14

ABBA powróci na scenę. W trasę nie ruszą jednak żywi członkowie zespołu

koncert na żywo
Chcielibyście zobaczyć na scenie The Beatles w pełnym składzie, Elvisa za najlepszych lat albo Kurta Cobaina rozwalającego instrumenty? Możliwe, że wszystko przed nami - media donoszą, iż za dwa lata w trasę ruszy ABBA. Fani czekali na to od wielu lat, od dekad wręcz. Sztuczka polega jednak na tym, że żywi członkowie zespołu nie zamierzają występować, zastąpią ich hologramy. Jeśli ta trasa zakończy się sukcesem, możemy być świadkami wielu powrotów w tym stylu. Możliwe, że na powrotach się nie skończy...

ABBA to legenda, której nie trzeba przedstawiać – królowali na scenie w latach 70. XX wieku, sprzedali grubo ponad 300 mln płyt, wedle niektórych wyliczeń dobili nawet do 500 mln krążków. Problem jest z nimi taki, że od kilkudziesięciu lat nie występują razem. Weszli na sam szczyt i zniknęli. Od tego czasu trwa festiwal plotek na temat wielkiego powrotu, co kilka lat media donoszą, że w końcu do tego dojdzie. Podaje się przy tym astronomiczne sumy, które członkowie zespołu mieliby zgarnąć za trasę. I co? I nic. W ubiegłym roku słynna czwórka spotkała się na jednej scenie w klubie w Sztokholmie, ale to była prywatna impreza, a występ trudno nazwać koncertem. Skoro nie wychodzi tradycyjnymi metodami…

Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że zespól może powrócić na scenę dzięki nowym technologiom, np. za sprawą rzeczywistości wirtualnej. Teraz okazuje się, że nie są to doniesienia wyssane z palca: w roku 2019 ekipa ma wyruszyć w trasę koncertową, w której ludzi zastąpią… hologramy. Będzie żywa orkiestra, będą żywe chórki, a do tego ścieżka dźwiękowa nagrana kilkadziesiąt lat temu (zarówno w studio, jak i na koncertach) oraz hologramy, które właśnie powstają. Warte uwagi? Opinie są podzielone: jedni fani są zachwyceni, drudzy przekonują, że to świętokradztwo i skok na kasę. Przy tym nie brakuje głosów, że rozwiązanie nie jest złe, jeśli „ożywia” się martwych artystów. Tymczasem członkowie ekipy ABBA nadal żyją. Nawet wyglądają całkiem nieźle.

Czy to pierwszy eksperyment tego typu? Nie, w przeszłości na scenie pojawiali się już Tupac czy Michael Jackson w formie hologramów. To były jednak pojedyncze występy – tu mamy do czynienia z całą trasą koncertową, wielkim przedsięwzięciem, które ma przyciągać ludzi zespołem, którego nie ma. I to może być interesujący eksperyment: jeśli projekt wypali, pojawią się pewnie kolejne akcje tego typu. Można wymienić setki artystów, którzy albo nie żyją, albo nie koncertują, a wciąż wywołują emocje. Moją uwagę przykuła wypowiedź jednego z wokalistów zespołu ABBA – Benny Andersson stwierdził, że rozwiązanie jest świetne, bo może jednocześnie wyprowadzać psy i być na scenie, nie trzeba opuszczać domu, by dać koncert. Dodał, że to może się spodobać innym artystom – nawet tym młodym.

Nadchodzą czasy, gdy hologramy na koncertach staną się powszechne, a żywi artyści zaczną się pojawiać na scenie rzadko, co sprawi, że bilety na ich występy będą horrendalnie drogie? Na razie brzmi niewiarygodnie, ale nie zakładałbym się o pieniądze, że za dekadę, wraz z dalszym rozwojem technologicznym, scenariusz ten nadal będzie brzmiał niedorzecznie. Co ciekawe, o podobnym pomyśle pisałem niedawno za sprawą mechanicznego dyrygenta – ten robot też naśladuje człowieka i może go zastąpić na scenie.

Przyznam, że wybrałbym się na taki koncert z hologramami. Z czystej ciekawości, by przekonać się, czy to może dawać satysfakcję. Wierzę, że da się z tego zrobić niezłe show. Czy na tyle, by przekonać ludzi, że żywy artysta nie jest aż tak potrzebny? Cóż, dzisiaj i tak masa ludzi zamiast na scenę patrzy na ekran smartfona, którym filmuje koncert. Jeżeli ABBA zawita do Polski, może się skuszę…