Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski To miał być wpis porównujący kolejną działkę polskiego internetu. Stało się inaczej, bo przypadek binzes.net jest zdecydowanie wart osobnej notki. Serwis działa już długo (prawie 1,5 roku), posiada zaplecze inwestorskie; ambitnego, doświadczonego twórcę; rozbudowane funkcjonalności; gwiazdę na pokładzie (Robert Gwiazdowski) – a ciągle nie może zaskoczyć. Debiut profeo.pl i […]

Autorem poniższego tekstu jest Albert Tomaszewski

To miał być wpis porównujący kolejną działkę polskiego internetu. Stało się inaczej, bo przypadek binzes.net jest zdecydowanie wart osobnej notki. Serwis działa już długo (prawie 1,5 roku), posiada zaplecze inwestorskie; ambitnego, doświadczonego twórcę; rozbudowane funkcjonalności; gwiazdę na pokładzie (Robert Gwiazdowski) – a ciągle nie może zaskoczyć.

biznesnet.jpg

Debiut profeo.pl i dynamika goldenline.pl pozostawiają co raz mniej złudzeń – o biznes.net ciężko mówić inaczej niż w kategoriach porażki. Co nie pozwala serwisowi się przebić?

1. Kontakty z czynnikiem ludzkim

Biznes.net jest serwisem społecznościowym, w ktorym ludzie z rzadka wykraczają poza rolę czynnika ludzkiego. O ludziach pisze się tu w zasadzie tylko w kontkeście budowania relacji i pozycji – czyli w sposób czysto oportunistyczny. Zgadza się – większość z nas wie, że dobre kontakty to klucz do sukcesu i na co dzień to wykorzystuje, ale mało kto będzie chciał myśleć o sobie w tak wyrachowany sposób. Przeciętny człowiek (profesjonalista również) myśli – a na pewno się wypowiada – o swoich znajomych częściej w kategoriach ludzkich emocji: mogę na nim polegać, pomógł mi, robimy razem dobre interesy, lubię go, chętnie go komuś polecę, ma potencjał itp. Kwantyfikowanie i merkantylizowanie relacji na pewno nie służy ich budowaniu. Brak miejsca na zdjęcie w profilu tylko wzmacnia poczucie ”botyzacji” – braku prawdziwych ludzi, z krwi i kości w serwisie .

2. Dużo za dużo tekstu.

Bardzo drażniąca jest ta cała masa tekstu, przez który trzeba się przedzierać. Stronie głównej (już po za logowaniu) znajduje się tyle sekcji wypełnionych tekstem (w dużej mierze zbędnym, jeśli by zastosować tabelkę), że nie potrafię ich ogarnąć za jednym zamachem. Wrażenie jest takie, że od razu zakładam, że potrzebuję tu wrócić, żeby sobie to wszystko przyswoić. Ilu takich użytkowników rzeczywiście wróci? Po co na wierzchu umieszczać długie tłumaczenia w takim stylu:

“Prezentowane poniżej wydarzenia są dopasowane do Twoich zainteresowań zawodowych – o ile masz uzupełniony profil (tagi, doświadczenie). Jeśli nie znaleziono wydarzeń odpowiadających Twoim zainteresowaniom prezentowane są wszystkie najbliższe imprezy.”

Dużo można mieć też zastrzeżeń do strony stylistycznej. Teksty są pisane pod jakimś reżimem dziwnie rozumianego profesjonalizmu. Tak jakby ktoś nakazał twórcom, żeby zdania były suche i bez krztyny fantazji – a przy tym bardzo rozbudowane i do bólu doprecyzowane. Jestem pewny, że rzeczowość da się pogodzić z lapidarnością i ubarwić odrobiną poczucia humoru. Jestem też pewny, że profesjonalista nie musi się silić na udziwnienia językowe, żeby dodawać sobie powagi ( co właściwie oznacza hasło “zaplanowany altruizm odwzajemniony”?)

3. Dużo opcji nie koniecznie na swoim miejscu

Na ostatnim Yulbiz grupa fanów Mac’a, była bardzo zgodna co do kluczowej przewagi laptopów z jabłuszkiem. Rzecz można streścić takim oto zdaniem: “Jest tu masa opcji, ale tak poukładanych, że wszystko jest na swoim miejscu”. Biznes.net zdecydowanie nie jest Applem wśród społeczności dla profesjonalistów. Guruje nad swoją konkurencją wieloma funkcjonalnościami, ale wszystko razem jest poukładane w mało czytelnym interfejsie. Zakładki w menu zostały dobrane wg klucza, który ciężko zrozumieć. Wiele podkategorii można by połączyć a niektóre ustawić w menu pomocniczym gdzieś z boku. Na pewno pomogłyby też ikonki. W obecnym kształcie wiele ciekawych funkcji umyka (np. graf sieci) – a niektóre są przypisane do podmenu zbyt sztywno tak, jak nieintuicyjne umiejscowione funkcje “wyślij wiadomość”, “skrzynka odbiorcza” w zakładce “komunikacja”. Warto w tym miejscu przypomnieć, że wyjątkowo zapracowana grupa użytkowników ceni sobie swój czas. Znajdą choć chwilę, żeby rozgryźć interfejs serwisu?

