82

Adobe wypuszcza kolejne aplikacje na procesory M1. PR-owcy Intela się załamią

Przejście całej platformy na nową architekturę procesorów jest ogromnym wyzwaniem tak dla Apple, jak i deweloperów zewnętrznych. Ogólnie migracja z Intela na Apple Silicon idzie zaskakująco sprawnie, ale wszyscy z niecierpliwością czekają, aż cały pakiet oprogramowania uaktualni jeden z najważniejszych deweloperów, czyli Adobe. W Creative Cloud pojawiły się właśnie świeże aktualizacje w wyniku których kolejne ważne programy otrzymał natywne wersje dla M1. Z tej okazji firma Pfeiffer przetestowała ich wydajność i wnioski są druzgocące... dla Intela.

Kto już jest natywny

Adobe mając w portfolio sporą ilość naprawdę rozbudowanych aplikacji, wypuszcza wersje na nowe procesory partiami. Jako pierwsi zoptymalizowane oprogramowanie otrzymali fotografowie, Photoshop i Lightroom CC dla M1 są już na rynku jakiś czas. W międzyczasie Adobe dostosowało też w ten sposób mniej zaawansowaną odmianę swojego programu do edycji video, czyli Premiere Rush oraz program do edycji dźwięku Audition.

Najnowsza aktualizacja przynosi nam natywne wersje Illustratora, InDesigna oraz Lightrooma Classic, co oznacza, że dla świata DTP era Apple Silicon też już prawie nastała. Z ważnych aplikacji brakuje dla tej grupy zawodowej już tylko Acrobata Pro. Na swoim blogu Adobe pochwaliło się, że nowe wersje w porównaniu do tych odpalanych via Rosetta są o około 60 – 70% szybsze. Tym oczywiście Intel martwić się nie musi, gorzej, że pojawiły się też porównania z Macami wyposażonymi w procesory „niebieskich”.

Premiere Pro

Wraz z wypuszczenie aktualizacji Adobe poinformowało też użytkowników o postępach w pracach nad ważnym dla rynku video edytorem Premiere Pro. W blogowym wpisie przytoczono wyniki testów wykonanych przez firmę konsultingową Pfeiffer Consulting, która zdecydowała się porównać wydajność natywnych dla M1 aplikacji Adobe z ich intelowymi odpowiednikami.

Testującym wyszło, że aktualna beta Premiere Pro jest szybsza średnio o 77% od tego samego programu pracującego na porównywalnym Maku z Intelem. Jeszcze ciekawiej wygląda cała sprawa, gdy zagłębimy się w sam, udostępniony w sieci, szczegółowy raport. Pfeiffer przetestował nie tylko Premiere Pro, ale wszystkie udostępnione aplikacje, a przyrost wydajności o mniej więcej 60 do 80% powtarza się w każdym testowanym przypadku.

Co i jak porównywano?

Jak zwykle w przypadku takich zestawień mogą pojawić się wątpliwości dotyczące metodologii badania. Na szczęście raport zawiera dość szczegółowe dane dotyczące tego, co i jak było testowane. W teście użyto 13-calowych MacBooków Pro, podpiętych do monitorów Apple Pro Display XDR. Każdy komputer był wyposażony w 16 GB RAM oraz 2 TB dysk SSD. Komputery miały postawione na świeżo systemy i zainstalowano na nich dodatkowo tylko badane aplikacje. Każdy z przygotowanych zestawów testów wykonano trzykrotnie.

Firma przetestowała Photoshopa, Illustratora, InDesigna, XD, Premiere Pro, Lightrooma CC oraz Lightrooma Classic. Dla każdego z programów przygotowano zestaw zadań opracowanych przez pracujących na nich profesjonalistów, tak, aby jak najlepiej odwzorować ich typowe użycie. W sumie wszystkie programy wykonały 774 takie zadania.

Wyniki nie pozostawiają Intelowi złudzeń, uśrednione wyniki wyglądają tak:
– dla całego testu: MacBook Pro M1 był szybszy o 83%
– Photoshop: MBP M1 był szybszy o 89%
– Illustrator: MBP M1 był szybszy o 65%
– InDesign: MBP M1 był szybszy o 59%
– XD: MBP M1 był szybszy o 80%
– Premiere Pro: MBP M1 był szybszy o 80%
– Lightroom CC: MBP M1 był szybszy o 69%
– Lightroom Classic: MBP M1 był szybszy o 116%

Biorąc pod uwagę, że to dopiero pierwsze wersje tego oprogramowania, wydaje się, że jest jeszcze spora przestrzeń do poprawy tych wyników, optymalizacja dla procesorów Intela trwa przecież od lat. Analiza niektórych z opisanych bardziej szczegóły testów pokazuje, że spore rezerwy może kryć Neural Engine. Wykorzystujące go narzędzie oparte o technologię Adobe Sensei przyśpieszyły o 400 do 600%.

Jeśli dodać do tego, że MBP z M1 jest tańszy od intelowego odpowiednika o 3 tys. złotych, zużywa nieporównywalnie mniej prądu i jest bazowym procesorem, do którego niedługo dołączą mocniejsze wersje, to trudno nie określić Intela inaczej jak „pozamiatanym”.

Patrząc na te wszystkie liczby i znając co nieco realia świata studiów graficznych, DTP czy agencji kreatywnych sądzę, że Mac Mini ma szanse stać się tam bestsellerem dla różnych stanowisk z „Junior” w nazwie. Stosunek jakości do ceny i wydajności jest po prostu świetny. Zdziwiłbym się też, gdyby spora część „seniorów” nie wstrzymywała się z zakupami do czasu pokazania mocniejszych odmian Apple Silicon.

Oczywiście Maki z M1 nie są na dziś idealne dla każdego. Jeśli masz rozbudowany workflow, z masą dodatkowych plug-inów firm trzecich, dalej musisz ostrożnie podchodzić do takiej konwersji. Nie dziwią mnie wcale przecieki mówiące o pojawieniu się na rynku jeszcze jednej generacji intelowych Maców Pro. W niektórych zastosowaniach Intel-Maki mogą być jeszcze przez jakiś czas nie do zastąpienia.

Nie da się jednak ukryć, że to, co już osiągnęło Apple jest po prostu imponujące. Dział PR Intela musi mocno przemyśleć, co robić dalej. Pomysł z porównywaniem intelowych Maków z PC-tami w kontekście wydajności w grach może nie wystarczyć…

Cały raport znajdziecie tutaj.

Źródła: [1], [2]