28

A gdyby polski internet odciął się od świata, to co byśmy zrobili?

Internet początkowo wydawał się narzędziem praktycznie bez wad. Umożliwiał błyskawiczną komunikację na duże odległości, zwiększał dostępność wiedzy przy relatywnie niewielkich kosztach. Był też niesamowicie otwarty, stając się przez chwilę nawet ikoną wolnościowego podejścia od świata, bez kontroli, bez państwowych granic. Oczywiście ten sen trwał bardzo krótko, państwa o ustrojach totalitarnych szybko nauczyły się, jak całkiem nieźle treści w internecie kontrolować, moderować, a także wykorzystywać do własnych celów. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co by było, gdyby to polski internet odciął się, lub został odcięty, od świata?

Od czego zależymy

Wbrew pozorom pytanie nie jest do końca abstrakcyjne, świat zmienia się w dzisiejszych czasach bardzo dynamicznie, decyzje polityczne potrafią zepchnąć z piedestału firmy aspirujące do roli światowego lidera (Huawei). Taka intelektualna zabawa pozwoli więc przeanalizować, choćby to jak bardzo jesteśmy niezależni pod względem infrastruktury i usług. Zacznijmy od tego pierwszego.

Serwerów więcej, ale za mało

Serwerownie w Polsce rozwijają się bardzo dynamicznie, nasz kraj jest pod tym względem liderem w regionie. Nie oznacza to jednak, że gdyby z jakiegokolwiek powodu nasz wesoły kraj trafił na internetową bocznicę obyło by się bez ogromnych problemów. Duża część usług jest dziś ulokowana na zagranych serwerach. Co do polskich, specjaliści zajmujący się tym tematem piszą, że rynek czekają duże zmiany, konsolidacje i wycięcie części mniejszych i mniej wydajnych serwerowni.

Nasz rynek nie jest jeszcze dojrzały. Serwerów jest o wiele za mało, a przyrost ich liczby jest wolniejszy niż na Zachodzie. Taka sytuacja z pewnością wymusiłaby konieczność gwałtownej rozbudowy lokalnych zasobów… co w warunkach narastającego kryzysu półprzewodników mogłoby być niemożliwe. Nie pomógłby tu żaden Narodowy Program Serwerownia+. Jeśli nasze odcięcie wiązałoby się dodatkowo z jakimiś sankcjami z zewnątrz, to zatkalibyśmy się błyskawicznie.

Koniec Netflixa i sociali?

Prawdopodobnie dla zwykłego Kowalskiego najbardziej odczuwalne byłoby jednak odcięcie nas od dziesiątków usług internetowych, których infrastruktura w całości lub w najważniejszej części jest poza granicami naszego kraju. Kiedyś budziliśmy się i nie było Teleranka, teraz zabrakłoby na przykład Netflixa.

Choć filmy z tej usługi trafiają do naszych urządzeń, dzięki sieci Netflix Open Connect, z serwerów w Polsce, zarówno aplikacje, jak i pliki źródłowe do większości tytułów „leżą” na serwerach Amazon Web Services położonych poza granicami naszego kraju. Podobnie stanie się z innymi międzynarodowymi VOD. Musielibyśmy zadowolić się Playerem, IPLA, TVP VOD, ale ta dziura byłaby nie do zasypania. Polskie firmy nie są w stanie produkować seriali i filmów na taką skalę, a zakupy licencji na największe hity też raczej nie byłoby możliwe.

Nie lepiej będzie wyglądać sytuacja z „socialami” takimi jak FB, Twitter. Zapomnieć trzeba będzie o MS Teams, Slack, Trello itd. Nawet część polskich usług może przestać działać, jeśli korzystają z zagranicznych serwerowni. Mieliśmy próbkę tego w czasie pożaru serwerowni OVH sprzed paru miesięcy, która dotknęła całkiem sporą ilość polskich stron i usług. Skorzystałyby za to polskie portale, takiej jak Onet, wp.pl czy Interia, które po pierwszym szoku zauważyłyby duży przyrost aktywnych skrzynek pocztowych.

Polskie firmy chcąc dalej działać, musiałyby się szybko przenieść na lokalne podwórko, co jak wspomniałem przytkałoby naszą infrastrukturę. Oczywiście większość obywateli szybko douczyłaby się czym są VPN-y, ale jeśli odcięcie byłoby decyzją naszego rządu, starano by się je wyrugować, tak jak ma to dziś miejsce w Chinach. Z drugiej strony patrząc na polskie e-państwo, zabezpieczenia penie potrafiłby odejść średnio rozgarnięty pięciolatek. Skoro przy chińskiej drodze jesteśmy, pojawiłaby się też potrzeba stworzenia niepodległej przeglądarki, można odkurzyć w tym celu stary i niedziałający projekt nekst.pl Polskiej Akademii Nauk, która miała ambicje pokonać Google (nie pokonała).

Made in Poland

Oczywiście odżyłyby i próbowały się odbudować takie usługi jak Nasza Klasa, Orlen kupiłby za miliony Albiclę i Gadu Gadu. Prawdopodobnie niewiele odczułoby tę operację nasze cyfrowe e-państwo, bo ono problemy miewa zawsze, a jego usługi mają częściowo analogowy charakter. Kto wie, może spełniłoby się marzenie Krzyśka Rojka o całkowicie polskim smartfonie (choć dopiero po zażegnaniu kryzysu półprzewodnikowego).

 

Telefony zresztą musiałyby zacząć działać w oparciu o Android Open Source Project ze zbudowanym na szybko Narodowym Centrum Aplikacji (może Pewex?). Być może w jego stworzeniu pomogłyby doświadczenia firm ostatnio integrujących się z HMS Huawei, ale i tak byłoby to bardzo trudne zadanie. Generalnie, przez dłuższy czas czekałby nas swoisty detoks od internetu, spowodowany jego bardzo niestabilnym i powolnym działaniem oraz rachitycznością dużej części usług.

To, co nie zmieniłoby się zapewne w ogóle, to dyskusje Polaków w internecie, ani pod względem merytoryki, ani kultury. Na to przecież Google, Facebook ani Twitter wpływu nie mają. I to chyba najbardziej pesymistyczny wniosek z moich przemyśleń. Myślę, że nawet całkowity i długotrwający blockout by tego nie zmienił, kłócilibyśmy się po prostu off line. Cóż, skoro żadnych pozytywów nie widać, za to wad tego rozwiązania jest ogrom, miejmy nadzieję, że w takim kierunku nigdy nie pójdziemy. A jak wy wyobrażacie sobie Polskę odciętą od reszty wszechświata? ;)