22

W Microsofcie skrócili tydzień pracy do czterech dni. Nie zmniejszyli pensji, a i tak… zyskali!

Czterodniowy tydzień pracy brzmi jak utopia. Ale w dotychczasowych testach okazuje się on bardziej efektywny niż standardowych pięć dni. Jak to w ogóle możliwe?

Dzisiejszy świat to ciągła pogoń za produktywnością. Dziesiątki kursów na temat tego: jak się skupić, jak ogarnąć skrzynkę mailową, jak lepiej wykonywać nasz zawód, jak skuteczniej prowadzić spotkania nie wzięły się znikąd. Skoro jest zapotrzebowanie, to kolejni autorzy chcą sobie uszczknąć odrobinę z tego tortu. Dlatego też regularnie powstają kolejne, a światła w biurowcach gasną coraz rzadziej, bo pracownicy zaczynają pracę w chorych godzinach i kończą ją… w równie chorych porach. Pięć dni w tygodniu przestaje wystarczać, sobotnia i niedzielna praca nie jest niczym niespotykanym: bo przecież koledzy z firmy po drugiej stronie globu nie robią sobie przerwy, to dlaczego my mielibyśmy? W kwestii przepracowania — Japonia od lat jest wzorem. I jak mantrę powtarza się o tamtejszych salarymenach konających za biurkami korporacji-matki, dodając że w Kraju Kwitnącej Wiśni jest nawet specjalne słowo na śmierć z przepracowania: karōshi. Dlatego też sporym zaskoczeniem była dla mnie wieść o tym, że tydzień pracy tamtejszych pracowników w Microsofcie został skrócony do czterech dni. I okazało się to super posunięciem: nie tylko ze względu na czas wolny ekipy, ale też jej produktywność.

Krócej, lepiej, efektywniej. Cztery dni pracy, lepsze efekty

Póki co czterodniowy tydzień pracy wprowadzony był w japońskim oddziale Microsoftu testowo, ale jego wyniki wyglądają niezwykle obiecująco. Testy wystartowały w sierpniu, a cały projekt nazywał się „Work-Life Choice Challenge Summer 2019”. Wzięło w nim udział około 2300 pracowników, którzy dostali wolne piątki — bez ingerowania w ich pulę dni urlopowych, ani wypłatę. Wydawać by się mogło, że to nie może się udać i skoro tyle godzin im przecieknie przez palce, ich efektywność spadnie. Nic z tych rzeczy — chodzi o lepsze zarządzanie czasem i… jak zwykle — efektywność. A tej testowi odmówić nie można: według Nikkei xTech, wzrosła ona o 39,9%. Jak to możliwe?

Mając z tyłu głowy to, że mają mniej czasu — pracownicy szybciej uwijali się na spotkaniach, lepiej zarządzani czasem, korzystali z możliwości współczesnych technologii by zaoszczędzić czas na dojazdach. A poza tym, cytując klasyczną (de facto japońską) kreskówkę: nawet świnka może wejść na drzewo, kiedy jest chwalona. Mając więc w perspektywie dużo wolnego czasu, chętnie biorą się do pracy, by wszystko co trzeba sfinalizować możliwie jak najszybciej.

Z perspektywy pracodawcy: jako że biura były puste przez kilka dodatkowych dni w miesiącu zmniejszyły się też rachunki za prąd, zadrukowano także mniej kartek. W szerszej perspektywie — skorzystała na tym więc także planeta.

Japonia nie jest jednak wyjątkiem — podobny eksperyment przeprowadzono także w Nowej Zelandii. Blisko 250 pracowników pracowało przez cztery dni w tygodniu po 8 godzin — ich wynagrodzenie nie uległo zmianie. Naukowcy którzy nadzorowali cały eksperyment zauważyli dużo niższe poziomy stresu wśród pracowników, większą satysfakcję z wykonywanych zajęć i poprawę jakości życia. Tam również wiązało się to z większą wydajnością po powrocie: dodatkowe pokłady energii dawały o sobie znać!

Nie wiem na ile to utopia, a na ile przyszłość. Kto wie, może niebawem czterodniowy tydzień pracy będzie czymś więcej niż tylko ciekawostką?

Źródło: 1, 2