70

5 powodów, dla których tęsknie za kinami. Ile można gapić się w telewizor?

Pomalutku zbliżamy się do momentu, gdy planowane jest wznowienie działalności kin, ale styczniowa data wcale nie jest pewna. To przerwa może potrwać znacznie dłużej, a ja nie mogę doczekać się chwili, gdy usiądę w fotelu na sali z chrupiącymi popcornem, gadającymi i świecącymi telefonami widzami.

Wstęp to oczywiście nawiązanie do trzech najczęściej wymienianych zarzutów wobec zachowania innych osób w trakcie seansu i choć nie będę twierdził, że nie spotkałem się z takimi sytuacjami, to bywam ich świadkiem dość sporadycznie i korzyści z wyjścia do kina przeważają ewentualne uniedogodnienia. Wliczając poprzednie lockdowny oraz okres, w którym repertuary kin nie mogły pochwalić się wyczekiwanymi premierami, niedługo minie rok od momentu, gdy przestaliśmy regularnie chodzić do kina. Wyjątkami od głośnych premier były debiuty „Tenet” Christophera Nolana oraz „Mulan” Disney’a, ale w polskim box officie i tak przodowały inne produkcje, jak chociażby animacja „Scooby-Doo”.

Płacilibyście abonament za serwis tylko z Waszymi ulubionymi filmami z młodości?

Najważniejsze tytuły przeniesiono na 2021 rok, a niektóre pojawiły się (jednocześnie) w Sieci. Niestety, „Wonder Woman 1984” ominęła nie tylko polskie kina, ale i dostępne w Polsce serwisy VOD – w USA film zadebiutował na HBO Max, a w innych europejskich krajach można go było wypożyczyć np. w iTunes/Apple TV. Może nie żałuję braku samego filmu, bo jego oceny nie napawają optymizmem, ale ponownie potraktowano nas jak rynek nie gotowy na premierę online i wciąż wyczekujemy na otwarcie kin. Czy do styczniowej premiery w kinach WW1984 w ogóle dojdzie? Mimo wszystko, mam nadzieję, że tak, ponieważ zdecydowanie brakuje mi kinowej atmosfery. Dlaczego? Oto 5 powodów.

Omijają nas nowości filmowe

Napocząłem ten podpunkt już w powyższych akapitach odnośnie sytuacji dotyczącej „Wonder Woman 1984”, bo na film w Polsce wciąż czekamy. Za nami kilka sytuacji, w których mniejsze lub większe produkcje pojawiały się z gigantycznym opóźnieniem albo w ogóle nie dotarły nad Wisłę. W takich sytuacjach powinniśmy oczywiście zachować cierpliwość i doczekać momentu, gdy film zostanie dodany do usług VOD albo trafi do kin, ale czy naprawdę widzowie tak (z)robią? Przypadek Wonder Woman pokazuje, że na tak dużą dozę cierpliwości widzów studia nie powinny liczyć – po pierwsze film trafia do Sieci, gdzie błyskawicznie pojawiają się nielegalne kopie filmu, a po drugie w wielu regionach to jedyny sposób na dostęp do nowej produkcji.

Kino pozwala (zmusza do) skupienia się na filmie

Pobyt w kinie to czas, gdy oczekiwane jest od nas zachowanie ciszy, wyłączenie powiadomień w telefonie komórkowym, z którego nie powinno się korzystać. W takich okolicznościach ogranicza się komentarze i sprawdzanie telefonu, a z tym ma chyba problem większość z nas. Nie twierdzę, że nie zdołam zobaczyć nawet 40-minutowego odcinka serialu czy całego filmu bez sięgania po telefon, ale kinowa atmosfera niejako wzmaga chęć odcięcia się od reszty świata i daje szansę na skupienie się na filmie. Takie okazje pozwalają nawet inaczej odebrać i ocenić poszczególne filmy, czego byliśmy nawet świadkami przy „Irlandczyku”, który trwa około 3,5 godziny i ze sporą przyjemnością zobaczyłem go w kinie bez żadnych przerw, podczas gdy w Sieci krążyły poradniki, jak podzielić film, by móc potraktować go jako mini-serię.

Żenada, żenada & żenada. Zobaczcie zwiastun nowego filmu Patryka Vegi

Wyjście do kina to po prostu pomysł na spędzenie wolnego czasu

Praca zdalna z domu i wszystkie dostępne w zasięgu ręki rozrywki są bardzo wygodne, ale konsumowanie wszystkich treści w tym samym otoczeniu nie jest zawsze przyjemne. Zdecydowanie brakuje mi szans na zorganizowanie wyjścia do kina (samemu, z dziewczyną czy grupą znajomych), co czasem wiąże się z innymi okazjami na mniej lub bardziej towarzyskie aktywności. Zmiana otoczenia może korzystnie wpłynąć na odbiór danej produkcji, o czym się wielokrotnie przekonałem.

“Rozjeżdżające się” napisy w płatnej usłudze VOD? To nigdy nie powinno mieć miejsca

Kino to najlepsze miejsce do obejrzenia niektórych filmów

Niezależnie od tego, jak świetnym sprzętem możemy dysponować – a w komentarzach pod tego rodzaju wpisami nie brakuje głosów osób, które posiadają rewelacyjne telewizory i nagłośnienie lub nawet własne salki kinowe z projektorami – ostatnie miesiące pokazały mi, że kino to nie tylko duży ekran i solidne nagłośnienie (oczywiście aspekty techniczne się różnią pomiędzy obiektami), ale to także możliwość przeżycia czegoś z innymi, nawet nieznajomymi osobami. Nocne prapremiery „Mrocznego rycerza” czy „Przebudzenia mocy” na długo zapadły mi w pamięć, dzięki temu, że na wydarzenia na ekranie reagowała wypełniona do ostatniego miejsca sala, a po wyjściu z kina w dyskusje angażowali się niemal wszyscy.

IMAX

Na odrębny akapit zasługują sale IMAX, bo panujących tam warunków nie odtworzymy w domowych warunkach i choć nie każdy seans na gigantycznym ekranie wspominam miło (huczący „Tenet” momentami męczył), tak pokaz „Pierwszego człowieka” czy „Dunkierki” to doświadczenia nie do podrobienia, dlatego z utęsknieniem wyczekuję szansy na kolejne takie przeżycie, a przed nami przecież premiery „Diuny” czy „Matriksa 4”.