57

70 mln zł na SMS-y – dla banków czytniki linii papilarnych w smartfonach będą dużą oszczędnością

W skali roku na wysyłkę SMS-ów do weryfikacji działań na naszym koncie banki wydają aż 70 mln złotych. Niewykluczone zatem, że szybko zrobią użytek z czytników linii papilarnych w naszych urządzeniach.

Zanim jednak wykorzystają biometrię, wprowadzą stosowne opłaty. Jak informuje Bankier, już od sierpnia klienci BZWBK będą płacić za SMS-y do autoryzacji transakcji. Jedynie pięć pierwszych w danym miesiącu będzie bezpłatnych. Nie jest to pierwszy taki przypadek, bo w analogiczny sposób działa m.in. Pekao. I trudno się dziwić, bo z raportu „Bezpieczeństwo Bankowości Elektronicznej” opracowanego przez Obserwatorium.biz wynika, że rocznie banki na SMS-y  do autoryzacji transakcji wydają 60-70 mln złotych rocznie. Średnio zatem na jednego klienta przypada 5 zł rocznie.

Koszty jednak prawdopodobnie będą rosnąć. Karty zdrapki powoli odchodzą do lamusa, bo SMS-y są zwyczajnie wygodniejsze. To zmusza banki do poszukiwania alternatyw, jak tokeny GSM. Możliwości jest jednak o wiele więcej. W tej roli wystąpić mogą bowiem np. kody jednorazowe generowane w ramach systemu BLIK, do którego należą największe banki. Dotąd sprawdzały się one bezbłędnie w weryfikowaniu transakcji mobilnych, zatem nie powinno być większego problemu z wykorzystaniem ich również w przelewach internetowych. Inna opcja to powiadomienia push generowane przez aplikację mobilną. W obu przypadkach klient potrzebuje niestety smartfona i zainstalowanej aplikacji, a to ciągle nie musi być regułą. Niemniej powinno zdecydowanie przełożyć się na oszczędności.

Rewolucją na tym polu mogą być czytniki linii papilarnych, które powoli stają się standardem w smartfonach. Do niedawna mogliśmy je znaleźć wyłącznie w topowych modelach, a dziś coraz częściej pojawiają się również w średnim segmencie cenowym. W 2017 roku powinny być obecne już niemal wszędzie, a to otwiera przed bankami zupełnie nowe możliwości. W przypadku iOS już niektóre aplikacje potrafią współpracować z Touch ID (m.in. ta mBanku). Na Androidzie ciągle pozostaje to jednak rzadkością. Oczywiście tutaj bariera dla użytkownika jest jeszcze większa, bo nie dość, ze potrzebuje smartfona, to musi mieć jeszcze czytnik linii papilarnych.

Nie ulega wątpliwości, że z czasem SMS-y zostaną zastąpione przez inne narzędzia do autoryzacji transakcji. Otwartą kwestią pozostaje, co zdobędzie największą popularność –  czy kody z aplikacji, czy może biometria. Problem będą tutaj mieć na pewno operatorzy komórkowi, dla których SMS-y wysyłane przez banki stanowiły pewne źródło dochodu.