4. Dobre rady nie zawsze w cenie

Nie każdy internauta ma naturę eksploratora i o istnieniu wielu funkcjonalności należy mu powiedzieć. Biznes.net robi to jednak wyjątkowo mało zręcznie. Teksty sugestii nie mają przemyślanej, nienarzucającej się formy – pisane są tą samą czcionką, co inne informacje a ich ranga często dodatkowo wzmacniana jest graficzną ikonką. To błąd w rangowaniu treści – wkazówki i tipsy najlepiej działają, kiedy są przemycane w nieabsorbujacy uwagę sposób; “przy okazji”. Sposób w jaki robi to biznes.net w połączeniu z mało intuicyjnym interfejsem, sugeruje użytkownikowi, że serwis jest skomplikowany. Poza tym wszechobecność dobrych rad wprowadza szum informacyjny i może budzić podejrzenia o mentorskie zapędy twórców.

5. Biurowa rzeczywistość

W warstwie graficznej serwisowi można zarzucić bardzo dużo. Zupełnie niezrozumiała, niefunkcjonalna i nieprzemyślana jest wąska i podłużna budowa strony – na ekranie połowa szerokości jest zupełnie niewykorzystana. Problem z rangowaniem treści zaczyna się właściwie w tym miejscu. Na stronie głównej w dwóch kolumnach, ciurkiem lecą moduł za modułem i wszystkie są oznaczone w dokładnie ten sam sposób. To zupełnie nie sprawia wrażenia przemyślanej konstrukcji – dla użytkownika pewne treści są ważniejsze od innych i konieczne jest ich lepsze wyeksponowanie. Kolorystyka jest monotonna a symbole graficzne są umieszczone w taki sposób, że w nie wielkim stopniu ułatwiają nawigację. Rozumiem, że serwis dla profesjonalistów nie może mienić się wszystkimi kolorami tęczy, ale to co prezentuje biznes.net to raczej nuda w charakterystycznej poświacie biurowej świetlówki niż wysublimowany, nienarzucający się minimalizm.

6. Nuda.

Rezygnacja ze zdjęć w profilach (zakładam, że celowa) oraz ograniczone wykorzystywanie symboli graficznych skutkuje wrażeniem nudy w warstwie estetycznej. To grzech lekki i można by na to machnąć ręką, gdyby to wrażenie było przełamane energią kpiącą z treści serwisu. Niestety w tej warstwie serwis nie wyróżnia się żadną dynamiką. Nie toczą się żadne emocjonujące dyskusje, nie widać interesujących komentarzy ani informacji ze świata. Na pewno już serwisu nie urozmaica brak forów dyskusyjnych. Rozumiem, że lukę w tym miejscu miały zastąpić blogi, ale póki co to się zupełnie nie sprawdza (topowy wpis: “10 powodów dlaczego warto korzystać z biznes.net”, topowy blog: “blog.biznes.net”). Blogowa forma dyskusji “notka-komentarze” jasno definiuje role dyskutantów: ja gospodarz – wy goście i wg mnie nigdy nie dorówna dynamice forów. Co prawda przestrzeń publiczna bywa kłopotliwa, bo trzeba dbać o jej “poziom”, ale nigdzie użytkownik nie będzie się czuł tak swobodnie w podejmowaniu dyskusji jak na forum. A przecież nic tak nie podkręca atmosfery w serwisie i nie skłania do ponownych odwiedzin jak interesujace dyskusje.

7. Brak modułu z ofertami pracy.

Last but not least: twórcy biznes.net bardzo wierzą w moc, która drzemie w każdej sieci kontaktów i w potencjał serwisu, który pomoże kontakty rozwijać. Jednak jako osoby ”robiące biznes” nie mogą mieć złudzeń pt. „idea networkingu przyciągnie do serwisu tłumy”. Nasze, lokalne, polskie realia są takie, że większość osób logujących się do takich serwisów to ludzie poszukujący ciekawych ofert pracy. Brak modułu z ofertami oznacza, że zamykamy nasz serwis dla tych ludzi – ideę networkingu (w takiej czy innej formie) będą zgłębiać w goldenline (ew. profeo i ogniwo). I to o konkurencji będą opowiadać swoim znajomym.

PS Merkantylizm relacji – wróg społeczności

Twórcy biznes.net wiele czasu poświęcili aby stworzyć mechanizmy jak najprecyzjniej oddające siłę relacji między osobami i siłę reputacji, którą dany użytkownik posiada. Jestem pod dużym warażeniem algorytmów i nie wiele mam zastrzeżeń do ich konstrukcji. Jednak już sam pomysł, że konkretne liczby zostaną upublicznione budzi wiele wątpliwości. Po pierwsze bardzo ryzykowne jest kwantyfikowanie relacji między ludźmi – można pogrupować znajomych za pomocą etykietek: przyjaciel, znajomy, kolega, “znajoma twarz”, ale już powiedzenie wprost – jesteś mi o 20% bliższy (albo co gorsze o 20% mniej bliski) od kogoś innego – może negatywnie odbić się na poszczególnych relacjach. Merkantylizowanie reputacji z kolei mija się z celem. Szanowane osobistości nie będą się bawić w zbieranie ”kredytów”(będą je zbierać zupełnie przy okazji nie dbając o stan konta) – a ktoś mocno nastawiony na ich zbieranie nie pozyska szacunku w grupie. Obie rzeczy wynikają z kulturowych i psychologicznych fundamentów, na których budujemy relacje międzyludzkie i bezpardonowe rozprawienie się z tą nieuchwytną magią jest dużym błędem. Mechanizm kredytów należy ukryć i wykorzystać do premiowania co aktywniejszych (miłym prezentem albo funkcją moderatora) na zasadach miłej niespodzianki.