść. Tyle zmarnowanego papieru…

Starałem się nie przesadzać z nowinkami dokonując decyzji zakupowych. W myśl zasady „nie będę dopłacał do rozwiązań, z których nie skorzystam”. Muszę przyznać, że na razie jestem zadowolony z tych wyborów, wszystko działa bez zarzutu. Jest jednak pewna rzecz, która czasem doprowadza do obłędu: sygnały dźwiękowe. AGD po prostu piszczą. Jaki mają powód? Czasem upływa sporo czasu, nim do tego dojdę. Czajnik np. informuje, że ugotował wodę. A jeżeli nie zareaguję, powtarza sygnał. Doszło do tego, że krzątając się rano po mieszkaniu krzyczę w stronę czajnika, że zaraz go podniosę. Wiem, nie słyszy i nie rozumie. Ale swoim piskiem irytuje. A ja daję się wciągnąć w tę spiralę nienawiści.

Bywa i tak, że po kilku piskach podchodzę do czajnika, podnoszę go, a dźwięk… pojawia się nadal. Czyli to inne urządzenie. Sprawdzam zmywarkę. Cisza. Piec gazowy. Cisza. Po chwili okazuje się, że dźwięki wydaje lodówka. Bo niedomknięta. Pół biedy, gdy wiadomo, czego dany sprzęt chce, co mu dolega. Niestety, bywa i tak, że stoję z instrukcją np. przed piekarnikiem, on pika, a ja wertuję kolejne strony, by zrozumieć problem. Finalnie okazuje się, że… przestaje pikać. O co chodziło? Nie wiem. Ważne, że już tego nie robi. Gorzej z pralką – ta nie da się wziąć na przetrzymanie i hałasuje, póki nie zostanie wyłączona po zakończonym cyklu. Tymczasem ja od lat omijam pralki szerokim łukiem uznając je za machiny z piekła rodem. I jak tu rozwiązać sprawę pikającej pralki, gdy jest się samemu w domu?

Najgorsze są symfonie, wtedy kilka urządzeń umawia się na jednoczesny alarm. Niby nie są ze sobą połączone, to jeszcze nie smart home, ale jakaś zmowa w tym jest. Nie ma natomiast pewności, że mówią do mnie – może rozmawiają ze sobą? Natychmiast przypomina mi się animacja Dzielny mały toster… Stojąc nad tymi hałasującymi maszynami stwierdzam głośno, że byłoby super, gdyby stały się naprawdę smart i potrafiły po prostu powiedzieć, w czym rzecz: żebym nie musiał sprawdzać które i z czym ma problem. Ale za chwilę pojawia się kolejna myśl: skoro nie toleruję tego pisku, to co będzie, gdy czajnik, lodówka i pralka zaczną mnie zagadywać? „Hej, Maciek, dosyp mi soli do zbiornika”, „Ej, człowieku, umyj mnie po tym pieczeniu, bo nie znoszę tego zapachu”, „Czy wiesz, że jogurt na mojej drugiej półce jest od tygodnia przeterminowany?”, „Wstań od stołu i zalej tę kawę!”. Zdanie „Pralka głośno pracuje” nabierze nowego sensu.

I nie jest to niemożliwe, nie wymaga czarów rodem z Pięknej i bestii. Doprowadzi nas do tego rozwój cywilizacyjny! Najzwyczajniej w świecie. Jeżeli macie w domu urządzenia starszej generacji, AGD wyprodukowane w PRL, to ie pozbywacie się ich – mogą jeszcze być w cenie…